Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Nazwa użytkownika: Hasło:

Autor Wątek: Sprawy komandora Maxila: Niedoszła regeneracja  (Przeczytany 1723 razy)

Capitano Lommasi

  • Excuse me, you've got something...
  • Moderator Globalny
  • Konsument paluszków rybnych z budyniem waniliowym
  • *****
  • Co mi zrobisz? +186/-93
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 1469
  • ... there... just in the corner of your eye
    • Zobacz profil
    • Recenzje DW Classic
Sprawy komandora Maxila: Niedoszła regeneracja
« dnia: Kwiecień 25, 2014, 11:25:11 am »

Parę miesięcy temu zacząłem pisać takie oto opowiadanie. Z różnych przyczyn je przerwałem, ale wreszcie doczekało się ukończenia. Kim jest komandor Maxil? To wysokiej rangi członek gallifreyskiej Straży - ichniejszego odpowiednika policji. Pojawił się m.in. w "Arc of Infinity" z Piątym Doktorem, a wcielił się w niego Colin Baker. Tyle chyba słowem wstępu. Mam nadzieję, że się Wam spodoba to, wymyślone przeze mnie, jego śledztwo.



- Panie Taen? Panie Taen? - zawołała Gallifreyanka imieniem Ivaa, gdy drzwi domu jej sąsiada nie otworzyły się przed nią. Było to o tyle dziwne, że ów dawno temu zapisał ją w systemie jako osobę zaufaną. Kobietę naszły złe przeczucia. Coś się musiało stać, w przeciwnym razie już otrzymałby wiadomość o jej nadejściu i nakazał komputerowi wpuszczenie jej. A przecież nigdzie nie wychodził, ciągle tylko konstruował te swoje wynalazki, natomiast o zrobienie zakupów i tym podobne zazwyczaj prosił właśnie ją. Kiedyś miał jeszcze asystenta, ale od czasu tamtej awantury...
Może zachorował i stracił przytomność, przyszło jej do głowy. W sumie nie wiedziała, ile regeneracji miał za sobą, o pewne rzeczy po prostu się nie pyta, ale pierwszej młodości to on raczej nie był.
Podciągnęła rękaw prostej, czerwonej szaty i wcisnęła kilka guzików na bransoletce okalającej jej nadgarstek. W powietrzu wyświetlił się nieduży prostokąt, w którym po chwili zamigotała twarz.
- Służba ratunkowa, słucham?

