Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Nazwa użytkownika: Hasło:

Autor Wątek: Dreamland  (Przeczytany 3336 razy)

madu

  • Gość
Dreamland
« dnia: Grudzień 02, 2009, 12:27:54 pm »

Oprócz newsa na Głównej i tematu w Download nic na tym forum nie tyczy się animacji. Postanowiłem to zmienić.

Długo czekałem, po infinite quest na nową 'kreskówkę' i kiedy usłyszałem, że taka ma się pojawić, ucieszyłem się. Szybko jednak zacząłem się obawiać o jej kształt i wygląd, kiedy na jaw wyszło, że będzie to trójwymiarowa animacja komputerowa. Mimo jej (animacji) popularyzacji istnieja tytuły, których szata zostawia wiele do życzenia.

Tak jak Dreamland. Bo ten odcinek kuleje. Zasadniczo to postacie kuleją- ich kroki na ugiętych kolanach są sztuczne, dłonie mało chwytne a twarze, mimo wielkich chęci pozbawione głębszego wyrazu. Może i w infinite grafika też nie oddawała pełni mimiki Tennanta, ale dużo bardziej pasowala mi kreska.
Plusem mogą być tekstury, które na postacie zostały nałożone. Nie sa one banalne i przypominają mi trochę animacje Bagińskiego. No, trochę, bo wiadomo, daleko doń.
Połączenie z 2D nadało odcinkowi pewnego uroku. Podobnie z resztą kanciastość niektórych przedmiotów. Jeśli więc zapomnieć o niedociągnięciach animatorskich- przyjemne dla oka zdaje sie być toto.
Kuleje też scenariusz.   Zbyt szybkie i gwałtowne skoki pomiędzy scenami i lokacjami- czasami nie za bardzo orientowalem się kiedy i w jaki sposób dane osoby znalazły się w tym czy innym miejscu. Szybko jednak do tego przywykłem.
System podzielenia epizodu na 6 małych, bo 7 zaledwie minutowych części, dał szansę poczucia się jak za kadencji klasycznych Doctorów, kiedy to odcinek składał się z kilku 25 kawałków, podobnie przerywanych w najbardziej drastycznych momentach. No i ich konstrukcja- do połowy epizodu (całości) mamy wprowadzenie, przez 3 z 3/4 rozwinięcie i na koniec gwałtowny finał zmierzający do Doctora wsiadającego w Tardis w ostatniej minucie.
Właśnie rozwiązanie wszystkich problemow moim zdaniem jest denerwujące. Jak to tak? Doctor w ciągu 5 minut ratuje wszystko i wszystkich od ostatecznej zagłady? Równie dobrze mógł się pojawić w 5 ostatnich minutach właśnie.

Ale fabuła jako- taka przypadła mi raczej do gustu. Dostaliśmy to, co w Doctorze lubimy najbardziej. Gagi słowne, żarty sytuacyjne, nawiązania do innych odcinków, czy chociażby kontekst historyczny. Nie raz reagowałem śmiechem na to, co akurat działo się na ekranie ('zawsze licz kroki...'). No i największym plusem jest chyba gra aktorska.
Mimo, że animowany, DT spisał się na medal. Czasami nie brzmiał jak doctor, ale jak ktoś, kto go tylko udaje, ale i tak było dobrze. No i dla panny Moffett brawa się należą. Amerykański akcent dla brytyjki to chyba nie łatwa rzecz do nauczenia (oduczenia?).

Ale starczy mnie. Jakie Wy macie odczucia, hm?
Zapisane