Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Nazwa użytkownika: Hasło:

Strony: [1] 2 3 ... 9   Do dołu

Autor Wątek: To dziwne uczucie...  (Przeczytany 33153 razy)

Astroni

  • Ten Który Przegadał Stworzenie z Midnight
  • **
  • Co mi zrobisz? +293/-75
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 1810
  • Óśmiech Ósmego
    • Zobacz profil
    • Profil Astroni800 na YouTube
To dziwne uczucie...
« dnia: Czerwiec 20, 2011, 12:48:55 pm »

No i proszę, jest fanfik :) Tytuł może się Wam wydawać znajomy - tak, dokładnie, nawiązuję do tego demotywatora. Pewnie już o nim zapomnieliście, ale mi niespodziewanie dał do myślenia i kiedy po długim zastanowieniu nagle wpadłam na eurekę, co może być motywem przewodnim, to... zebrałam się wreszcie i napisałam

Zastanawiam się, jak przyjmiecie to opowiadanie. Sama często oceniam, niby wiem, co i tak, ale nigdy niczego tu nie dodawałam, więc czas najwyższy. Mam styl bardzo opisowy, zawsze tam gdzie spodziewam się jednej strony wyjdzie mi ponad dwie, więc niektórym może się to wydać przeciągnięte (choć być może Vampircia będzie za :) ), ale ja poprostu inaczej nie umiem.

Mam też parę swoich dziwactw - niektóre wyrazy piszę niepoprawnie łącznie (naprawdę, wogóle...), nie stawiam kropki przed kreską, lubię też niekiedy dać x zamiast ks, proszę więc o nie wytykanie ich ;)
Nieaktualne, poprawiłam, co dałam radę. Z wyjątkiem kropek, bo i tak nigdy nie mogę spamiętać zasad, jak je stawiać :p
Najbardziej chciałabym jednak, żebyście napisali, jakie wrażenia w Was to wywołało, czy wciągnęło, czy wypadło naturalnie...

No i najważniejsze - nie gwarantuję, że ukończę. Ale za bardzo zależało mi, żeby zacząć :D

Można powiedzieć, że akcja rozgrywa się bezpośrednio pod texcie z demotywatora z pominięciem dwóch ostatnich zdań. Miłego czytania :D

