Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Nazwa użytkownika: Hasło:

Autor Wątek: Tango w latającym mieście  (Przeczytany 1876 razy)

Capitano Lommasi

  • Excuse me, you've got something...
  • Moderator Globalny
  • Konsument paluszków rybnych z budyniem waniliowym
  • *****
  • Co mi zrobisz? +186/-93
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 1469
  • ... there... just in the corner of your eye
    • Zobacz profil
    • Recenzje DW Classic
Tango w latającym mieście
« dnia: Grudzień 25, 2013, 11:10:49 am »

Kolejny z tekstów stworzonych na potrzeby literackiego pojedynku; tym razem przegrany dużo bardziej, niż poprzedni, ale jakoś jestem bardziej zadowolony - w przeciwieństwie do poprzedniego podejścia, tylko jeden komentarz był brednią :)


- Doktorze, to jest... To jest niesamowite! - krzyknęła Sarah Jane Smith, przechylając się nad poręczą balkonu. Chociaż pogoda tego ranka nie rozpieszczała, ani dziewczyna, ani stojący obok niej Harry Sullivan nie zwracali uwagi na chłód. Oboje byli zbyt podekscytowani tym, co widzieli: uniesieniem się w powietrze całego miasta!
Musiałem mieć taką samą minę, jak oni, gdy w dzieciństwie widziałem coś takiego po raz pierwszy, pomyślał Doktor. Rassilonie, kiedy to było? Tak dawno temu. Tak dawno...
Wiedział, że jak na standardy Władców Czasu nie był wcale stary, wprost przeciwnie, ale przebywając w otoczeniu dużo bardziej krótkowiecznych ras, nie mógł nic poradzić, że czasem tak się czuł. A dodatkowo w takich chwilach, jak ta, zawsze nachodziły go złe przeczucia. Oczywiście historia mówiła, że dzisiejszy start zakończy się wielkim sukcesem i w ogóle, ale przecież czas można było nadpisać. W każdej chwili z widocznych poniżej budynków mogą wyleźć poukrywani tam Cybermani ogłaszając swoimi metalicznymi głosami „Będziecie jak my!”. Zawsze na niebie mogą się pojawić statki Daleków. Wreszcie może dojść do jakiejś zwykłej awarii i ten wspaniały dzień zmieni się w piekło.
Oczywiście to ostatnie nie było zbyt prawdopodobne, Władca Czasu dla pewności już wcześniej dokładnie sprawdził silniki latającego miasta i musiał przyznać, że są świetnie skonstruowane. Nie miał im absolutnie nic do zarzucenia, to była koronkowa robota. Ale i tak się martwił.
- Chodźcie już - powiedział z nieco wymuszoną wesołością do towarzyszy. - Zaraz zaczyna się bankiet.
Cała trójka zeszła z wieży krętymi schodami, i udała się na główny plac, gdzie właśnie przemawiał stojący na wysokim podium elegancki młodzieniec w jaskrawym garniturze z przedstawiającym dwa skrzyżowane ze sobą żonkile herbem na klatce piersiowej.
- Kto to jest, Doktorze? - spytała Sarah.
- Artemis Towerman. Syn pomysłodawcy i konstruktora latającego miasta.
- To ten staruszek z tyłu?
- Tak, właśnie on. W przeciwieństwie do juniora, nie lubi wygłaszać mów.
- Zebraliśmy się tu - głośno perorował tymczasem Artemis - by uhonorować największego geniusza naszych czasów! Którego sukcesu jesteśmy świadkami! Mój drogi ojciec, Darryl Towerman, człowiek, który udowodnił, że nie ma rzeczy niemożliwych!
Odpowiedział mu dziki aplauz.
Tymczasem trochę na uboczu, pod samym podium, stała jeszcze jedna osoba, młoda kobieta o długich, spiętych w tak zwany koński ogon włosach barwy kasztanu i z kwadratowymi okularami na nosie. Jak Doktor się domyślał, była ona sekretarką Towermana. W tej chwili szeptała do słuchawki tkwiącej na jej uchu coś, czego prawdopodobnymi adresatami byli inni podwładni profesora przebywający poza placem. Mówiła na tyle cicho, że nikt jej nie słyszał, ale Władca Czasu umiał doskonale czytać z ruchu warg.
- Powtarzam: zaczesane do tyłu, siwe włosy, wiktoriańskie ciuchy, ponura twarz. Nie, nie będzie się kamuflował. Jeśli tu jest, to dokładnie tak wygląda! Strzelajcie do niego bez ostrzeżenia! - wydawała instrukcje.
Czyli jednak coś się dzieje. Ech, życie, pomyślał Doktor, koncentrując uwagę na końcówce przemówienia Towermana juniora.
- Zapraszamy więc was, przyjaciele! Bawcie się i uczcijcie wraz z nami geniusz człowieka, dzięki któremu miasto może od dziś wzbić się w chmury!
Doktor ponownie spojrzał na sekretarkę profesora. Zdjęła z ucha słuchawkę, ale nadal coś cicho mówiła, tym razem patrząc w jego stronę. Wiedziała, że podsłuchiwał?
Zdanie, które padło z jej ust, najwyraźniej adresowane do niego, wydało mu się bez sensu. O co jej chodziło?
- Muzyka! - zakrzyknął tymczasem Artemis. W jednej chwili całe miasto rozbrzmiało dźwiękami instrumentów. Samej orkiestry nie było widać, ale dziesiątki starannie rozmieszczonych głośników pozwalało odnosić wrażenie, że muzykanci są tuż tuż. Bez względu na to, w której części miejscowości się przebywało.
- Tango! - rozpoznał Harry. - Może zatańczymy? - zwrócił się do Sary, wykonując zabawny ukłon. Dziewczyna prychnęła, ale mimo to podała rękę koledze.
Doktor tymczasem zbliżył się do sekretarki, chwilowo wolnej, również proponując jej taniec. Nie odmówiła.
- Podsłuchiwał pan, prawda? - spytała w pewnym momencie. – Słyszał pan moją rozmowę z ochroną.
- Przyznaję się do winy – uśmiechnął się Władca Czasu. – Macie państwo jakieś kłopoty?
- Obowiązuje mnie tajemnica, nie mogę potwierdzić ani zaprzeczyć.
- Tajemnica ważna rzecz. Ale to ostatnie zdanie, kierowane do mnie, już chyba nią nie jest? Wyjaśni pani, o co chodziło?
- Kierowane do pana? Pochlebia pan sobie.
- Mówił ktoś pani, jak marną jest kłamczuchą?
- Nikt się nie odważył. Ale faktycznie, to było do pana. Na wyjaśnienia proszę jednak nie liczyć. Nie wygląda pan na kogoś, komu są one potrzebne.
- A jednak są. Udzieli mi ich pani w zamian za pysznego żelka?
- Nie, raczej nie. Nie jadam słodyczy - uśmiechnęła się figlarnie. Ten uśmiech, jak ocenił Doktor, dziwnie do niej nie pasował.
- Szkoda, ale chyba będę nalegał. Niech mi pani wytłumaczy: o czym mam pamiętać?
Zapisane
The Deal
Słowa: PresidentRomana
Tłumaczenie: Moja skromna osoba ;)

