Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Nazwa użytkownika: Hasło:

Autor Wątek: Wasze recenzje do odcinka 6x10 The Girl Who Waited  (Przeczytany 4391 razy)

Doctor Who Admin

  • Administrator
  • Ukrywający Się Władca Czasu
  • *****
  • Co mi zrobisz? +41/-3
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 485
    • Zobacz profil
    • http://drwho.pl/
Wasze recenzje do odcinka 6x10 The Girl Who Waited
« dnia: Październik 08, 2011, 09:08:37 am »

Proszę o wstawianie recenzji do odcinka 6x10 "The Girl Who Waited".
Zapisane

Astroni

  • Ten Który Przegadał Stworzenie z Midnight
  • **
  • Co mi zrobisz? +293/-75
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 1810
  • Óśmiech Ósmego
    • Zobacz profil
    • Profil Astroni800 na YouTube
Odp: Wasze recenzje do odcinka 6x10 The Girl Who Waited
« Odpowiedź #1 dnia: Październik 30, 2011, 11:47:53 pm »

Zaczyna się, jak to z Doctorem bywa się często - rajska planeta, srebrne kolumnady i komórka z aparatem. Beztroska zabawa zmienia się jednak w przeciągający się koszmar, kiedy Amy niechcący naciska nie ten guzik, co trzeba. Wpada w ten sposób do zupełnie innego niezależnego strumienia czasu, którego namierzenie i ponowne zrównanie z linią Doctora i Rorego może okazać się więcej niż trudne...

Już po kilku sekundach odcinek zachwycił mnie koncepcją dwóch oddzielnych pomieszczeń ukrytych za dwoma niewinnymi przyciskami. Pozornie sprawa wygląda względnie niegroźnie i nawet zabawnie - przecież wystarczy, że główni bohaterowie cofną się i wybiorą odpowiedni guzik, a teraz niech się trochę pobawią ganianiem dookoła obrazu przyjaciela w szkle powiększającym. Prawdziwa panika zaczyna się natomiast, kiedy Amy stwierdza z pretensją, że w samotności siedzi już cały tydzień. Okazuje się, że odwiedzony świat dysponuje inżynierią czasoprzestrzenną, której pewnie nie powstydziliby się sami Władcy Czasu - każdemu zostaje tu przypisany indywidualny strumień czasu niekolidujący z innymi (tak, po stacji krążą całe tłumy ludzi) i pędzący szybciej lub wolniej zależnie od tego, jaki chcemy mieć kontakt z naszym chorym bliskim poddanym kwarantannie. To właśnie owa kwarantanna, wprowadzone z jej powodu wszelnie udogodnienia i dbałość o zdrowie są przyczyną wszystkich problemów - poza zaplątaną linią czasu mamy jeszcze troskliwe roboty nieświadome, że ich goście mają całkiem inny układ immunologiczny.

Dawno już nie oglądałam w Doctorze Who tak pięknie rozwiniętej i niezaniedbanej teorii czasowo-przestrzenno-paradoxalnej. Pojęcia takie jak strumień czasu, paradox nie są tu ozdobą, nie są motywem przewodnim, ale przerażającym delikatnym problemem. Z którym w dodatku Doctor na początku przegrywa, popełnia błąd, co będzie kosztowało czyjeś cierpienie. Scenarzysta Tom MacRae ma świadomość, że nie wystarczyłoby tu podrapać się po głowie, pociągnąć za parę dźwigni i powiedzieć Amy! Hello! Doctor co prawda orientuje się, co należy zrobić - śmiało zabiera ze sobą lupę z sali jako jedyną łączność z odciętą Amy i wprowadza jej parametry do maszyny. Zapomina jednak, że czas życia jego przyjaciółki nie jest pojedynczym punktem, przez co trafia w alternatywny świat, gdzie ich Amy zdążyła dorosnąć, stracić nadzieję, zestatrzeć się i wreszcie znienawidzić Doctora, który tak ją rozczarował.

Dlaczego tak śmiało twierdzę, że to świat alternatywny? Przede wszystkim z powodu momentu, w którym starsza Amy nagle wpływa na swoją przeszłość rozmawiając przez szybkę z młodszą Amy - powiedziała pełnej nadziei sobie, że nie warto czekać, jednak sama o tym nie widziała. Nie mieliśmy żadnego przyjemnego wibbly-wobbly, więc musiał to być moment, w którym linia czasu Amy się rozdzieliła. W jednej żyła wśród białych robotów kilkadziesiąt lat, a w drugiej została uratowana przez Doctora. Jak obie linie czasu mogły istnieć na wyciągnięcie ręki, żadna nie zgubiła się? Ot, w jednej brali udział, a drugą wciąż trzymali "zahaczoną" na lupie. Jakim cudem dwie Amy stały obok siebie, chociaż w Father's Day wszystko się zaczynało w takiej sytuacji rozlatywać? TARDIS bardzo się starała, a i tak zresztą szły iskry. Wszystko ma sens, wszystko się ze sobą łączy i wyjaśnia na wzajem! Wreszcie zamiast przewracać oczami mogłam się ostro pozastanawiać bez obawy, że coś zepsuję.

Ale starszej Amy nie wystarczy, że postoi sobie obok swojego młodszego odpowiednika. Nadal nie wierzy, że Doctor mógłby dać jej coś więcej niż obietnice i postanawia tak poprostu z nimi pójść. Co z tego że ta młodsza to ona sama i pozwalając jej w spokoju odlecieć odda sama sobie to, co straciła, skoro sama nie będzie mogła tego już poczuć?
Właśnie ten ciężar samotnej porzuconej umierającej Amy z obcej linii czasu trochę mi się nie podobał, ale nie dało się inaczej - ona musiała się pojawić, a skoro już się pojawiła, to jednak była wciąż Amy. Która nie chciała tak poprostu rozstać się z życiem, zanim jeszcze je zaczęła. Nie każdy jest jak Donna, żeby bezinteresownie poświęcać własne życie, o nie.
Ale tu nie było miejsca na szlachetne poświęcenie - Doctor powiedział jasno, że wyjście jest tylko jedno, trzeba poprostu odejść, zapomnieć o zamkniętych drzwiach, żeby nie zniszczyć wszystkiego, o co się walczyło. Wszystkiego prawdopodobnie włącznie z własną linią czasu.

Był moment w którym się wzruszyłam, ale oczywiście był to moment nietypowy. Nie, kiedy obie Amy się zobaczyły (choć wstrzymałam wtedy oddech), nie kiedy ta starsza ginęła pośród niosących pomoc robotów, ale kiedy rozmawiały o Rorym. O tym, jak łatwo zakochać się w osobowości, że kiedy już ją poznamy, nic innego nie ma znaczenia. A potem ich poznajesz. I ich twarz staje się nimi.
To niesamowite, znalazłam bratnią duszę wśród scenerzystów DW :D

Zaskakujące jest w tym odcinku to, do jak wielu innych Doctorowych odcinków można go porównać - pełen paradoxów Father's Day, strata całego życia w Blink, drobne spóźnienia owocujące katastrofami niczym w Girl in Fireplace... Ale pożyczanie takich elementów nie jest tu wadą - wszystko zostało połączone w tak fantastycznie uzupełniający się sposób, jakby nie miało sensu bez siebie. Tak właśnie powinno moim zdaniem wyglądać dobre opowiadanie o zawirowaniach w czasie.
Zapisane
DOKTOR

Elsen: Oh… Oh? Really? I… Bugger. Crap. I… Well, then uh… I believe that I’ll have to let you enter into the main gorges, then. But uhm… The regulations oppose it. Alright uh… I… I suppose this is a very special case, as stated in paragraph five.

The Judge: Sorry, but I fear I have to respond in the negative.

Yes, I am still OFF.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Ella

  • Całował się z Ósmym w Nowy Rok
  • *
  • Co mi zrobisz? +26/-101
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 992
  • Dużo było przygód. Teraz trochę odpoczynku.
    • Zobacz profil
Odp: Wasze recenzje do odcinka 6x10 The Girl Who Waited
« Odpowiedź #2 dnia: Listopad 23, 2011, 08:58:51 pm »

Moje wlasne odczucia to kompletnie nieudany odcinek. wszystko oczywiscie bylo spojne, ale nie wydaje mi sie, ze oni ciagle gubia Amy. i Doctor i Rory. za duzo tego moim zdaniem i tutaj wlasnie Moff i scenarzysci przegieli.
no bo ile razy w koncu mozna sie zgubic. Amy tutaj to niszczesliwa dziewczyna, ktora nie powinna trafic w inna fale czasowa. zobaczyla swoja starsza wersje co w odc. o Rose konczylo sie skrzydlatymi potworami, a tu nic. takie phi. roboty fajne, ale zeby latwo je bylo zmiszczyc? za malo trudu. pewnie aktorzy zmeczyli sie tylko biegajac i uciekajac przed robocikami ktore sa takie niewinne. one tylko chcialy pomoc.

zastanawia mnie jedno. skoro nie bylo zagrozenia choroba to dlaczego roboty chcialy ich 'naprawic'? zepsuty program?

odcinek kompletnie bez sensu co podkreslilam w powyzszm zrywie.

Szczepan

  • Całował się z Ósmym w Nowy Rok
  • *
  • Co mi zrobisz? +19/-7
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 835
  • puncake
    • Zobacz profil
Odp: Wasze recenzje do odcinka 6x10 The Girl Who Waited
« Odpowiedź #3 dnia: Listopad 23, 2011, 09:21:29 pm »

ella2805--> to nie ten dział :D Tu były recenzje do konkursu, a TU komentarze wszystkich :)
Zapisane