__________

Odłożyła słuchawkę i chwilę stała zamroczona i niepewna, co robić dalej. Nigdy nie słyszała jeszcze nakazu tak dziwnego jak ten, wydawało jej się, że te trzy zdania po prostu nie pasują do siebie i nie mogły paść jedno po drugim. "Uciekajcie z domu... Nie mamy posągu anioła... Wezwiemy policję..." Wtedy wróciło wspomnienie widoku anioła za oknem. Dziwaczne spojrzenie kamiennej figury wypełnione po brzegi czymś wyraźnym, niemalże dotykalnym, nawet podobnym do uczuć, jednak pustym i bezkształtnym.
W tej chwili przestała myśleć. Dzieci.
Wskoczyła na drewniane schody wiodące do sypialni podopiecznych i w połowie drogi serce jej zamarło. Z ciemnej szyby tuż obok patrzyła na nią nienaturalnie wykrzywioną twarz posągu. Znowu te oczy, które kłamały, że nie są martwe. Anioł był podobny do tego, który dręczył ją wcześniej, jednak ten był tuż obok, jego ramiona układały się niecierpliwie na na ramie wokół szyby, a sterczące na wszystkie strony zęby szykowały się do ataku.
Jak kamień może szykować się do ataku?
Pamiętała to okno. Posągu tu nie było.
Wzdrygając się pod wpływem własnego przerażenia rzuciła się do przodu. Po dwóch kolejnych szaleńczych krokach przestrzeń za jej plecami wypełnił brzęk tłuczonej szyby...
Dzieci, ratować dzieci... Gdyby nie ten jeden nadrzędny cel, na pewno nie byłaby w stanie wpaść do pokoju maluchów i, po zapaleniu światła, skoczyć i wyciągnąć je kolejno z łóżeczek, gdyż żeby to zrobić, musiała się z trudem przecisnąć między wysokim zabezpieczającym brzegiem łóżeczka a kosmatą pochyloną sylwetką z ramionami rozstawionymi wokół chłopca i dziewczynki, która teraz stała zastygła, jakby bezgranicznie zdziwiona, że ktoś ośmielił się jej przeciwstawić. Półświadomie cieszyła się, że światło ją oślepiło i przez te kilkanaście sekund widziała tak niewiele. Inaczej kamienne kontury byłyby dla niej czymś więcej niż przeszkodą i z pewnością zużyła by część energii na zastanawianie się, co to właściwie znaczy: czy rzeczywiście mogłyby to być czyjeś żarty, jak tak wielki posąg dostał się do mieszkania oraz układanie innych cudacznych teorii, z których każda i tak byłaby tak samo absurdalna.
Dzięki temu znalazła siłę, żeby unieść dwa spore już kilkuletnie malce, znieść je po schodach mijając kolejny sterczący kamień i nie poślizgnąć się przy tym na leżących wszędzie płaskich szklanych okruchach. Przepływała myślami pomiędzy wrażeniem snu, rzeczywistości a zmęczenia, jak przez mgłę dochodził do niej opór dziewczynki, która przecierała oczy udając, że nie płacze:
- Ciociu... ta rzeźba sama do mnie przyszła... - bębnił echem głos w prawym uchu - Ale nic nie chciała powiedzieć...
Dlaczego intuicja kazała jej się za siebie oglądać? Przecież nie chce na nie patrzeć! Nigdy więcej nie chce widzieć tych wstrętnych twarzy! Ale mimo to oglądała się bez ustanku, częściej niż gdyby na przykład gonił ją pożar. Teraz goniły ją nieruchome kamienne posągi i widocznie w jej podświadomości utkwił fakt, którego nie zauważyła - że nic się nie dzieje, kiedy na nie patrzy...
Trąciła kolanem klamkę i, nie próbując jeszcze nawet łapać oddechu, wypadła na ganek. Oglądała się. Pojawiały się i znikały przy ścianach i w oknach jak obrazy, które chce się zobaczyć przy pomocy reflektorów przemykających szybko samochodów. Krzywiły się w półświetle niepogaszonego światła. Daleko... i bliżej... i bliżej...
Prawie umarła ze strachu czując parę dłoni na swoich ramionach i mocnej przytuliła dzieci. Zrozumiała, że prawie na kogoś wpadła i spojrzała przed siebie.
- Tędy - usłyszała niespodziewanie wśród płaczu dzieci.
Spróbowała przyjrzeć się autorowi wypowiedzi dla mechanicznej informacji, czy stoi przed nią człowiek z krwi i kości czy kolejny przedmiot z twarzą. Jednak nawet to okazało się być trudne do ustalenia, gdyż tu, dalej od domu, było jeszcze ciemniej, a do tego postać miała faliste włosy bardzo podobne do posągowych. Odczekała ciągnącą się w nieskończoność sekundę, która pozwoliła jej poczuć ciepło nieznajomego, które przywróciło jej namiastkę spokoju. Nie miała też odczucia, że kiedy patrzy w tę ciemną twarz, czas się zatrzymuje.
- Tędy, szybko! - powtórzyło się i opiekunka z ogromną ulgą uciekła we wskazanym kierunku, jednak na tyle wolno, żeby wciąż czuć za plecami obecność nieznanego mężczyzny, który podążał za nią zerkając na dom z nie mniejszą paniką. Absolutnie nie obchodziło jej, że zarówno głos, jak i dotyk są kompletnie obce. To nie miało teraz znaczenia.
Dłoń wskazywała chropowaty wielościenny cień wtopiony w liście poruszające się kilkanaście metrów dalej. Kobieta była w takim szoku, że ukrycie się przed kamiennymi potworami w niedużej drewnianej szopie wydało jej się całkiem niezłym pomysłem i nie rozważała tego więcej. Kiedy jednak wskoczyła do środka i całą sobą oczekiwała, że zaraz wpadnie na przeciwległą zagraconą ścianę, przeżyła jeszcze większy szok.
Ściana była tak daleko, że ledwie była w stanie ją dostrzec. Wszystkie ściany były daleko, a przecież nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek stał tu taki budynek. Przez chwilę miała nawet ochotę wyjść i sprawdzić, ale z oczywistych powodów szybko się rozmyśliła.