Spoiler for Hiden:
Mały chłopcze
Iść nie masz gdzie, tak tęsknisz za domem
Na Trionie
Mały chłopcze
Pakt dziś z tobą zawrę, jeśli wywiążesz się
Jestem Czarnym Strażnikiem

Refren:
Kula ze szkła jest czymś zbyt oczywistym
Dla szpiega, zamiast niej weź to
Słabość twą, lub chęć zdrady wyczuję
Śmierci Władcy Czasu chcę
Przyrzekłeś mi, Turlough,
Jesteś teraz w mocy mej
Jasny rozkaz wydałem
Zgładź Doktora gdy zbliży się

Uczniu z Anglii
Jest w zasięgu ręki twej, wypełnij zadanie
I zgładź go
Uczniu z Anglii
Zignoruj to, co mówi, on miesza w głowie ci
Daj dowód lojalności swej

(Refren)

Nie dbam o to już więcej
Nie zabiję go; był zawsze
Tak dobry dla mnie choć nie zasłużyłem
Zrywam naszą umowę
Nie masz nade mną władzy
To jasne jak słońce jest
Dla mnie to ty tutaj jesteś złem

Astroni

  • Ten Który Przegadał Stworzenie z Midnight
  • **
  • Co mi zrobisz? +293/-75
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 1810
  • Óśmiech Ósmego
    • Zobacz profil
    • Profil Astroni800 na YouTube
Odp: Tango w latającym mieście
« Odpowiedź #1 dnia: Luty 04, 2014, 05:27:41 pm »

Podpowiadałam ci wcześniej w sprawie tego tekstu tyle razy, że aż nie wiem, jak mam oceniać go teraz. Ale jednak spróbuję udać, że czytałam go po raz pierwszy ;p
Pomysł jest bardzo ładny - dzień wodowania (że tak to nazwę X) ) latającego miasta, tańczący ze sobą towarzysze, pełen obaw Doctor... Trochę mi ta Clara na końcu zgrzyta, bo jej pojawienie się (i to o czym mówiła) rozkręca w jednej chwili za dużo wątków na raz, tj. za dużo na miniaturkę, od której po jej zakończeniu, nie powinno się już niczego więcej oczekiwać. A tu równie dobrze mógłbyś robić kontynuację o tym, jak Doctor, Sara, Harry i Clara ganiają się z Wielką Inteligencją :p Ale to chyba tylko ten drobiazg, być może po prostu nie przepadam za Clarą. Choć fajne było, jak Doctor wyrwał ją do tańca ;p
Zapisane
DOKTOR

Elsen: Oh… Oh? Really? I… Bugger. Crap. I… Well, then uh… I believe that I’ll have to let you enter into the main gorges, then. But uhm… The regulations oppose it. Alright uh… I… I suppose this is a very special case, as stated in paragraph five.

The Judge: Sorry, but I fear I have to respond in the negative.

Yes, I am still OFF.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .