Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Nazwa użytkownika: Hasło:

Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.

Pokaż wątki - Raxacoricofallapatorius

Strony: [1]
1
Rządy autorytatywne bądź każda władza, którą zawsze  zdobywa się siłą czyli nagle i bezwzględnie, równie nagle kończy ona swoje istnienie. Szybkie uzyskanie potęgi politycznej i narzucanie komuś swojej ideologii czy nawet jej nie narzucanie, a "wytępianie" jak najgorsze robactwo swych poddanych, ma niestety swojej wady. I tak w przypadku Sontarian, rasę tych najbardziej walecznych, stworzonych z wojny i dla wojny istot we wszechświecie, zgubiła chciwość, zbytnia pogarda do innych inteligentnych bytów oraz zaślepienie  wręcz kompanie się we własnej potędze. Ludzkość miała Doctora, a Sontarianie mieli jedynie szczęście i zaawansowaną technologię. W 50% udało im się zrealizować plan, który jak początkowo myślałem miał polegać na "zagazowaniu" całej planety i rozpoczęciu reakcji łańcuchowej wielu nuklearnych ataków. Ziemia miała im się pokłonić lecz nic z tego. Ostatni Władca Czasu dzięki wyczulonemu węchowi i zaawansowanej jak Faust czy Komputer Kwantowy wiedzy, stworzył "antytoksynę"- swoiste lekarstwo, które wystrzelone w podłużnej metalicznej rakiecie, spaliło szkodliwy gaz unoszący się w górnych partiach atmosfery. Niebonaszej  błękitnej planety stało się przejrzyste i czyste tak jak dawniej, a "ziemniakowaci"Sontarianie nie zdołali w ten sposób stworzyć sobie ziemskiego inkubatora czy klonera dla milionów przyszłych Sontarian.

W epizodzie: ,,The poison Sky" zauważyłem dwa easter eggi:
Numer 1 : Doctor nakładający maskę i mówiący do członka U.N.I.T: "Jest Pan moją mamą?" Dostaliśmy w ten sposób wspomnienia Doctora i nawiązanie do jego przygód z Rose Tyler: s01e09 : ,,The Empty Child" oraz s01e10 ,,The Doctor Dances". Duologia z klimatem jak w thrillerze z deszczykiem. Świetne epizody i wprowadzenie trochę narcystycznego kpt. Jacka Harkness'a.

Numer 2: 8-ma minuta i 47-ma sekunda, a na jednym z wielu ekranów pulpitów sterowniczych w centrum dowodzenia U.N.I.T. pojawia się jak mikro-migawka: Rose Tyler. Na zaśnieżonym od szumów elektrostatycznych monitorze, Rose  wyraźnie krzyczy jakby na równoległej Ziemi, gdzie umieścił ją Doctor, doszło do jakiś poważnych i niepokojących wydarzeń. Jej usta wymawiają : Doctor, Help me! - przynajmniej tak mi się wydaje.

2
Seria 3 / Doctor Who 3x05 Evolution of the Daleks.
« dnia: Lipiec 24, 2017, 03:23:44 pm  »
Odcinki numer 4 i 5 sezonu 3-ego Doctora były tym co oczekiwał fan serialu i widz lubujący w totalitarnych organizmach : Dalekach. Dawka informacji i niesamowitych faktów związanych z tymi stworzeniami z planety Skaro, które będąc obłą, papkowatą formą z gęstymi mleczno-szarymi mackami i zabliźniałym okiem pośrodku tej kształtem nie określonej śluzowatej masy, zamknięte są w czołgowaty, cylindryczny zwężający się ku górze mechanizm, który zakończony jest półkolistą pokrywą z charakterystycznym optycznym wizjerem/wysięgnikiem i jednocześnie bronią potrafiącą eksterminować nieposłuszne i podrzędne wg. nich Istnienia.

Zastanawia mnie jedno. Przeszło już - licząc od sezonu 1-ego z 2005 r. - 30 odcinków Doctora Who, w tym Dwa świąteczne za mną. Dlaczego, do tej pory, Dalekowie, zawsze muszą podbijać i zgniatać niepotrzebne "ludzkie" lub inne robactwo w liczbie 3-ech albo 4-ech, i to zawsze są tymi "ostatnimi" ze swojej rasy, i to zawsze muszą dążyć do zwiększenia swojej liczebności, by zdominować calutki nieskończony kosmos?

Jedynie w epizodzie "Doomsday" kończącym 2-gi sezon niniejszego serialu lub w przedostatnim, Dalekowie wystrzeliwali i to w tysiącach z małej kapsuły, której technologia była oparta na osiągnięciach Władców Czasu - czyli łamanie obowiązujących praw fizyki:  w skrócie, po chłopsku - większe wewnątrz niż na zewnątrz.

