Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Nazwa użytkownika: Hasło:

Strony: [1] 2 3 ... 10
 1 
 dnia: Październik 01, 2017, 11:04:06 am  
Zaczęty przez Doctor Who Admin - Ostatnia wiadomość wysłana przez Raxacoricofallapatorius
Melody Pond to teoretycznie córka TARDIS, Amy oraz Rory'ego, ale praktycznie to biologiczne dziecko tych dwóch ostatnich osób, które zostało poczęte w wehikule czasu Doctora. Dlatego też, entuzjastycznie nastawiona do Władcy Czasu River Song, mówiąca kokieteryjnie do niego "skarbeńku", to pół-człowiek pół-Gallifreyańczyk. Skusiłbym się stwierdzić, że archeolożka z przyszłości to raczej w 3/4 człowiek w 1/4 istota stworzona z esencji TARDIS, ponieważ po tym, jak będąc jeszcze buntowniczą Melody, uratowała Doctora pozbywając się wszystkich zdolności regeneracyjnych. Wlała w niego poświatę energetyczną, substancjalny byt tego co stanowi o Władcach Czasu. Było to dziwne, ale nie dla River Song z przyszłości, która wiedziała, że do takich zjawisk dojść musi. Trzeba było zadbać jakoś o swoje istnienie i zachowanie ciała oraz umysłu w osi czasu w ciągu przyczynowo skutkowym, z tym że  to tu skutek poprzedzał przyczynę.



Tytuł odcinka i sam Hitler, z którym wciąż nie wiem co się działo po tym, jak zamknięto go w jakiejś szafie, co było bezsensu na tle całości epizodu, okazały się nie na miejscu. Z drugiej strony był to swoisty wabik na widza, gdyż kto by pomyślał, że słowa, które wypowie młoda Melody Pond będą nazwą 8 odcinka 6-ego sezonu Doctora Who. 

 2 
 dnia: Wrzesień 14, 2017, 03:53:55 pm  
Zaczęty przez Effka - Ostatnia wiadomość wysłana przez Raxacoricofallapatorius
Gallifreyańczyk miał pełne ręce roboty. Tyle można powiedzieć o jego staraniach, ponownym poświęceniu się  i utracie bliskiej mu osoby. Takie informacje wypływają z głosu narratora, który od czasu do czasu, bardziej przy końcu lub początku odcinków 8-9 piątego sezonu, towarzyszy widzowi, opowiadając piękną jak i smutną historię, której finałem było pogodzenie się ludzi z Silurianami, na których nadejście ziemianie mieli 1000 lat by się przygotować. Tym lektorem był lider rasy humanoidalnych jaszczurów żyjących z przerwami na naszym globie od eonów lat: Eldane, który jasno i wyraźnie podkreślił, iż kolejny raz Doctor stanął pomiędzy zwaśnionymi Cywilizacjami i okazując cierpliwość i zrozumienie, bezinteresownie je uratował. Eldane wypowiadał się w sposób podniosły o czynach Władcy Czasu, jak o legendzie lub jakimś micie. Koszt tego wszystkiego z czym my widzowie mieliśmy do czynienia, to strata Rory'ego: nierozgarniętego jak Kudłaty ze Scooby-Doo, żyjącego we własnym świecie narzeczonego Amy.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Rory'ego zwyczajnie wymazał czas, raczej krzywa czasu wydobywająca się ze szczeliny pionowej ściany. Panna Pond, bo chyba nią już pozostanie, pamiętała o ukochanym tylko na moment. Czasoprzestrzeń po "wchłonięciu" Rory'ego, wykreśliła go z całej swojej struktury, z każdego punktu w możliwej linii czasu. Przykro było patrzeć na taki egzystencjalny koniec Rory'ego. Nawet Amy będąc 2020r. widziała już tylko samą siebie machającą w oddali bez swojego towarzysza.

Wielki plus obu epizodów to kreacja Silurian. Te gadzio-humanoidy miał bardzo dokładnie wyeksponowaną twarz, jak Bossk trandoshański łowca nagród z "Gwiezdnych Wojen". Gruba zółto-zielonkawa łuskowata skóra, z kryzami wychodzącymi promieniście z kości czaszki, stanowiącymi jakby przedłużenie głowy.