Mężczyzna zamknął drzwi od środka. Wydawało się, że od kiedy dotknął klamki tajemniczej szopki, z miejsca minął mu cały lęk, jednak aż podskoczył, kiedy po drugiej stronie coś uderzyło z ogromną siłą w drzwi. Zostawił je jednak w spokoju i nieco nerwowo skierował się do wysokiej przezroczystej kolumny o błękitnej barwie sterczącej na środku pomieszczenia, która u podnóża otoczona była tablicami wypełnionej guziczkami, pokrętłami i dźwigniami o pstrokatych kształtach i kolorach. Nacisnął i przesunął kilka z nich, po czym podniósł oczy na kolumnę w oczekiwaniu na reakcję, która w odpowiedzi zamruczała ochryple.
- Teraz jesteśmy bezpieczni - powiedział wreszcie łagodnie do zdziwionej kobiety.
Przebiegła wzrokiem pomieszczenie, jakby próbując podważyć jego tezę. Jako pierwsze wynotowała, że nie ma tu żadnych rzeźb, przynajmniej nie wielkości człowieka, jednak stopniowo zaczynała się uspokajać i obserwować też pozostałe elementy umeblowania. Wyglądało to trochę tak, jakby ktoś zmontował przytulny pokoik ozdobiony czerwonym trochę wytartym dywanem i fotelem z metalowymi konstrukcjami jakiegoś centrum dowodzenia i do tego umieścił całą tę instalację w zdobionej świątyni o kamiennej podłodze i niebieskim oświetleniu, po której na domiar tego gdzieniegdzie przemykały niepozamiatane liście. Kobieta tak bardzo nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć, że co prawda poczuła się bezpieczniej, jednak cały lęk i podejrzliwość kierowane dotychczas na kamienne kreatury, skupiła teraz na gospodarzu dziwacznej budowli.
 - Nazywa się je Płaczącymi Aniołami - poważnie wyjaśniał dalej obserwowany widząc, że opiekunka, a także dzieci patrzą na niego pytająco - Dobrze, że się pani oglądała, bo nie atakują, kiedy się na nie patrzy: ochrona kwantowa sprawia, że przybierają postać kamieni. Ale kiedy się na nie nie patrzy, poruszają się z prędkością światła i...
- Kim jesteś? - przerwała, chcąc przebić go wzrokiem na wylot.
- Przepraszam, nie przedstawiłem się - uśmiechnął się i podszedł bliżej - Nazywam się Doctor. Przysłał mnie Mariusz.
- Ojciec dzieci?
- Nie jest twoim mężem? - spytał zauważając zdziwienie u swojej rozmówczyni.
- Nie. Ale... On mówił tylko o policji... - kobieta myślała na głos odsuwając się, ale raczej z obowiązku niż obawy, gdyż nawet nie zauważyła, kiedy mężczyzna zdążył wzbudzić w niej zaufanie - Jesteś lekarzem?
- Nie, nie - wyjaśnił - Zajmuję się... wszystkim po trochu.
- Więc "Doctor" to... nazwisko?
- Niezupełnie.
- Pseudonim?
- Nie.
- To dlaczego się pan tak przedstawia?
- Ciekawsze jest to, kim wy jesteście, skoro Anioły was ścigały. Mnie nie ścigają, ale was: owszem. Zebrały się w kilka, choć to dla nich wręcz niebezpieczne, bo mogą same na siebie spojrzeć. Wyraźnie na czymś bardzo im zależało. Albo ktoś je na was nasłał... Czy możecie mi coś o sobie powiedzieć? Jak się pani nazywa?
- A pan?
- Po prostu Doctor.
- Ale... - opiekunka nie chciała dać za wygraną. Właśnie ten nadmiar własnego zaufania uważała za powód do podejrzliwości. Dzieci również już dawno przestały łkać i z zainteresowaniem rozglądały się po metalowo-przytulnym wnętrzu.
- Nie podziękowała mi pani jeszcze - upomniał się Doctor z zadziornym uśmiechem.
- No tak. Przepraszam, ja...
- Rozumiem, Anioły są straszne. Jedno mrugnięcie i mogą... - urwał ze względu na dzieci - To jak ma pani na imię?
- Zofia - ustąpiła wreszcie kobieta. Uświadomiła sobie, że wciąż nie powiedziała "dziękuję", postanowiła więc, że okaże to zwracając się do niego tak, jak sobie życzy.
- Jak myślisz, czego one od was chciały?
- Nie mam pojęcia - westchnęła opiekunka bezsilnie - Czego mogłyby chcieć jakieś kamienne potwory od dwójki dzieci i zajmującej się nimi czterdziestokilkuletniej kobiety?
- Zdziwiłabyś się. I nigdy wcześniej ich nie widziałaś?
- Nie, nie było innych objawów, Doctorze - prawie się roześmiała, ponieważ trwający właśnie wywiad i niezrozumiałe wyjaśniania bardzo skojarzyły jej się z wizytą w przychodni.
Doctor przyjął ze zdziwieniem nagłą zmianę nastroju Zofii, ale po chwili zastanowienia uznał ją za dobry znak. Oprócz tego mina kobiety mówiła mu, że w sprawie ataku raczej niczego się od niej nie dowie, więc postanowił przejść do planu B. Mówiła mu też jednak, że samo przejście do tego planu również nie będzie tak proste jak zwykle.
- Jest jeden sposób, żeby się dowiedzieć, czego szukały Anioły - zaczął - Ale musisz mi zaufać, Zofio.
- Co chcesz zrobić?
- Właściwie nic takiego. Spróbuję się dowiedzieć o was czegoś za pomocą ultradźwięków - niepostrzeżenie wyjął z wewnętrznej kieszeni płaszcza coś, co przypominało jej długopis z ozdobną końcówką i próbował wsunąć jej go do ręki oczekując, że będzie chciała go obejrzeć - To jest śrubokręt soniczny. Jego działanie może trochę groźnie wyglądać, ale tak naprawdę trochę pobrzęczy i połaskocze i nikomu nie zrobi krzywdy.
- No nie wiem... - mruknęła Zofia tak, jak Doctor się spodziewał i nie mając zamiaru go dotykać - Znamy się zaledwie kilka minut, a ty już straszysz nas śrubokrętem.
Doctor zgrabnie uruchomił urządzenie i przesunął tuż obok swojej twarzy.
- Widzisz?