***

- Dzień dobry, szefie! - zawołał wesoło młodszy oficer Flavius, uśmiechając się szeroko i stawiając przed swoim szefem plastykową tackę - Obiadek przyniosłem!
- Daruj sobie, lizusie - parsknął komandor Maxil, obracając fotel, na którym siedział w stronę podwładnego. - Wiesz, że od niedawna posiłki nie sprawiają mi już przyjemności.
- Tak, wiem. Od czasu, kiedy nowy Starszy Komandor, Ragiel, nakazał wszystkim członkom Straży schudnąć o co najmniej dwa zungi.
- Nawet mi nie przypominaj. Nie dość, że żeby to osiągnąć, muszę żreć świństwa, to jeszcze kosztują one krocie, bo trzeba je sprowadzać z jakiegoś cholernego kresu galaktyki! Sok z marchewki! - wykrzywił się, trącając palcem szklankę - Czy takie coś w ogóle gdzieś komuś smakuje?
W rzeczywistości problemy żywieniowe, choć były dla ambitnego Młodszego Komandora istotne, nie stanowiły tego, co irytowało go najbardziej. Ważniejszym zmartwieniem był dlań fakt, iż nie mógł znaleźć niczego, co mogłoby stanowić haka na jego nowego przełożonego. A mimo, że bez cienia przesady mógł się nazwać jednym z najlepszych śledczych na Gallifrey, skompromitowanie wyższego rangą oficera było jedynym sposobem na awans.
No, może nie jedynym. Zawsze mógł przecież robić to, co Flavius - próbować się podlizywać. Co w czasach jego własnej edukacji nazywało się dostawaniem do żołądka wcale nie przez przełyk. Ale to nie było w jego stylu, uważał, że skoro zaszedł już tak daleko - na głównodowodzącego tą, skądinąd sporą, placówką - bez uciekania się do tak upokarzających metod, to tym bardziej teraz nie powinien ich stosować. Jeśli będzie cierpliwy, to prędzej czy później znajdzie coś na Ragiela i posadzi go do pudła.
Tak, pomyślał przyglądając się własnemu odbiciu widocznemu na połyskliwej powierzchni blatu biurka, ta twarz dużo bardziej zasługuje na miano twarzy Starszego Komandora.
Nie był może jakoś powalająco przystojny, ale wiedział, że do ostatnich pod tym względem także nie należy. Ta zwalista sylwetka, małe, przebiegłe oczy oraz kręcone blond włosy robiły wrażenie na kobietach...
W tym momencie donośny sygnał poinformował obu Gallifreyczyków znajdujących się w pomieszczeniu, iż ktoś próbuje się skontaktować z jednym z nich.
- Przekieruj to na swój czytnik, lizusie, i odbierz za mnie - nakazał komandor - Jeśli to moja była żona w sprawie wyższych alimentów, to zrób mi przysługę i powiedz, żeby spieprzała na Skaro. Więcej nie dostanie, pijawka jedna!
Jego podwładny posłusznie skierował ramię z wielofunkcyjną bransoletą w stronę stacjonarnego komunikatora szefa, spoczywającego na biurku.
- Wezwanie - powiedział po chwili - To chyba jakaś grubsza sprawa.
- Gdzie?
- W dziesiątym kwadrancie, na obrzeżach.

***

Kilka chwili po odebraniu wezwania, Maxil i Flavius lecieli już na miejsce Tardisem należącym do tego pierwszego. Humor komandora był nawet gorszy, niż wcześniej, bowiem miejsce ewentualnej zbrodni znajdowało się daleko od posterunku.
- Służbowe przydziały energii do wehikułów maleją, a jej ceny idą w górę jak szalone - marudził - Nic, tylko dołączyć do tych wariatów z Autodefensywy strajkujących pod Wielką Cytadelą i zacząć razem z nimi wrzeszczeć „Miraimarux musi odejść!” Kto tego idiotę w ogóle wybrał na ministra finansów? No, jesteśmy - przerwał, kierując wzrok na monitor.
- Meldujcie - zawołał, gdy po wyjściu dostrzegł kaprala pilnującego wejścia do jednego z mieszkań.
- Wewnątrz doszło do morderstwa, panie komandorze - powiedział młodzik - Dość brutalnego, ośmielę się dodać.
- Zobaczymy. Chodź, lizusie. Wziąłeś, mam nadzieję, sprzęt?
- Oczywiście - uśmiechnął się Flavius demonstrując niewielką walizeczkę.
Choć stanowił przykład osoby maksymalnie oportunistycznej i uciążliwej z tą swoją służalczością, nawet Maxil nie mógł mu odmówić jednego: był bardzo dobrym technikiem operacyjnym, sprawnym i skrupulatnym. Gdy tylko znaleźli się w pobliżu zwłok, wyjął przyrządy i bez chwili zwłoki rozpoczął pracę, choć nie było czego analizować. Kałuża krwi wskazywała jasno, jak doszło do zabójstwa.
Maxil tymczasem uważnie przyjrzał się ciału.
- Dane ofiary?
- Taen, tysiąc czterysta dwadzieścia dwa lata, wynalazca. Strażników wezwała jego sąsiadka, gdy nie otwierał drzwi.
- Miał jeszcze jakieś regeneracje?
- Tak - potwierdził jego podwładny patrząc na płaski, fosforyzujący ekran wielkości dłoni, który trzymał. - Trzy.
- Dlaczego więc zginął od jednego ciosu? - spytał niespodziewanie komandor.
- Jak to?
- Popatrz, lizusie - wskazał na szyję denata - Ślad po jednym uderzeniu w tętnicę. Jednym. Po ciosie natychmiast powinna się zacząć regeneracja.
- Może postrzelono go bronią energetyczną i przerwano proces?
- Sprawdź stężenie pośmiertne. Jeśli go nie ma, to tylko z powodu lasera czyli będziesz miał rację. 
Oficer ponownie skupił się na trzymanym w dłoni ekraniku, ale nie powiedział nic. Maxilowi jednak wystarczyła jego mina.
- Stężenie normalne, prawda?
- Prawda - odparł z westchnieniem. - Nic już nie rozumiem. Chyba, że... samobójstwo? Chciał ze sobą skończyć i sam wstrzymał przemianę?
- Nie sądzę. Mieszkańcy innych światów czasem tak robią, ale my?
Była to prawda. Odsetek samobójców wśród mieszkańców Gallifrey był najniższy w całej galaktyce. Oczywiście, zdarzali się Władcy Czasu pogrążeni w głębokim żalu, depresji i tym podobnych, którzy robili sobie krzywdę z jakichś powodów, ale w dziewięćset dziewięćdziesięciu dziewięciu przypadkach na tysiąc wystarczyło im boleśnie zregenerować, by w nowym wcieleniu odzyskali radość życia.
- Zagadkowa sprawa - mruknął Maxil - Na wszelki wypadek sprawdź sieć energetyczną pod kątem używanych ostatnio w mieszkaniu urządzeń. Nie, żeby to coś dało, ale sprawdź.
- Tak jest.
Technologia dostarczania energii na Gallifrey już od eonów wolna była od okablowania. Każde urządzenie wniesione do budynku podłączonego pod bezprzewodową sieć energetyczną zaczynało czerpać energię właśnie z niej. Dla Strażników było to o tyle wygodne, iż we wspomnianej sieci pozostawał ślad tegoż sprzętu i można było go łatwo zidentyfikować.
Przynajmniej, jeśli chodziło o egzemplarze seryjne. Domorośli konstruktorzy, wynalazcy i majsterklepki często budowali własne gadżety, które działały dobrze, ale po sygnale z sieci nie dało się nawet w przybliżeniu wykryć ich typu i przeznaczenia.
Tak też było w przypadku sieci z mieszkania Taena. Jak się okazało, w dniu morderstwa uruchomione zostało szesnaście urządzeń domowej roboty...
- No nic - podsumował Maxil - To chyba na razie tyle, jeśli o nas chodzi, lizusie. Zadzwoń po kogoś z laboratorium, niech zabiorą zwłoki. A potem ściągnij sąsiadkę denata na przesłuchanie.
- Rozkaz.

***

Przesłuchanie sąsiadki denata nie należało do prostych. Kobiecina była na skraju załamania nerwowego i ledwie dało się z niej wydusić cokolwiek. Podała jednak Strażnikom informację na temat tożsamości byłego asystenta Taena i Maxil wraz z Flaviusem szybko udali się do domu rzeczonego.
- Chyba go nie ma - stwierdził asystent komandora, gdy mimo ich wezwań drzwi pozostały zamknięte.
- Zawołaj jeszcze raz - odparł głośno Maxil, jednocześnie pokazując coś dłońmi. Flavius zrozumiał.
- Wiemy, że pan tam jest - zaczął krzyczeć - Jeśli pan nie wyjdzie po moim komunikacie... - paplał. W rzeczywistości odwracał uwagę od Maxila zakradającego się od tylnej strony posesji.
Instynkt komandora jak zwykle go nie zawiódł - poszukiwany osobnik właśnie tamtędy próbował się wymknąć. Na widok Strażnika rzucił się do biegu.
- Stój! - krzyknął ów, wyciągając miotacz. Korzystanie z broni w takiej sytuacji nie było do końca legalne, ale na minimalnym poziomie mocy strzał był właściwie nie do wykrycia. Komandor przyłożył pistolet do oka i wystrzelił, trafiając perfekcyjnie w ramię uciekiniera. Mężczyzna z krzykiem padł na ziemię, porażony pociskiem. Maxil podbiegł doń i założył mu kajdanki.
- W imieniu Lorda-Prezydenta Gallifrey aresztuję cię pod zarzutem morderstwa! - oświadczył.

***

- Powtarzam - westchnął ciężko były asystent zabitego wynalazcy podczas przesłuchania - Uciekałem, bo wiedziałem, że będziecie mnie podejrzewać, a nie mam alibi. Ale nie zabiłem tego starego durnia!
- Chcesz zrobić idiotę z siebie, czy ze mnie? - spytał ostro Maxil - Oczywiście, że go zabiłeś. Kantowałeś starucha na grube tysiące przez lata, a kiedy się zorientował, wylał cię na zbity pysk, więc postanowiłeś go usunąć!
- Nieprawda!
- A jednak! Jego sąsiadka słyszała, jak się kłóciliście w dzień twojego odejścia!
- Bo ten stary dureń chciał sprzedać wynalazek sprzeczny z Konwencją Arkadii niesprawdzonemu klientowi! - wypalił oskarżony.
Po tym stwierdzeniu w pomieszczeniu zapanowało milczenie. W końcu przerwał je Maxil.
- Jaki to miał być wynalazek?
- Hełm do zdalnego czytania w myślach. Jak mówiłem, rzecz nielegalna.
- A kto w takim razie chciał ją od was kupić?
- Nigdy go nie widziałem, kontaktował się z nim tylko stary. Mówił o nim „Jednoręki”. Byłem przekonany, że to ktoś od was pod przykrywką.
- Dlatego odszedłeś. Sprawdzimy wszystko, ale ty wracasz do celi. Módl się, żebym nie dołożył ci zarzutu zatajenia paserstwa.
Kiedy więzień został wyprowadzony, komandor przykrył oczy dłonią. Zaczynała go boleć głowa. Wśród Strażników wydelegowanych na operacje wymagające użycia fałszywej tożsamości nie było nikogo bez ręki. Jeśli ów „Jednoręki” istniał naprawdę, trzeba go było znaleźć.

***

Z nadejściem wieczora Maxil opuścił posterunek i wrócił do domu. Choć w dalszym ciągu zamyślony nad sprawami zawodowymi, po przekroczeniu progu odruchowo spojrzał na licznik energii. Zamarł. Coś się na nim nie zgadzało, powinno być mniej...
W tym momencie z nieoświetlonego kąta wyskoczył napastnik, trzymając w ręku energetyczne ostrze. Komandor odruchowo zasłonił się ramieniem i zaraz poczuł w nim potężny ból. Mimo tego zdołał drugą ręką chwycić agresora za nadgarstek, gdy ten usiłował zadać kolejny cios. Szamotali się przez chwilę, ale tamten był dużo chudszy, i nie miał na tyle siły, by wygrać z tęgim komandorem. Mimo tego jakimś niezwykłym manewrem zdołał wysoko zamachnąć się nogą, kopnąć go w brzuch, i się uwolnić. Nie próbował jednak walczyć dalej - odskoczył i zwyczajnie uciekł oknem. Maxil wiedział, że gdyby nie zwrócił uwagi na licznik i po prostu poszedł dalej, zostałby zabity. Jego uwagę przykuło jeszcze urządzenie, które pozostawił po sobie napastnik. Przypominało stalowoszarą kulę i najwyraźniej to właśnie ono spowodowało tę różnicę w użyciu energii, którą zobaczył.
Krwawiąc z ramienia, ruszył w poszukiwaniu czegoś do prowizorycznego zatamowania rany, po czym wywołał na komunikatorze numer Służby Ratunkowej. Czekając na przybycie lekarza, odtworzył w pamięci całą walkę z zamachowcem, i coś sobie uświadomił: tamten miał protezę zamiast jednej ręki!

***

- To chyba jakieś kpiny - parsknął Maxil następnego ranka - Po jaką cholerę mi ochrona? Poradziłem sobie sam!
- A jednak napastnik uciekł, szefie - odezwał się cicho Flavius - Pewnie dlatego Trójkąt zdecydował o przyznaniu panu wsparcia.
Trójkąt był jednostką działającą w ścisłej współpracy ze Strażą, jego obowiązkiem było pomagać członkom owego w szczególnych sytuacjach. Po ataku tajemniczego zamachowca na komandora dowódcy jednostki zdecydowali, że temu ostatniemu potrzebna jest ochrona,  co niezwykle go zirytowało. Nic jednak nie mógł poradzić.
- To o której godzinie przyjdzie ten rzep, lizusie? - rzucił od niechcenia.
- W zasadzie już za chwilę.
- Wiesz, kto to będzie?
- Nie, nie mam pojęcia. Pytałem w centrali, ale...
W tym momencie elektroniczne drzwi biura otworzyły się na oścież. Do środka pewnym krokiem wmaszerowała młoda, blada kobieta o jasnobrązowych włosach sięgających ramion. Miała na sobie mundur z charakterystycznym symbolem znanym obu mężczyznom.
- Oficer Ozara, Trójkąt - przedstawiła się - Od dziś jestem pana ochroniarzem, komandorze.
Maxil milczał, choć na jego twarzy malowało się zaskoczenie. Wejście kobiety zadziwiło zresztą także Flaviusa.
- Gabinet był zamknięty od tej strony, jak się pani udało wejść? - spytał z zaciekawieniem.
- Znałam kod dostępu, jeszcze z dawnych czasów - uśmiechnęła się, ponownie kierując wzrok na Maxila - Mam dobrą pamięć, nie zapominam o niczym. Prawda, tato?

***

- Jak ty mogłaś? Jak? - wrzeszczał Maxil wiele lat wcześniej - Ta mała sierota i jej pomylony dziadziuś robią włam do głównego warsztatu i kto idzie za nimi? Oczywiście moja córeczka! Za jakie grzechy Rassilon mnie tak pokarał? Pomyślałaś choć przez chwilę o swojej matce? Jak by się czuła, gdyby coś ci się stało?
- Od kiedy to obchodzi cię, co czuje mama? - odcięła się nastolatka, patrząc hardo na ojca. Ten, robiąc się jeszcze bardziej purpurowy na twarzy, wymierzył jej siarczysty policzek.
- Ani się waż tak do mnie mówić, gówniaro! - syknął przez zęby, ciężko oddychając - Zatuszuję jakoś tę sprawę, ale masz milczeć! - dodał, zaczynając powoli odzyskiwać nad sobą panowanie -  Taka afera może mnie kosztować...
- „Mnie”. Zawsze „mnie”. Zawsze chodzi o ciebie - powiedziała zimno - Nigdy o mnie i mamę. Idę do pokoju, pewnie i tak mam szlaban - rzuciła, wychodząc z pomieszczenia.
- Wracaj! Jeszcze nie skończyłem!
Jedyną odpowiedzią, jaką otrzymał z jej strony, był obraźliwy gest.