 3 
 dnia: Wrzesień 07, 2017, 06:04:39 pm  
Zaczęty przez Kilkee - Ostatnia wiadomość wysłana przez Raxacoricofallapatorius
"Blink" czyli 10 odcinek 3-ego sezonu "Doctora Who" wprowadził i to  naprawdę z lekkim dreszczykiem istoty zwane "Płaczącymi Aniołami".  To prastare organizmy, które wg. 10-ego wcielenia fizycznego Władcy Czasu nie dość, że wyglądały obłędnie przerażająco z tą swoją zaklętą w czasie kamienną nieruchomą posturą, to okazały się być jednymi z może nie największych, ale najbardziej znienawidzonych wrogów Doctora. To co było w powyższym epizodzie z serii trzeciej jest wątłym i rozkręcającym się dopiero początkiem, który nada świetną fabułę zazębioną wokół "Płaczących Aniołów". Grający Władcę Czasu Tennant potrafił  swoim krzyczącym głosem, który wtórował wskazującemu palcu, wedrzeć chłód do naszych ciał i ostrzec przed niebezpieczeństwem mówiąc: pamiętaj pod żadnym pozorem nie mrugaj, nie odwracaj się.... I tak kilkanaście odcinków później rasa tych  specyficznych  zawodzących stworzeń powraca, a zawdzięczamy to profesor River Song, która wezwała TARDIS Doctora na ściśle określone współrzędne. Tam ponownie Gallifreyańczyk ujrzał Anioły, lecz dopiero po czasie zorientował się, że w zerodowanej pomarszczonej jaskini na Alfava Metraxis rozpadające się, zżerane przez czas i  zamknięte w różnych pozach rzeźby, to tak naprawdę pozbawione energii Anioły, które i tak potrafią jakoś egzystować gdy się na nie nie choć na chwilę popatrzy. Odcinek był świetny, a najbardziej poraził mnie widok tych  ludzkich powłok, otulonych jakąś warstwą popiołu, w wyżłobionymi, nadżartymi oczodołami i rozsypującym się powoli ciałem, które po prostu mogły się poruszyć. (doctor11)


 4 
 dnia: Sierpień 25, 2017, 09:51:52 pm  
Zaczęty przez Doctor Who Admin - Ostatnia wiadomość wysłana przez Raxacoricofallapatorius
"Planeta Śmierci" to ku mojemu zdziwieniu -  kolejny odcinek specjalny 4-ego sezonu "Doctora Who". Tym razem nasz Władca Czasu ubrany w lekki luźny garnitur, materiałowy płaszcz i białe lekko umorusane trampki,  zaczyna towarzyszyć Christinie, która w ostatniej chwili wraz z nim wsiada do piętrowego londyńskiego busa unikając zaaresztowania przez Scotland Yard z powodu kradzieży cennego  kilkusetletniego, pozłacanego rytualnego kielicha i innych kosztowności. Władca Czasu wpada na trop wyłomu czasowego, dziury w strukturze rzeczywistości, która  niestety zbyt długo nie może być otwarta, gdyż swoim istnieniem  może zagrozić Ziemi. Gdy Czerwony dwu-piętrowiec znika za pionową fluktuującą barierą siłowo-czasową, dochodzi do dziwnych zjawisk i pojazd wraz z pasażerami pojawia się na okrytej piaskiem i otoczonej na nieboskłonie przez trzy księżyce planecie. Z tego dziwnego miejsca ot tak, nie da się uciec. Ciało niebieskie skąpane w wiecznej nieprzyjaznej pustyni otacza zaburzenie czasowe, a po jego przekroczeniu , czego nie warto było robić - kierowca busa  momentalnie został zdematerializowany.  Jego szkielet obdarty z mięśni ścięgien i innych tkanek, zwalił się na ziemię po powrocie do prawdziwej londyńskiej rzeczywistości.

Dobrze, że do gry wszedł U.N.I.T. i pojawił się dr Malcolm, którego zagrał Lee Evans. Dostaliśmy trochę humoru,  niezwykłych roli gościnnych i czegoś co miało trzymać widza by ze spartańską mobilizacją czekał na 5-ty sezon.
Ocena Easter Special: 8/10
 (tar)

 5 
 dnia: Sierpień 20, 2017, 12:50:09 pm  
Zaczęty przez Kilkee - Ostatnia wiadomość wysłana przez Raxacoricofallapatorius
Wizyta Doctora w Międzygalaktycznym Centrum Bezpieczeństwa, jakby Policji Wszechświata: Proklamacji Cieni, była  najbardziej zabawnym momentem w całym 4-tym sezonie "Doctora Who", którego doświadczyłem.  A rozchodzi się głównie o scenę, w której Donna wraz z "Władcą czasów" wychodzą z Tardis i zjawiają się  na środku przestrzennego pomieszczenia z witającymi ich najemnikami o posępnych twarzoczaszkach nosorożca i tubalnej ciężkiej sylwetce: Judoonami. Ci żołnierze widząc przybyszów od razu mówią (zapis rozmowy):

Judoon: Scopo trono frojo kofo todo.

The Doctor: Nobo hosho koro toso. Bokatosa fopapapajo.