- Ale... - jęknęła i po zauważalnej chwili ciężkiego zastanowienia westchnęła - I pomyśleć, że gdybyś powiedział, że jesteś lekarzem, to bym się nie wahała.
- Nie mam w zwyczaju unikania prawdy - wyjaśnił - Posłuchaj. Chodzi mi tylko o to, żeby się dowiedzieć, dlaczego Anioły was zaatakowały. Ty tego nie wiesz, ojciec dzieci tego nie wie, a chyba chcecie wrócić bezpiecznie do domu i nie bać się, że będą was szukać? - na koniec spróbował jeszcze raz niezbyt poważnie - Chyba że jednak wiesz?
- Nie... - odpowiedziała, po czym po raz pierwszy się nad tym poważniej zastanowiła - Nie, naprawdę...
- Właśnie dlatego improwizuję. Dowiem się czegoś o strukturze waszego organizmu, mózgu... Może...
- OK - ogłosiła - Zrób to, zanim się rozmyślę.
Doctor podziękował kiwnięciem głowy i włączył śrubokręt jeszcze raz, tym razem jednak uważnie wsłuchując się w wydobywające się z niego częstotliwości pod wpływem przesuwania go przed zamkniętymi oczami sztywno wyprostowanej kobiety. Obserwował jak pobudzone  komórki ciała odbijają odebrane fale demonstrując swoje właściwości rezonansowe i potwierdzając, że wszystko z nimi w porządku. Po trzydziestu sekundach mężczyzna musiał stwierdzić rozczarowany, że nic ciekawego w ten sposób nie znajdzie.
- Nie łaskotało - oceniła Zofia z uśmiechem.
- Ty oczekiwałaś łaskotania, a ja: że coś odkryję - westchnął w połowie zamyślony - I nic. Jak się nazywasz, młoda damo? - spytał kucając obok dziewczynki.
- Zuza - powiedziała dziewczynka głośno dumna, że dziwny pan najpierw zainteresował się nią, a nie bratem - I mam pięć lat.
- Miło mi. A ty?
- Aleks - odpowiedział chłopiec niższy o głowę od dziewczynki i nie wytrzymał - Nas też będzie pan łaskotał?
Dłoń Zofii znalazła się na ramieniu Doctora. Odwrócił się w jej stronę. Oczywiście, znowu miała wątpliwości. Dzieci to przecież zupełnie co innego. Przez moment oboje w milczeniu ważyli swoje racje. Spojrzenie proszące i spojrzenie kategoryczne. Wreszcie Zofia wciągnęła cicho powietrze i odwróciła wzrok w kierunku rozdeptanego kilka metrów dalej dywanu, więc Doctor uruchomił śrubokręt.
- A do czego służy ta czerwona kulka na końcu? - dziewczynka za wszelką cenę chciała pokazać, że niczego się nie boi.
- Do selekcji wytwarzanych fal elektromagnetycznych - wyjaśnił Doctor skupiony tak bardzo, że kompletnie nie był świadomy tego, z kim rozmawia - Dzięki dynamicznej zmianie struktury możliwe jest przeglądanie różnych zakresów fal dźwiękowych i badanie ich interakcji z drganiami własnymi ciała stałego.
- Oooo... - zrobiły jednocześnie dzieci dumne z tego, że potrafiły zadać pytanie, na które pewnie ani ich mama ani niania nie znałyby odpowiedzi.
- Kim tak naprawdę jesteś? - odezwała się nagle Zofia niby żartem, niby wystraszona tym, co Doctor dopiero wyjaśniał dzieciom - Gościem z innej planety? Poszukiwaczem przygód? Podróżnikiem w czasie?
- Właściwie... Wszystko na raz... - odpowiedział Doctor przechodząc do skanowania buzi chłopca - I pewnie nie tylko...
- Jesteś kosmitą!?
- Tak.
- Takim... naprawdę? Z kosmosu?
- Uwierz mi - potwierdził kolejny raz nieco rozbawiony uściśleniem.
- Ale... Jak to "podróżnikiem w czasie"..? - Zofia już prawie całkiem skołowana przypominała sobie swoje własne słowa.
- Tak - przytaknął Doctor, po czym schował śrubokręt, wstał i nieoczekiwanie spojrzał w jej oczy w sposób, którego nie mogła zrozumieć - Jestem podróżnikiem w czasie. Inaczej nie byłbym w stanie zdążyć po was przylecieć. Mariusz po prosił mnie o to... zbyt późno - westchnął - Tak naprawdę nie powinienem był tego robić. Zmiana pewnego faktu z przeszłości spowodowana wystąpieniem tego faktu... to paradoks. Ale mam nadzieję, że jedynie pośredni, a takie mogą się zdarzać. Poza tym mówił, że i tak nic by wam się nie stało, ale nie chciał, żebyście musiały uciekać.
- Ja nie wiem... co byłoby dalej...
Zofia potrząsnęła głową i, całkiem nieoczekiwanie dla Doctora, w jej oczach stanęły łzy.
- One chciały nas zabić... Mnie, te maluchy... - bezwolnie przytuliła się do niego, więc on również ją objął, żeby poczuła się lepiej - Widziałam, jak wyciągały ręce do Zuzi... Nic nie rozumiem. Gdybym przyszła za późno... - chlipała coraz głośniej - Zuzia się rozpłakała i nie chciała iść...
Mimo wielkiego doświadczenia i wielu przeżyć Doctorowi trudno było uwierzyć, że sytuacja która tak nią wstrząsnęła i prawdopodobnie zostawiła ślad na całym jej przyszłym życiu, trwała zaledwie niecałą minutę. Rozumiał, że tak ujawniły się wszystkie poprzednie sekundy i zapamiętane sytuacje, nawet jego pojawienie się nie mogło nie mieć swojego negatywnego wydźwięku, że skrywane emocje prędzej czy później musiały wybuchnąć, ale odczuwał wyraźne zdziwienie.
Przypomniał sobie, że przecież już nie raz obserwował coś takiego, a jednak jakoś sobie radził, potrafił nie być zaskoczonym, bywał obojętnym. A teraz podświadomość podpowiedziała mu zdziwienie. A więc znowu musi się nauczyć sam siebie zaczynając od informacji, że to przecież normalne, że ludzie czasami muszą się po prostu wypłakać.
Przymknął oczy. Wciąż jeszcze za mało czasu.
__________
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 23, 2011, 08:05:11 pm wysłana przez Astroni »
Zapisane
DOKTOR

