Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Nazwa użytkownika: Hasło:

Strony: [1] 2 3 ... 10
 1 
 dnia: Listopad 03, 2017, 01:24:29 pm  
Zaczęty przez Doctor Who Admin - Ostatnia wiadomość wysłana przez Raxacoricofallapatorius
Serial "Doctor Who" oglądam dość długo, a dopiero za mną większa połowa sezonu 7-ego. Stanąłem na 8-mym odcinku, w którym nowa towarzyszka Władcy Czasu, co mimo dobrze zaplanowanego zakończenia wątku Rory'ego i Amy Pond, a trudno było mi się pogodzić z ich odejściem, chciała poznać to z czego Doctor słynie najbardziej - sposób jego podróżowania oraz doświadczyć chociaż jednego z tysięcy światów, które odwiedził. Drogą loterii, dwójka ta trafiła na Akhaten, na której przez małą dziewczynkę śpiewającą wzniosłe pieśni, lud tej planety oddawał cześć swemu ,,Bogu". Początkowo "Akhatenianie" próbowali go uśpić, później zbudzić, co w konsekwencji przekonało mnie, że niczego ten epizod do całego serialu nie wniesie, ot takie zapoznanie z sylwetką Clary: ,,dziewczyną z Sufletem". Walorów odcinkowi i naturze Doctora dostarczyła jego przemowa do "bóstwa Akhatenu".

Matt Smith jako Doctor jak zwykle w formie. Humor, witalność starej ponad 900-letniej świadomości w młodym, energicznym ciele i ta mucha odpowiednio zapięta i dopasowana do koszuli i marynarki.

 2 
 dnia: Październik 01, 2017, 11:04:06 am  
Zaczęty przez Doctor Who Admin - Ostatnia wiadomość wysłana przez Raxacoricofallapatorius
Melody Pond to teoretycznie córka TARDIS, Amy oraz Rory'ego, ale praktycznie to biologiczne dziecko tych dwóch ostatnich osób, które zostało poczęte w wehikule czasu Doctora. Dlatego też, entuzjastycznie nastawiona do Władcy Czasu River Song, mówiąca kokieteryjnie do niego "skarbeńku", to pół-człowiek pół-Gallifreyańczyk. Skusiłbym się stwierdzić, że archeolożka z przyszłości to raczej w 3/4 człowiek w 1/4 istota stworzona z esencji TARDIS, ponieważ po tym, jak będąc jeszcze buntowniczą Melody, uratowała Doctora pozbywając się wszystkich zdolności regeneracyjnych. Wlała w niego poświatę energetyczną, substancjalny byt tego co stanowi o Władcach Czasu. Było to dziwne, ale nie dla River Song z przyszłości, która wiedziała, że do takich zjawisk dojść musi. Trzeba było zadbać jakoś o swoje istnienie i zachowanie ciała oraz umysłu w osi czasu w ciągu przyczynowo skutkowym, z tym że  to tu skutek poprzedzał przyczynę.



Tytuł odcinka i sam Hitler, z którym wciąż nie wiem co się działo po tym, jak zamknięto go w jakiejś szafie, co było bezsensu na tle całości epizodu, okazały się nie na miejscu. Z drugiej strony był to swoisty wabik na widza, gdyż kto by pomyślał, że słowa, które wypowie młoda Melody Pond będą nazwą 8 odcinka 6-ego sezonu Doctora Who. 

 3 
 dnia: Wrzesień 14, 2017, 03:53:55 pm  
Zaczęty przez Effka - Ostatnia wiadomość wysłana przez Raxacoricofallapatorius
Gallifreyańczyk miał pełne ręce roboty. Tyle można powiedzieć o jego staraniach, ponownym poświęceniu się  i utracie bliskiej mu osoby. Takie informacje wypływają z głosu narratora, który od czasu do czasu, bardziej przy końcu lub początku odcinków 8-9 piątego sezonu, towarzyszy widzowi, opowiadając piękną jak i smutną historię, której finałem było pogodzenie się ludzi z Silurianami, na których nadejście ziemianie mieli 1000 lat by się przygotować. Tym lektorem był lider rasy humanoidalnych jaszczurów żyjących z przerwami na naszym globie od eonów lat: Eldane, który jasno i wyraźnie podkreślił, iż kolejny raz Doctor stanął pomiędzy zwaśnionymi Cywilizacjami i okazując cierpliwość i zrozumienie, bezinteresownie je uratował. Eldane wypowiadał się w sposób podniosły o czynach Władcy Czasu, jak o legendzie lub jakimś micie. Koszt tego wszystkiego z czym my widzowie mieliśmy do czynienia, to strata Rory'ego: nierozgarniętego jak Kudłaty ze Scooby-Doo, żyjącego we własnym świecie narzeczonego Amy.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Rory'ego zwyczajnie wymazał czas, raczej krzywa czasu wydobywająca się ze szczeliny pionowej ściany. Panna Pond, bo chyba nią już pozostanie, pamiętała o ukochanym tylko na moment. Czasoprzestrzeń po "wchłonięciu" Rory'ego, wykreśliła go z całej swojej struktury, z każdego punktu w możliwej linii czasu. Przykro było patrzeć na taki egzystencjalny koniec Rory'ego. Nawet Amy będąc 2020r. widziała już tylko samą siebie machającą w oddali bez swojego towarzysza.

Wielki plus obu epizodów to kreacja Silurian. Te gadzio-humanoidy miał bardzo dokładnie wyeksponowaną twarz, jak Bossk trandoshański łowca nagród z "Gwiezdnych Wojen". Gruba zółto-zielonkawa łuskowata skóra, z kryzami wychodzącymi promieniście z kości czaszki, stanowiącymi jakby przedłużenie głowy.

 4 
 dnia: Wrzesień 07, 2017, 06:04:39 pm  
Zaczęty przez Kilkee - Ostatnia wiadomość wysłana przez Raxacoricofallapatorius
"Blink" czyli 10 odcinek 3-ego sezonu "Doctora Who" wprowadził i to  naprawdę z lekkim dreszczykiem istoty zwane "Płaczącymi Aniołami".  To prastare organizmy, które wg. 10-ego wcielenia fizycznego Władcy Czasu nie dość, że wyglądały obłędnie przerażająco z tą swoją zaklętą w czasie kamienną nieruchomą posturą, to okazały się być jednymi z może nie największych, ale najbardziej znienawidzonych wrogów Doctora. To co było w powyższym epizodzie z serii trzeciej jest wątłym i rozkręcającym się dopiero początkiem, który nada świetną fabułę zazębioną wokół "Płaczących Aniołów". Grający Władcę Czasu Tennant potrafił  swoim krzyczącym głosem, który wtórował wskazującemu palcu, wedrzeć chłód do naszych ciał i ostrzec przed niebezpieczeństwem mówiąc: pamiętaj pod żadnym pozorem nie mrugaj, nie odwracaj się.... I tak kilkanaście odcinków później rasa tych  specyficznych  zawodzących stworzeń powraca, a zawdzięczamy to profesor River Song, która wezwała TARDIS Doctora na ściśle określone współrzędne. Tam ponownie Gallifreyańczyk ujrzał Anioły, lecz dopiero po czasie zorientował się, że w zerodowanej pomarszczonej jaskini na Alfava Metraxis rozpadające się, zżerane przez czas i  zamknięte w różnych pozach rzeźby, to tak naprawdę pozbawione energii Anioły, które i tak potrafią jakoś egzystować gdy się na nie nie choć na chwilę popatrzy. Odcinek był świetny, a najbardziej poraził mnie widok tych  ludzkich powłok, otulonych jakąś warstwą popiołu, w wyżłobionymi, nadżartymi oczodołami i rozsypującym się powoli ciałem, które po prostu mogły się poruszyć. (doctor11)


 5 
 dnia: Sierpień 25, 2017, 09:51:52 pm  
Zaczęty przez Doctor Who Admin - Ostatnia wiadomość wysłana przez Raxacoricofallapatorius
"Planeta Śmierci" to ku mojemu zdziwieniu -  kolejny odcinek specjalny 4-ego sezonu "Doctora Who". Tym razem nasz Władca Czasu ubrany w lekki luźny garnitur, materiałowy płaszcz i białe lekko umorusane trampki,  zaczyna towarzyszyć Christinie, która w ostatniej chwili wraz z nim wsiada do piętrowego londyńskiego busa unikając zaaresztowania przez Scotland Yard z powodu kradzieży cennego  kilkusetletniego, pozłacanego rytualnego kielicha i innych kosztowności. Władca Czasu wpada na trop wyłomu czasowego, dziury w strukturze rzeczywistości, która  niestety zbyt długo nie może być otwarta, gdyż swoim istnieniem  może zagrozić Ziemi. Gdy Czerwony dwu-piętrowiec znika za pionową fluktuującą barierą siłowo-czasową, dochodzi do dziwnych zjawisk i pojazd wraz z pasażerami pojawia się na okrytej piaskiem i otoczonej na nieboskłonie przez trzy księżyce planecie. Z tego dziwnego miejsca ot tak, nie da się uciec. Ciało niebieskie skąpane w wiecznej nieprzyjaznej pustyni otacza zaburzenie czasowe, a po jego przekroczeniu , czego nie warto było robić - kierowca busa  momentalnie został zdematerializowany.  Jego szkielet obdarty z mięśni ścięgien i innych tkanek, zwalił się na ziemię po powrocie do prawdziwej londyńskiej rzeczywistości.

Dobrze, że do gry wszedł U.N.I.T. i pojawił się dr Malcolm, którego zagrał Lee Evans. Dostaliśmy trochę humoru,  niezwykłych roli gościnnych i czegoś co miało trzymać widza by ze spartańską mobilizacją czekał na 5-ty sezon.
Ocena Easter Special: 8/10
 (tar)

 6 
 dnia: Sierpień 20, 2017, 12:50:09 pm  
Zaczęty przez Kilkee - Ostatnia wiadomość wysłana przez Raxacoricofallapatorius
Wizyta Doctora w Międzygalaktycznym Centrum Bezpieczeństwa, jakby Policji Wszechświata: Proklamacji Cieni, była  najbardziej zabawnym momentem w całym 4-tym sezonie "Doctora Who", którego doświadczyłem.  A rozchodzi się głównie o scenę, w której Donna wraz z "Władcą czasów" wychodzą z Tardis i zjawiają się  na środku przestrzennego pomieszczenia z witającymi ich najemnikami o posępnych twarzoczaszkach nosorożca i tubalnej ciężkiej sylwetce: Judoonami. Ci żołnierze widząc przybyszów od razu mówią (zapis rozmowy):

Judoon: Scopo trono frojo kofo todo.

The Doctor: Nobo hosho koro toso. Bokatosa fopapapajo.

[the Judoon stand down. The Doctor and Donna Noble lower their arms]

The Doctor: Maho. 


Śmieszny zlepek słów dziwnego języka i na koniec to ,,badassowe" Maho! Ten krótki wycinek z odcinka był wprost komiczny!

https://www.youtube.com/watch?v=b72ZCsztdyk

 7 
 dnia: Sierpień 16, 2017, 04:03:49 pm  
Zaczęty przez Giwi - Ostatnia wiadomość wysłana przez Raxacoricofallapatorius
"Midnight" - północ. Tytuł 10-ego odcinka 4-ego sezonu bardzo dobrze podkreśla napuszoną, wszędobylską ludzkość, uważającą się za jedynych Panów Ziemi i najinteligentniejszą rasę inteligentnych istot Cywilizację. Te 43 minuty pokazały lekki rasizm przyszłości, ale taki w sytuacji , w której  spotkalibyśmy nieznaną świadomą i obcą formę życia. Irytacja, uznanie za coś gorszego i podrzędnego. Takie byłyby nasze reakcje. Takie również były rzeczywiste odruchy pasażerów sunącego nad diamentowym jeziorem liniowca.
W powtarzaniu słów Doctora i innych obecnych w wagonie ludzi przez tą niespotykaną dla Władcy Czasu Istotę, można było poczuć się jak na seansie klimatycznego horroru. Wzrastające napięcie, wszyscy zamknięci w klaustrofobicznym pomieszczeniu, kłótnie pasażerów przez które widz epizodu przyjmował negatywną energię, dały fanom niepowtarzalny odcinek. Nie zapomnijmy o Easter Eggu z krzyczącą z ekranu podwieszonego na suficie wnętrza pociągu Rose, z 16minuty i 32 sekundy


 8 
 dnia: Sierpień 15, 2017, 12:49:34 am  
Zaczęty przez Kilkee - Ostatnia wiadomość wysłana przez Raxacoricofallapatorius
Czy zostanę "psychofanem" Doctora Who? To się okaże po końcu 4-ego sezonu, gdyż akurat jestem w jego połowie, skończywszy podwójną serię odcinkową 4x08-09. To w nich, lądując akcją w 51w., pojawiła się tajemnicza biblioteka pozbawiona prawie 4200 odwiedzających, jak się okazało zdematerializowanych i zamkniętych w wirtualnej przestrzeni potężnego komputera Biblioteki. Motyw wirtualnej przestrzeni: zatarcia granic sztucznej płaszczyzny z realną otaczającą nas przestrzenią - co było widoczne w postaci Donny odczuwającej w "zero-jedynkowym" świecie z jej perspektywy: czas, jakby upłynęły lata, podczas gdy tak naprawdę upłynęły sekundy - przekonał mnie do dalszego fascynowania się Doctorem Who. I tak, dwa epizody z Vashta Nerada: istotami stworzonymi z cienia i istniejącymi w cieniu, uważam zaraz po  4x07 "The Unicorn and the Wasp": epizodu z przenosinami do lat 20-tych XXw. i spotkania Agathy Christie, drugim najlepszym odcinkiem w 4-tym sezonie. Nie zapomnijmy o Pani archeolog River Song, która spotkała "Władcę Czasu" w  przyszłości, lecz ten obecny Doctor o tym jeszcze nie wiedział bo w tej postaci nie miał z jej osobą styczności. Co wyszeptała River do Doctora na ucho? Ponoć jego prawdziwe imię.



W takim razie chciałem się zapytać, czy znacie strony internetowe lub jakieś Antykwariaty gdzie można kupić komiksy z "Doctorem Who" po polsku?

 9 
 dnia: Sierpień 11, 2017, 02:29:59 pm  
Zaczęty przez Raxacoricofallapatorius - Ostatnia wiadomość wysłana przez Raxacoricofallapatorius
Rządy autorytatywne bądź każda władza, którą zawsze  zdobywa się siłą czyli nagle i bezwzględnie, równie nagle kończy ona swoje istnienie. Szybkie uzyskanie potęgi politycznej i narzucanie komuś swojej ideologii czy nawet jej nie narzucanie, a "wytępianie" jak najgorsze robactwo swych poddanych, ma niestety swojej wady. I tak w przypadku Sontarian, rasę tych najbardziej walecznych, stworzonych z wojny i dla wojny istot we wszechświecie, zgubiła chciwość, zbytnia pogarda do innych inteligentnych bytów oraz zaślepienie  wręcz kompanie się we własnej potędze. Ludzkość miała Doctora, a Sontarianie mieli jedynie szczęście i zaawansowaną technologię. W 50% udało im się zrealizować plan, który jak początkowo myślałem miał polegać na "zagazowaniu" całej planety i rozpoczęciu reakcji łańcuchowej wielu nuklearnych ataków. Ziemia miała im się pokłonić lecz nic z tego. Ostatni Władca Czasu dzięki wyczulonemu węchowi i zaawansowanej jak Faust czy Komputer Kwantowy wiedzy, stworzył "antytoksynę"- swoiste lekarstwo, które wystrzelone w podłużnej metalicznej rakiecie, spaliło szkodliwy gaz unoszący się w górnych partiach atmosfery. Niebonaszej  błękitnej planety stało się przejrzyste i czyste tak jak dawniej, a "ziemniakowaci"Sontarianie nie zdołali w ten sposób stworzyć sobie ziemskiego inkubatora czy klonera dla milionów przyszłych Sontarian.