[the Judoon stand down. The Doctor and Donna Noble lower their arms]

The Doctor: Maho. 


Śmieszny zlepek słów dziwnego języka i na koniec to ,,badassowe" Maho! Ten krótki wycinek z odcinka był wprost komiczny!

https://www.youtube.com/watch?v=b72ZCsztdyk

 6 
 dnia: Sierpień 16, 2017, 04:03:49 pm  
Zaczęty przez Giwi - Ostatnia wiadomość wysłana przez Raxacoricofallapatorius
"Midnight" - północ. Tytuł 10-ego odcinka 4-ego sezonu bardzo dobrze podkreśla napuszoną, wszędobylską ludzkość, uważającą się za jedynych Panów Ziemi i najinteligentniejszą rasę inteligentnych istot Cywilizację. Te 43 minuty pokazały lekki rasizm przyszłości, ale taki w sytuacji , w której  spotkalibyśmy nieznaną świadomą i obcą formę życia. Irytacja, uznanie za coś gorszego i podrzędnego. Takie byłyby nasze reakcje. Takie również były rzeczywiste odruchy pasażerów sunącego nad diamentowym jeziorem liniowca.
W powtarzaniu słów Doctora i innych obecnych w wagonie ludzi przez tą niespotykaną dla Władcy Czasu Istotę, można było poczuć się jak na seansie klimatycznego horroru. Wzrastające napięcie, wszyscy zamknięci w klaustrofobicznym pomieszczeniu, kłótnie pasażerów przez które widz epizodu przyjmował negatywną energię, dały fanom niepowtarzalny odcinek. Nie zapomnijmy o Easter Eggu z krzyczącą z ekranu podwieszonego na suficie wnętrza pociągu Rose, z 16minuty i 32 sekundy


 7 
 dnia: Sierpień 15, 2017, 12:49:34 am  
Zaczęty przez Kilkee - Ostatnia wiadomość wysłana przez Raxacoricofallapatorius
Czy zostanę "psychofanem" Doctora Who? To się okaże po końcu 4-ego sezonu, gdyż akurat jestem w jego połowie, skończywszy podwójną serię odcinkową 4x08-09. To w nich, lądując akcją w 51w., pojawiła się tajemnicza biblioteka pozbawiona prawie 4200 odwiedzających, jak się okazało zdematerializowanych i zamkniętych w wirtualnej przestrzeni potężnego komputera Biblioteki. Motyw wirtualnej przestrzeni: zatarcia granic sztucznej płaszczyzny z realną otaczającą nas przestrzenią - co było widoczne w postaci Donny odczuwającej w "zero-jedynkowym" świecie z jej perspektywy: czas, jakby upłynęły lata, podczas gdy tak naprawdę upłynęły sekundy - przekonał mnie do dalszego fascynowania się Doctorem Who. I tak, dwa epizody z Vashta Nerada: istotami stworzonymi z cienia i istniejącymi w cieniu, uważam zaraz po  4x07 "The Unicorn and the Wasp": epizodu z przenosinami do lat 20-tych XXw. i spotkania Agathy Christie, drugim najlepszym odcinkiem w 4-tym sezonie. Nie zapomnijmy o Pani archeolog River Song, która spotkała "Władcę Czasu" w  przyszłości, lecz ten obecny Doctor o tym jeszcze nie wiedział bo w tej postaci nie miał z jej osobą styczności. Co wyszeptała River do Doctora na ucho? Ponoć jego prawdziwe imię.



W takim razie chciałem się zapytać, czy znacie strony internetowe lub jakieś Antykwariaty gdzie można kupić komiksy z "Doctorem Who" po polsku?

 8 
 dnia: Sierpień 11, 2017, 02:29:59 pm  
Zaczęty przez Raxacoricofallapatorius - Ostatnia wiadomość wysłana przez Raxacoricofallapatorius
Rządy autorytatywne bądź każda władza, którą zawsze  zdobywa się siłą czyli nagle i bezwzględnie, równie nagle kończy ona swoje istnienie. Szybkie uzyskanie potęgi politycznej i narzucanie komuś swojej ideologii czy nawet jej nie narzucanie, a "wytępianie" jak najgorsze robactwo swych poddanych, ma niestety swojej wady. I tak w przypadku Sontarian, rasę tych najbardziej walecznych, stworzonych z wojny i dla wojny istot we wszechświecie, zgubiła chciwość, zbytnia pogarda do innych inteligentnych bytów oraz zaślepienie  wręcz kompanie się we własnej potędze. Ludzkość miała Doctora, a Sontarianie mieli jedynie szczęście i zaawansowaną technologię. W 50% udało im się zrealizować plan, który jak początkowo myślałem miał polegać na "zagazowaniu" całej planety i rozpoczęciu reakcji łańcuchowej wielu nuklearnych ataków. Ziemia miała im się pokłonić lecz nic z tego. Ostatni Władca Czasu dzięki wyczulonemu węchowi i zaawansowanej jak Faust czy Komputer Kwantowy wiedzy, stworzył "antytoksynę"- swoiste lekarstwo, które wystrzelone w podłużnej metalicznej rakiecie, spaliło szkodliwy gaz unoszący się w górnych partiach atmosfery. Niebonaszej  błękitnej planety stało się przejrzyste i czyste tak jak dawniej, a "ziemniakowaci"Sontarianie nie zdołali w ten sposób stworzyć sobie ziemskiego inkubatora czy klonera dla milionów przyszłych Sontarian.