Elsen: Oh… Oh? Really? I… Bugger. Crap. I… Well, then uh… I believe that I’ll have to let you enter into the main gorges, then. But uhm… The regulations oppose it. Alright uh… I… I suppose this is a very special case, as stated in paragraph five.

The Judge: Sorry, but I fear I have to respond in the negative.

Yes, I am still OFF.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Vampircia

  • Dziecko Czasu
  • *****
  • Co mi zrobisz? +22/-12
  • Wiadomości: 346
    • Zobacz profil
    • http://www.vampirciowo.pl
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #1 dnia: Czerwiec 20, 2011, 04:50:31 pm »

Cytuj
Mam też parę swoich dziwactw - niektóre wyrazy piszę niepoprawnie łącznie (naprawdę, wogóle...), nie stawiam kropki przed kreską, lubię też niekiedy dać x zamiast ks, proszę więc o nie wytykanie ich Wink

Właśnie zniechęciłeś mnie do czytania. Wielkie dzięki:(
Zapisane
http://www.vampirciowo.pl/images/sexysimm.jpg[/img]
I powiadam wam, nie ma takiego słowa jak "fanfick".

Astroni

  • Ten Który Przegadał Stworzenie z Midnight
  • **
  • Co mi zrobisz? +293/-75
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 1810
  • Óśmiech Ósmego
    • Zobacz profil
    • Profil Astroni800 na YouTube
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #2 dnia: Czerwiec 20, 2011, 10:15:05 pm »

Zwróć uwagę, że zawsze tak piszę. Teraz tylko ostrzegłam, żeby mnie nikt nie poprawiał.

Przyznam się, że szkoda, że nie chcesz przeczytać, bo jesteś jedną z osób, na której opini najbardziej mi zależało. Ale trudno, chyba i tak nie dosięgnęłabym do twojego poziomu, więc nie będę prosić (to nie jest ironia ;) ).
Zapisane
DOKTOR

Elsen: Oh… Oh? Really? I… Bugger. Crap. I… Well, then uh… I believe that I’ll have to let you enter into the main gorges, then. But uhm… The regulations oppose it. Alright uh… I… I suppose this is a very special case, as stated in paragraph five.

The Judge: Sorry, but I fear I have to respond in the negative.

Yes, I am still OFF.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Vampircia

  • Dziecko Czasu
  • *****
  • Co mi zrobisz? +22/-12
  • Wiadomości: 346
    • Zobacz profil
    • http://www.vampirciowo.pl
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #3 dnia: Czerwiec 20, 2011, 10:23:48 pm »

Właśnie dlatego mnie zniechęciłaś. Bo uważasz, że jak się tak przyzwyczaiłaś, to znaczy, że nie należy z tym walczyć. Ja rozumiem, że ludzie popełniają błędy, sama je popełniam. I nawet jak są to durne i rażące błędy, to zawsze przyjmuję takie prace z otwartymi rękami, jeśli tylko autor pokaże, że zależy mu, by pisać coraz lepiej i poprawiać swoje błędy. Jednak nie mogę pojąć jak można świadomie robić błędy i jeszcze to publikować. Dla mnie to jest brak szacunku do czytelnika i własnego dzieła. To jest dla mnie dowód, że danej osobie nie zależy, żeby fanfik był dobry. Przepraszam, pewnie zbyt emocjonalnie do tego podchodzę, ale pisanie to moja pasja i boli mnie, kiedy ludzie mają takie olewcze podejście do tego rodzaju sztuki. Jeśli to poprawisz, chętnie przeczytam i wystawię konstruktywną krytykę, ale podejście "robię błędy, bo tak mi się podoba" skreśla dla mnie dzieło na wstępie. Jak nie chcesz, żeby cię ludzie poprawiali, to nie publikuj. Proste.
Zapisane
http://www.vampirciowo.pl/images/sexysimm.jpg[/img]
I powiadam wam, nie ma takiego słowa jak "fanfick".

Astroni

  • Ten Który Przegadał Stworzenie z Midnight
  • **
  • Co mi zrobisz? +293/-75
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 1810
  • Óśmiech Ósmego
    • Zobacz profil
    • Profil Astroni800 na YouTube
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #4 dnia: Czerwiec 21, 2011, 12:12:12 pm »

No dobrze, skoro uważasz, że to brak szacunku do czytelnika, to przepraszam i ciebie, Vampirciu i resztę i od razu poprawiam, bo zdecydowanie nie chciałam, żeby ktoś tutaj czuł się urażony - wkońcu jesteście ważniejsi od moich zachcianek gramatycznych :) Które jednak chyba za bardzo lubię, żeby rozstać się z nimi przy codziennym pisaniu postów - wybaczcie :D

Pewnie mam tak dlatego, że rzadko piszę dla kogokolwiek innego niż ja sama i to jak piszę, nie ma znaczenia.
No, to w takim razie wstrzymuję oddech i czekam na opinię :D

A tak wogóle, to gdzie się wszyscy podziali..?
Zapisane
DOKTOR

Elsen: Oh… Oh? Really? I… Bugger. Crap. I… Well, then uh… I believe that I’ll have to let you enter into the main gorges, then. But uhm… The regulations oppose it. Alright uh… I… I suppose this is a very special case, as stated in paragraph five.

The Judge: Sorry, but I fear I have to respond in the negative.

Yes, I am still OFF.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Vampircia

  • Dziecko Czasu
  • *****
  • Co mi zrobisz? +22/-12
  • Wiadomości: 346
    • Zobacz profil
    • http://www.vampirciowo.pl
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #5 dnia: Czerwiec 21, 2011, 01:35:32 pm »

Cieszę się, że nie strzeliłaś focha, tylko podeszłaś do sprawy profesjonalnie i postanowiłaś poprawić błędy. Wiem, że niektóre robi się odruchowo, dlatego zawsze powinno się sprawdzić własny tekst przed publikacją. Teraz już wiem, że dobrze piszesz, potrzeba ci tylko odrobinę dobrych chęci. Twoje opisy nie są ani rozwlekłe, ani skrótowe, bardzo dobrze się je czyta i umiesz oddać napięcie. W zasadzie jedyna rzecz, która mi przeszkadza to pisanie "Doctor" zamiast "Doktor". Piszesz po polsku, więc uważam, że powinnaś trzymać się polskiej wersji. Będzie tego więcej?
Zapisane
http://www.vampirciowo.pl/images/sexysimm.jpg[/img]
I powiadam wam, nie ma takiego słowa jak "fanfick".

Sarus

  • Gość
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #6 dnia: Czerwiec 21, 2011, 01:38:49 pm »

Mnie osobiście się opowiadanie bardzo podoba. Nie zwracam zwykle uwagi na błędy, chyba że przy sprawdzaniu pracy na polski mojej przyjaciółki. Mój mózg jak widzi błąd tam gdzie potencjalnie nie powinno go być przerabia od razu na poprawne sformułowanie.

Opowiadanie jak najbardziej w Doctorowym stylu. Ale odkryłam jedną rzecz: Czy ten cały Mariusz okłamał Doctora? Powiedz, powiedz, powiedz! Albo nie lepiej nie mów.

Opowiadanie bardzo naturalne, zwłaszcza opisy uczuć i przeżyć wewnętrznych (do których zawsze usiłowała namawiać moja polonistka). Jak już mówiłam- mnie się bardzo podoba.
Zapisane

Astroni

  • Ten Który Przegadał Stworzenie z Midnight
  • **
  • Co mi zrobisz? +293/-75
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 1810
  • Óśmiech Ósmego
    • Zobacz profil
    • Profil Astroni800 na YouTube
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #7 dnia: Czerwiec 22, 2011, 08:31:35 pm »

Dziękuję za oceny - uczucie nie do opisania

Vampirciu, z fochem mam zawsze tak, że bezwarunkowo pojawia się, kiedy zależy mi na czyjejś barwnej kilkuzdaniowej opini (bez różnicy czy pozytywna czy negatywna), a w zamian słyszę, że nie ma czasu albo że poprostu jest fajne (po pięciu takich odpowiedziach człowiek traci szacunek do siebie, że nie zasługuje na innych słuchaczy...). Na szczerość się nie obrażam, ponieważ często jest trudniejsza w wyrażeniu i przez to można jej zaufać :)
Z tymi moimi kaprysami ortograficznymi coś jest na rzeczy, bo już raz miałam przypadek, że ktoś zobaczył w pierwszym zdaniu dwa takie błędy (+ nazwanie Wyborczej gazetą - cóż, nietety nie rozróżniam magazynu od czasopisma :XP ) i napisał mi komentarz, że czytać nie będzie. Ale dotychczas nie patrzyłam na to w sensie jak traktowany jest czytelnik, tylko jak czytelnik może traktować autora, więc nie kojarzyłam. I jak sobie jeszcze przypomnę, że nie jestem w stanie czytać na głos tekstu ze źle wstawionymi przecinkami, to aż mi głupio...

Tak więc dziękuję za tamte rady i tę pochwałę, zwłaszcza że rzadko trafia mi się ktoś, kto naprawdę wie, co mu się podoba i potrafi zwrócić uwagę na konkretne szczegóły.

Doctor, hmm... Jakoś to c wskakuje mi automatycznie po napisaniu tego słowa z dużej litery - inaczej nadal mam przed oczami tylko tytuł naukowy. Ale to też można zmienić.

Tobie Sarus też dziękuję! Cieszę się, że podobają ci się opisy wewnętrznych emocji, bo lubię je pisać :D

A na pytanie... dobrze, nie odpowiem Ale podpowiem, że zwrócenie uwagi na ten motyw uważam za bardzo trafione.

Cytuj
Vampircia napisał(a):
Będzie tego więcej?

Miło widzieć takie pytanie:D Napewno będzie kolejna "część" - początkowo miało się obie zmieścić w pierwszej, ale - jak to u mnie - rozciągnęło mi się to. Jednak tak jak napisałam na początku - spodziewam się, ze prawdopodobnie nie dokończę, z doświadczenia wiem, że nie potrafię konsekwentnie kontynuować rozpoczętego opowiadania, jeśli jest za długie :( A to na serio zapowiada mi się na długie - pomyślałam sobie, że jest pewna ważna rzecz w historii Doctora, której nikt dotyczas (z tego co zdążyłam ogarnąć) nie ośmielił się opisać, a przypadkowo przypada na historię "mojego" Doctora...

Nie ma to jak wybrać się z motyką na słońce - chyba naoglądałam się Star Wars XD
Zapisane
DOKTOR

Elsen: Oh… Oh? Really? I… Bugger. Crap. I… Well, then uh… I believe that I’ll have to let you enter into the main gorges, then. But uhm… The regulations oppose it. Alright uh… I… I suppose this is a very special case, as stated in paragraph five.

The Judge: Sorry, but I fear I have to respond in the negative.

Yes, I am still OFF.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Astroni

  • Ten Który Przegadał Stworzenie z Midnight
  • **
  • Co mi zrobisz? +293/-75
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 1810
  • Óśmiech Ósmego
    • Zobacz profil
    • Profil Astroni800 na YouTube
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #8 dnia: Czerwiec 24, 2011, 01:20:33 pm »

Heh, co za cisza i spokój... Wygląda na to, że kilkustronicowe fragmenty nie każdego zachęcają do czytania, ale mimo to wrzucam następną część.

To było to, co obiecałam sobie napisać tak na bank. Od teraz będę musiała się nad tym zastanowić, więc wszystko zależy od Was.