***

- Nie cieszysz się, że mnie widzisz? - zapytała Ozara - Pewnie nie, zważywszy, że nigdy nie zaakceptowałeś mojej decyzji o tym, co chcę robić w życiu. A teraz musisz.
- Może gdybyś mi powiedziała, że zamiast do regularnej służby chcesz się zaciągnąć do Trójkąta...
- Albo Trójkąt albo nic. Wprawdzie to cięższa praca, a i zarobki mniejsze, ale w końcu nieraz mówiłeś, że jego naczelnik i ty się nie lubicie.
Cios trafił celnie. Gdyby nie ten antagonizm, lub gdyby Ozara spróbowała dostać się do regularnej Straży, Maxil skutecznie zablokowałby te  próby. To była zbyt niebezpieczna praca dla jego córki.
- Weźmy się lepiej do pracy - stwierdziła kobieta - No co? - spytała, widząc miny ojca i jego asystenta - Jako pracowniczka Trójkąta nie tylko mam za zadanie ochraniać komandora, ale też pomóc w dochodzeniu.
- No dobrze - skapitulował komandor - Podsumujmy więc wszystko. Stary wynalazca o skłonnościach do obrotu nielegalnym sprzętem zostaje zraniony i nie regeneruje, choć powinien. Jego były pracownik mający motyw wskazuje na klienta związanego prawdopodobnie z półświatkiem. A mnie atakuje osobnik z cechą szczególną pasująca do tego ostatniego. Co z tego wynika?
- Najprawdopodobniej on zamordował wynalazcę, nie nasz zatrzymany - powiedział Flavius - Choć niewykluczone, że działali w zmowie. Może napastnik chce, byśmy uznali jego kompana za niewinnego i wypuścili.
- Być może - pokiwała głową Ozara - ale niewiele nam to daje bez dowodów. Co z tym urządzeniem, które zostawił?
- Właśnie. Jest już raport, lizusie?
Mężczyzna przez chwile stukał w guziki na naręcznej bransolecie, a potem pokazał szefowi i jego córce hologramowy tekst.
- Dopiero co skończyli je badać. „Urządzenie po podłączeniu do sieci energetycznej generuje obszar promieniowania hamującego reakcję energii wiru czasowego z organizmem żywym na poziomie komórkowym...” - przeczytał - Czyli...
- Jesteśmy w domu - powiedział Maxil - Ten złom blokuje regenerację. Drań chciał mnie załatwić na dobre. Ależ sprytne...
- Coś jednak mi nie pasuje - odezwała się ponownie jego córka - Dlaczego miałby zabijać tego Taena? Przecież nie miał oporów przed handlowaniem nielegalnym sprzętem. Bo chyba nie ma wątpliwości, że to on stworzył tę maszynę.
- Tak, tak - niechętnie zgodził się komandor. Chciał dodać coś jeszcze, ale komunikator Flaviusa zaczął niespodziewanie piszczeć.
- Wybaczcie - uśmiechnął się przepraszająco, odchodząc na bok - Syn. Został dzisiaj w domu, bo jest trochę chory.
Nie było tajemnicą, że Flavius po śmierci żony sam wychowywał syna, co szło mu średnio, mimo niewątpliwych starań. Rezolutny malec zazwyczaj starał się nie utrudniać tacie pracy, ale jednak był tylko dzieckiem.
- Jak się masz, synku, co tam? - zapytał młodszy oficer szeptem - Tak? Dobrze, w porządku. Jak będę wracał, kupię ci tę nową grę na kostkę statyczną, która ci się tak podobała. Jak się ona nazywa? „Fanatycy”. Dobrze, zapamiętam - dodał po chwili przerwy.
Maxil już otwierał usta by wygłosić ciętą ripostę w stronę podwładnego, gdy nagle zamarł w pół słowa.
- Fanatyk! - powiedział po chwili - To jest to! Już wszystko jasne!

***

Następnego dnia, bladym świtem, na placu przy budynku komendy pojawił się mający postać stalowego sześcianu Sidrat z więźniem - ex-asystentem zamordowanego niedawno wynalazcy - na pokładzie. Kierowca wehikułu już zbliżał się z kluczem, by przetransportować przestępcę na miejsce, w którym zgodnie z decyzją miała się odbyć egzekucja, gdy niespodziewanie zobaczył, że przy maszynie ktoś stoi.
- Proszę odejść, bo zaraz startuję - powiedział do osobnika w kapturze. Ten w odpowiedzi zamachnął się i bezceremonialnie uderzył mężczyznę w  skroń. Ów padł jak długi na ziemię, a napastnik, odebrawszy mu klucz, wbiegł do środka Sidratu. Pod ścianą sterowni, twarzą do ściany, siedział asystent Taena. Był związany.
- Chodź, uwolnię cię! Nie ma powodu, byś ginął, nie jesteś niczemu winny - podszedł doń osobnik
- Chyba „winna” - powiedziała Ozara, dezaktywując elektroniczny kamuflaż. To ona znajdowała się na podłodze pojazdu, a teraz niespodziewanie kopnęła napastnika i natychmiast poderwała się do pionu, wyciągając broń.
- Wiedzieliśmy, że jeśli wymyślimy bajkę o egzekucji naszego więźnia i rozgłosimy ją, przyjdziesz - stwierdziła - W końcu uważasz się za szlachetnego i honorowego. Nie pozwoliłbyś, by zginął za coś, czego nie zrobił!
W tej samej chwili Maxil i Flavius wybiegli z bocznych pomieszczeń, również z miotaczami w dłoniach.
- W imieniu Lorda-Prezydenta Gallifrey jesteś aresztowany za morderstwo i dwa napady na funkcjonariuszy - powiedział komandor.
Mężczyzna nie stawiał oporu. Podczas aresztowania mamrotał coś jeszcze o wyższych wartościach, ale nikt nie zwracał na to uwagi.