W epizodzie: ,,The poison Sky" zauważyłem dwa easter eggi:
Numer 1 : Doctor nakładający maskę i mówiący do członka U.N.I.T: "Jest Pan moją mamą?" Dostaliśmy w ten sposób wspomnienia Doctora i nawiązanie do jego przygód z Rose Tyler: s01e09 : ,,The Empty Child" oraz s01e10 ,,The Doctor Dances". Duologia z klimatem jak w thrillerze z deszczykiem. Świetne epizody i wprowadzenie trochę narcystycznego kpt. Jacka Harkness'a.

Numer 2: 8-ma minuta i 47-ma sekunda, a na jednym z wielu ekranów pulpitów sterowniczych w centrum dowodzenia U.N.I.T. pojawia się jak mikro-migawka: Rose Tyler. Na zaśnieżonym od szumów elektrostatycznych monitorze, Rose  wyraźnie krzyczy jakby na równoległej Ziemi, gdzie umieścił ją Doctor, doszło do jakiś poważnych i niepokojących wydarzeń. Jej usta wymawiają : Doctor, Help me! - przynajmniej tak mi się wydaje.

 9 
 dnia: Sierpień 10, 2017, 01:34:10 pm  
Zaczęty przez Sandgirl - Ostatnia wiadomość wysłana przez Raxacoricofallapatorius
Mimo wyglądu twarzoczaszki jak rozrastającej się kolistej, napęczniałej masy ciasta, spłaszczonej rozciągniętej twarzy, która zlewa się z dociśniętą do brzegów sztywnego kombinezonu szyją, Sontarianie wydają się być potężnymi i świadomymi swoich możliwości bojowych Istotami. Mają jedyną wadę: próżność i zbytnie wywyższanie się swojej rasy na tle możliwych do podbicia  inteligentnych celów. Kreują się na prawdę dumnych ze swoich dokonań, a jedyne czego żałują to, że nie uczestniczyli w "Wielkiej Wojnie Czasu" i to, że np.nie mogli w niej pokonać jednego z Władców Czasu określającego się Doctorem. Na Ziemi natomiast, zdołali omamić Luke'a Rattigana - młodego Geniusza - twórcę korporacji "ATMOS" wytwarzającej systemy redukujące wydzielanie dwutlenku węgla  i innych szkodliwych spalin z samochodowych silników. Kilkaset milionów aut i innych pojazdów zaopatrzonych w taką instalację i broń dla Sontarian pojawia się jak na tacy.

Technologia tych obcych jest tak zaawansowana, że potrafi przenosić wspomnienia, pamięć, niematerialną formę organizmu, pobierać i przetwarzać ludzkie DNA tak by stworzyć klon człowieka. I tak Martha Jones będzie jednym z ostatnich elementów, dzięki którym mają zrealizować iście makiawelistyczny plan. Jak to się skończy? Hm... Zobaczymy w odcinku 5-tym.

A wy co sądzicie o tym odcinku i całej duologii z Sontarianami?

 10 
 dnia: Sierpień 09, 2017, 01:26:51 pm  
Zaczęty przez DorkaEm - Ostatnia wiadomość wysłana przez Vlasta
Ja o istnieniu DW wyczytałam na jednym blogu, który znalazłam w poszukiwaniu jakiś fajnych sherlockowych treści (rozstrzał zainteresowań bloga od Sherlocka serialowego i książkowego przez superbohaterów do DW i Star Treka). Doktor był tam opisywany w sposób tak ciepły i humorystyczny, że aż musiałam sprawdzić co to jest. W ten sposób trafiłam na odcinek The time of the Doctor (hehe), potem obejrzało się kilka innych odcinków, a że chwilę potem były ferie to w dwa tygodnie obejrzałam wszystko z 9, 10 i 11. I po łącznie 3 tygodniach szczęścia pozostało mi czekać na 8 serię. To były piękne czasy...  :).

Strony: [1] 2 3 ... 10