W epizodzie: ,,The poison Sky" zauważyłem dwa easter eggi:
Numer 1 : Doctor nakładający maskę i mówiący do członka U.N.I.T: "Jest Pan moją mamą?" Dostaliśmy w ten sposób wspomnienia Doctora i nawiązanie do jego przygód z Rose Tyler: s01e09 : ,,The Empty Child" oraz s01e10 ,,The Doctor Dances". Duologia z klimatem jak w thrillerze z deszczykiem. Świetne epizody i wprowadzenie trochę narcystycznego kpt. Jacka Harkness'a.

Numer 2: 8-ma minuta i 47-ma sekunda, a na jednym z wielu ekranów pulpitów sterowniczych w centrum dowodzenia U.N.I.T. pojawia się jak mikro-migawka: Rose Tyler. Na zaśnieżonym od szumów elektrostatycznych monitorze, Rose  wyraźnie krzyczy jakby na równoległej Ziemi, gdzie umieścił ją Doctor, doszło do jakiś poważnych i niepokojących wydarzeń. Jej usta wymawiają : Doctor, Help me! - przynajmniej tak mi się wydaje.

 10 
 dnia: Sierpień 10, 2017, 01:34:10 pm  
Zaczęty przez Sandgirl - Ostatnia wiadomość wysłana przez Raxacoricofallapatorius
Mimo wyglądu twarzoczaszki jak rozrastającej się kolistej, napęczniałej masy ciasta, spłaszczonej rozciągniętej twarzy, która zlewa się z dociśniętą do brzegów sztywnego kombinezonu szyją, Sontarianie wydają się być potężnymi i świadomymi swoich możliwości bojowych Istotami. Mają jedyną wadę: próżność i zbytnie wywyższanie się swojej rasy na tle możliwych do podbicia  inteligentnych celów. Kreują się na prawdę dumnych ze swoich dokonań, a jedyne czego żałują to, że nie uczestniczyli w "Wielkiej Wojnie Czasu" i to, że np.nie mogli w niej pokonać jednego z Władców Czasu określającego się Doctorem. Na Ziemi natomiast, zdołali omamić Luke'a Rattigana - młodego Geniusza - twórcę korporacji "ATMOS" wytwarzającej systemy redukujące wydzielanie dwutlenku węgla  i innych szkodliwych spalin z samochodowych silników. Kilkaset milionów aut i innych pojazdów zaopatrzonych w taką instalację i broń dla Sontarian pojawia się jak na tacy.

Technologia tych obcych jest tak zaawansowana, że potrafi przenosić wspomnienia, pamięć, niematerialną formę organizmu, pobierać i przetwarzać ludzkie DNA tak by stworzyć klon człowieka. I tak Martha Jones będzie jednym z ostatnich elementów, dzięki którym mają zrealizować iście makiawelistyczny plan. Jak to się skończy? Hm... Zobaczymy w odcinku 5-tym.

A wy co sądzicie o tym odcinku i całej duologii z Sontarianami?

Strony: [1] 2 3 ... 10