***

- Czyli ten wariat kupił urządzenie do czytania w myślach od Taena i testując je dowiedział się o drugim, blokującym zdolność do regeneracji? - zapytał Flavius kilka godzin później, gdy pisali raport ze sprawy.
- Dokładnie tak - potwierdził jego szef - A ponieważ to nie tylko wariat ale i fanatyk, uznał je za zagrożenie dla całej naszej cywilizacji. I postanowił usunąć jego twórcę. Dla dobra Gallifrey, oczywiście - dodał sarkastycznie - Jakbym słyszał naszych polityków. Inna zupełnie sprawa - wrócił do tematu - że w swoim fanatyzmie posunął się tak bardzo, iż uznał, że musi udowodnić, jakoby aresztowany przez nas osobnik jest niewinny. Dlatego mnie zaatakował. Jakkolwiek dla nas ma to średni sens, w jego pomylonej głowie miało. Na szczęście zrozumiałem wszystko na czas, a moja pułapka zadziałała.
Asystentowi Maxila przyszło do głowy, że gdyby nie poparcie Trójkąta które otrzymał dzięki córce, na taką pułapkę nie wydano by zgody ze względu na jej prowokacyjny charakter, ale milczał. Wiedział, jak drażliwy jest Maxil, i że wpadłby w szał gdyby mu to wypomniano.
- Do raportu potrzeba jeszcze podpisu pani Ozary, szefie - stwierdził zamiast tego.
- Załatw to.
- Myślałem, że wolałby pan sam...
- Lepiej nie myśl za dużo, lizusie. Nie wychodzi ci to - przerwał mu komandor, patrząc w okno - Została przydzielona do śledztwa wspólnie ze mną? Proszę bardzo. Ale śledztwo się już skończyło, i moje kontakty z nią też. Nie chciała mieć ojca - nie ma go. Pójdziesz wreszcie po ten podpis?
Na Innego, jakim ty jesteś durniem - pomyślał Flavius.
- Tak jest - powiedział, salutując.
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 25, 2014, 11:28:29 am wysłana przez Capitano Lommasi »
Zapisane
The Deal
Słowa: PresidentRomana
Tłumaczenie: Moja skromna osoba ;)

Spoiler for Hiden:
Mały chłopcze
Iść nie masz gdzie, tak tęsknisz za domem
Na Trionie
Mały chłopcze
Pakt dziś z tobą zawrę, jeśli wywiążesz się
Jestem Czarnym Strażnikiem

Refren:
Kula ze szkła jest czymś zbyt oczywistym
Dla szpiega, zamiast niej weź to
Słabość twą, lub chęć zdrady wyczuję
Śmierci Władcy Czasu chcę
Przyrzekłeś mi, Turlough,
Jesteś teraz w mocy mej
Jasny rozkaz wydałem
Zgładź Doktora gdy zbliży się

Uczniu z Anglii
Jest w zasięgu ręki twej, wypełnij zadanie
I zgładź go
Uczniu z Anglii
Zignoruj to, co mówi, on miesza w głowie ci
Daj dowód lojalności swej

(Refren)

Nie dbam o to już więcej
Nie zabiję go; był zawsze
Tak dobry dla mnie choć nie zasłużyłem
Zrywam naszą umowę
Nie masz nade mną władzy
To jasne jak słońce jest
Dla mnie to ty tutaj jesteś złem