"Evolution of the Daleks"
okazał się fenomenalnym epizodem pod względem ukazania niemożliwej bezwzględności, zaślepienia  Daleków poprzez kult własnego gatunku: jako jedynego i prawowitego w obserwowalnym Wszechświecie bytu. O ostatecznej okrutności Daleków może świadczyć to, że nawet ich naczelny wódz "humano-dalek", któremu mieli być bezwzględni oddani i stworzeni m.in. do wypełniania jego rozkazów, zgładzili go,  ot tak poddali dematerializacji! Nie ukrywam, lekko się tego spodziewałem. "Mistrz" stworzeń ze Skaro nie był dla nich już Dalekiem, tylko obleśną hybrydą, której macki o kolorze gnijącej skóry żyły  jakby własnym życiem. Ich "Naczelny" miał w sobie zbyt dużo z człowieka i chciał by jego "bracia" ewoluowali porzucając "puszkowate"mechanizmy i chęć dominacji nad Wszechświatem. Za to czekałaby ich świetlana, gatunkowa przyszłość. Po tej jego przemowie, w której pozostali Dalekowie wyczuli jeszcze emocje, postanowili zrobić jedno: EKSTERMINOWAĆ Wodza!

 (dexterminate) (dexterminate)


Jak w pojedynku rewolwerowców na Dzikim Zachodzie: 1 vs 1 - Ostatni Dalek, kontra Ostatni z Władców Czasu. Epickiej potyczki jednak nie było. Istota ze Scaro zdołała odbyć podróż w czasie i zwyczajnie zwiać.

3
Seria 2 / Doctor Who 2x12-13..Dramatyczne rozstanie z Rose
« dnia: Lipiec 15, 2017, 12:06:42 pm  »
Z powodu gry na Androida, która totalnie zawróciła mi w głowie: "Doctor Who - Legacy" i dzięki namowom siostry, zacząłem oglądać serial Doctor Who. Wystartowałem od sezonu 1-ego czyli od 2005r. i to od odcinka ,,Rose", który był nadzwyczaj specyficzny ze względu na totalnie psychodeliczny wątek świadomości Nestene, która była dziwnym psychicznym bytem, swego rodzaju skondensowaną egzystującą energią, mogącą ożywiać wszystko co wykonane jest z plastiku. W ten sposób ulice Londynu momentalnie opanowały hordy plastikowych kukieł ,,Zombie"- figur z wystawy, które musiał powstrzymać Doctor. Wprowadzenie sylwetki Rose Tyler było w miarę satysfakcjonujące, lecz epizod ten okazał się trochę jednak zmierzły. Uratował go Christopher Eccleston, wcielający się w ostatniego z Władców Czasu. Zrobił to  energetycznie, z werwą i z tym nieodłącznym uśmiechem na twarzy,  czarną skórzaną kurtką oraz tendencją do krzyżowania rąk, jakby był przeświadczony o swojej racji.
Regeneracja Doctora do swojego 10-ego wcielenia była widowiskowa. Scalenie z energią Tardisa i całego Wszechświata oraz zmiana wyglądu przy pozostawieniu tej samej 900-letniej świadomości na sylwetkę- w tym przypadku Davida Tennanta - fizycznie innego Doctora była dopełnieniem niezłej serii 1-szej. Sam Tennant, momentalnie przypadł mi do gustu. Kupił mnie zupełnie tym swoim narzekaniem jako nowa cielesność Władcy Czasu. Bulwersowały go  nie te zęby, inne ciało itp.  Było to humorystyczne i ciekawe i od razu skusiło mnie na obejrzenie świątecznego odcinka s02e00.

Koniec drugiego sezonu był dramatyczny i ciężko było mi rozstać się z Rose Tyler. W początkowych momentach ostatnich dwóch epizodów drugiej serii była wzmianka, w której towarzyszka Doctora mówiła o swojej śmierci, nieuchronnym finiszu. Od razu zastanowił mnie fakt, że skoro w tle tych odcinków było słychać głos Rose, wyrażający  bez emocji coś w stylu: ,,tu nastąpił mój koniec", to musiało się to odbywać w przyszłości, a Rose umarła ale chyba tylko w przenośni. I tak rzeczywiście było. Młoda Tyler musiała opuścić swój pierwotny świat, w którym uznano ją za zaginioną. Doctor musiał go ratować przed totalnym chaosem wywołanym walką o zgniecenie ludzkości między Dalekami a Cybermenami. Nicość spełniła swoje zadanie, a Rose, mimo iż znów ma Ojca, Matkę i Mickeya, to pisane jej jednak  było trwać przy boku Doctora.
Odcinka świątecznego nie opuszczę. ,,Runaway Bride - Christmas Special" już niedługo obejrzę. Idę po kolei. Tardis wzywa!
 (tar)

Strony: [1]