__________

Po około minucie odcięcia od rzeczywistości Zofia uświadomiła sobie, że od około minuty stoi przytulona do jakiegoś "Doktora", co spowodowało, że momentalnie nie widziała, co zrobić z rękami. Zuza stała obok nich z czymś w rodzaju mieszanki zaciekawienia i niecierpliwego zmieszania, a nie tak wylewny Aleks badał wzrokowo relacje kolorystyczne przycisków na panelu przy kolumnie.
Kobieta wyprostowała się powoli.
- Przepraszam -  powiedziała zakłopotana próbując stłumić potrzebę pociągania nosem.
- Nie przepraszaj - uspokoił Doktor - Pewnie jeszcze długo będziesz je pamiętać.
Wynotował sobie, że to nie pierwsza i raczej też nie ostatnia jego sugestia co do tego, żeby traktować go jak przyjaciela. W przypadku Grace było o wiele prościej: po prostu przez połowę znajomości uważała go za świra, co zawsze dobrze rokuje. Spojrzał na dzieci i przypomniał sobie o bieżących sprawach:
- Nic nie udało mi się znaleźć. Jeśli Anioły przyszły do was po coś więcej, a raczej przyszły, bo to nie była typowa sytuacja, to... to nie wiem, po co. Mogłoby to być coś, co było w waszym mieszkaniu, ale mówiłaś, że interesowały je dzieci, więc spodziewałem się... Ale nie: przepływ informacji między neuronami niezakłócony, wszystkie procesy przebiegają standardowo... - opisywał, ale widząc jak łatwo Zofii udzielił się jego niewesoły nastrój dodał z cichym uśmiechem - Ale za to mogę stwierdzić, że wszyscy jesteście zupełnie zdrowi, a to chyba dobra wiadomość.
Mimo żartu, Zofia wciąż nie wyglądała na zadowoloną, w każdym razie zwiesiła głowę i przespacerowała się do czerwonego fotela, ponieważ wydawał się być całkiem mięciutki, a poza tym był jedynym miejscem w okolicy, na którym można było usiąść. Następnie omiotła spojrzeniem najbliższą okolicę i oklapła na fotelu podobnie jak wcześniej na ramionach Doktora.
Nie mogła zrozumieć, dlaczego żadnego krzesła nie ma przy klawiszach dookoła szklanej kolumny, tym bardziej że prawdopodobnie jest to jedyne takie ich skupisko. Dziwne miejsce przypominało jej nieco laboratorium, jednak brakowało tu zbyt wiele elementów, które uważała za istotne, podobnie jak w przypadku innych pomieszczeń, które brała pod uwagę. Po kilku minutach postanowiła sformułować kilka pytań zamiast snuć kolejne (jak się właśnie potwierdzało) absurdalne teorie i skierować je do nowopoznanego kosmity, który chwilowo zdawał się być pochłonięty jedynie oczekiwaniem na moment, w którym chłopczyk coś zepsuje.
- Co to... właściwie... jest za miejsce? - zebrała się wreszcie starając się, żeby brzmieć choć trochę mądrzej od maluchów.
- To jest jego statek kosmiczny! - odpowiedział Aleks uparcie rozglądając się za kierownicą.
- Dzieci wciąż mnie zaskakują - Doktor spojrzał radośnie w kierunku Zofii, a widząc, że nie zrozumiała - Tak, dobrze ci się wydaje, zgadł.
Ku zdziwieniu jego i dzieci wyjaśnienie zakończyło listę pytań, jaką zdążyła naszykować sobie opiekunka. Układała się nieporadnie na fotelu i sama nie bardzo wiedziała, co jej dolega, do czasu kiedy jej wzrok padł na zegarek przy prawej ręce. Po dwudziestej trzeciej.
"Jak to było..?" od chwili zabrzmienia ostatniego pytania Doktor obserwował ją marszcząc czoło "Kilka godzin snu na... dobę..?".
- Pokażę wam, gdzie będziecie spać - odezwał się wreszcie podsumowując wyliczenia dotyczące cyklu czuwania Ziemian wnioskiem, że prawdopodobnie powinni się teraz wyspać. Zazwyczaj rzadko musiał się tym przejmować, gdyż albo zaglądał na Ziemię w dzień (albo przynajmniej nikogo nie budził) albo wszystko działo się w obrębie jego statku i każdy spał, kiedy miał ochotę.
Teraz tylko Aleks zgłosił brak owej ochoty pełnym rozczarowania "Oooo...".
Doktor bez pośpiechu przeprowadził gości przez kilka szerokich korytarzy o chłodnych ścianach do pokoi sypialnych, a po drodze opowiedział kobiecie, co jeszcze zdążyło przyjść mu do głowy.
- Jeśli tym, co szukają Anioły, nie jesteście wy, to najwyraźniej to coś jest w mieszkaniu.
- Wtedy mówiłeś, że to coś tam "było", a nie "jest".
- Mówiłem też, że mam wehikuł czasu - zerknął na nią z błyskiem w oku.
- O paradoksach też coś mówiłeś, prawda? - powiedziała z niespodziewaną surowością i natychmiast się wycofała - Znaczy: mam na myśli, że to chyba nie będzie dobrze, jeśli ty coś weźmiesz, kiedy później...
- Widzę, że jesteś bardzo dobrą słuchaczką - podrapał się z zakłopotaniem w ucho - Co prawda, nie muszę niczego zabierać, choć... być może jednak będę chciał... Hmm... Masz rację: to nie jest najlepszy pomysł, ale na chwilę obecną nie mam innego. Może później coś wymyślę, przez te kilka godzin, do czasu aż się wyśpicie, ale teraz mam ochotę przejrzeć mieszkanie. Tyle że... - westchnął oceniając to, co wyobraźnia zdążyłą podsunąć mu przed oczy - to będzie dość ryzykowne.
- Chyba możesz się cofnąć na tyle daleko, żeby Anioły ci nie zagrażały?
- To nie o to chodzi. Jeśli Anioły mnie zobaczą, to będzie źle. Jeśli zobaczysz mnie ty albo twoje dzieci, to może być katastrofa.
- Ale... Przecież my będziemy tutaj... - ku zdziwieniu Doktora Zofia pogubiła się.
- Tam też - uzupełnił Doktor dostrzegając na horyzoncie zapowiedź długich wyjaśnień nieodpowiednich na tę porę - Istniejesz już teraz i w swojej przeszłości i przyszłości, niezależnie od tego, gdzie ze mną polecicie.
- Ale... Dlaczego tak? - Zofia pomrugała oczami - Jest mnie... więcej?
Doktor spojrzał na mgnienie w oczy rozmówczyni. Ku swemu niezadowoleniu oprócz wzrastającego z każdą chwilą zmęczenia znalazł wymieszane z nim nieoczekiwane wręcz niedowierzanie i zaciekawienie. Przez chwilę próbował ocenić, czy jest to stan wystarczający, żeby następnego dnia nie musieć powtarzać wszystkiego od początku.
- Widzisz, wbrew pozorom nie jesteście istotami trójwymiarowymi - zdecydował się w końcu - ale czterowymiarowymi, ponieważ do trzech wymiarów w przestrzeni doliczamy jeszcze czas. Czyli masz swoje odzwierciedlenie w każdym ułamku sekundy swojego życia. W ten sposób podczas podróży w czasie możesz natrafić na samą siebie. Nie powinno się to jednak zdarzać, bo tamta młodsza ty to nadal ty i będziesz zmieniać własne wspomnienia, jakie posiadasz podczas podróży w czasie, a to może się źle skończyć.
- Ja wcale nie muszę z tobą iść - odpowiedziała podnosząc pod koniec głos podobnie jak przy pytaniu, co miało znaczyć, że nadal niewiele rozumie.
- To nie ma znaczenia. Jeśli spotkasz w przeszłości mnie, efekt będzie ten sam. Zmienią się twoje wspomnienia, a być może nawet przyszłe zachowanie wobec mnie. Nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo delikatną materią jest czasoprzestrzeń...
-  W takim razie... - potrząsnęła głową z niedowierzaniem - W jaki sposób wy to robicie? Chyba mi nie powiesz, że nigdy nie popełniacie błędów?
- Mamy inną alokację w czasoprzestrzeni. Nasze umiejętności przemieszczania się w czasie rozszerzają ją do kilkunastu wymiarów, dzięki czemu możemy się po nim swobodnie poruszać, a także po innych wymiarach, alternatywnych rzeczywistościach... - w tym miejscu westchnął, bo miał szczere wątpliwości, czy podawanie takich informacji zmęczonej Ziemiance około północy jest dobrym pomysłem - i paru innych typach miejsc.
Nagle zawiesił głos, bo ciąg pokoi, przy którym właśnie się znaleźli był właśnie sypialnią, za którą się rozglądał. Elegancką i dużo przyjemniejszą niż okolice fotela oraz mijanych wcześniej korytarzy, choć podejrzanie rzadko używaną. Doktor rzucił wprawnym okiem na klamki i wybrał miejsce, gdzie pomiędzy dwoma łóżkami błyskał ogień w kominku.
- Ogień? - kobietę zdecydowanie bardziej przejęły palące się drwa niż barwna opowieść o prawach rządzących podróżami w czasie.
- Fototronika - odpowiedział krótkim szeptem, żeby nie zawracać głowy dzieciakom, które już wskakiwały na wielkie białe łóżka, wesoło komentując sytuację. Jeśli kiedykolwiek widziały już coś tak wytwornego, to raczej tylko w filmach.
Opiekunka Zofia poświęciła maluchom jeszcze parę minut, po czym razem z Doktorem wyszła na zewnątrz.
- To jak to było z tymi wymiarami? - zachęciła nieporadnie.
- Będę musiał uważać, żeby przypadkiem nie zmienić twojej historii, którą znasz teraz, Zofio - powiedział starając się nieco uprościć - Przykładowo: ja nie jestem ograniczony do czterech wymiarów i jeśli spotkam sam siebie z przeszłości, co już mi się zresztą zdarzało, to przepływ czasu nie będzie blokowany i zjawisko nie wywoła anomalii. Układ naszych wspomnień łatwo dostosuje się, bo nie cechuje ich aż tak ścisła chronologiczność. Wasza wymiarowość jest o wiele mniej skomplikowana i jeśli zajdzie takie ostre zderzenie przyszłości z teraźniejszością, czy inaczej: teraźniejszości z przeszłością, to na pewno zajdą zmiany, które zajść nie powinny - nie przestawał jej obserwować i dopiero teraz zobaczył w jej matowych oczach kiełkujące powoli zrozumienie - Nie wiem co prawda, co dokładnie się stanie, ale wolę tego nie sprawdzać. Po prostu nie wolno zezwalać na kontakt pomiędzy dwoma odzwierciedleniami tej samej istoty. Dlatego ludzie raczej nie powinni podróżować w czasie z Władcami Czasu - dokończył z krzywą minką - ale powiedzmy, że to inna sprawa...
- Z kim..? - zaczęła znowu dopytywać.
- Nie, nie, nie - zaprzeczył ostro żałując tego, że nie umiał się obejść bez pointy - Ledwo stoisz na nogach. Jutro ci opowiem, jeśli już tak bardzo chcesz.
- Kiedy ktoś potrafi podróżować w czasie, jest jego władcą..?
- Jutro, obiecuję - powtórzył dyskretnie wycofując się do wyjścia, starając się uniknąć wkręcenia w dalsze dyskusje.
Wyglądało na to, że wreszcie skapitulowała. Oparła się słabo o framugę i Doktor odniósł wrażenie, że nawet trafienie w nią plecami sprawiło jej trudność.
- Naprawdę musisz już iść? - wydusiła i Doktor usłyszał w jej głosie wciąż obecne resztki tego samego strachu, który wcześniej rzucił ją do jego statku bez pytania o nic - One... mi się przyśnią dzisiaj...
- Nie przyśnią się - powiedział ujmująco poważnie - Bo cały czas będę tutaj, w pobliżu.
Zostawił Zofię nieco zdziwioną w drzwiach sypialni, a sam zniknął pomiędzy kamiennymi korytarzami. Po dwóch zakrętach przestał nasłuchiwać, czy któreś z nich za nim goni. Nie gonili, a teraz było już za późno, by mogli się na to odważyć. Różnie bywało z gośćmi z innych planet, ale jeśli chodzi o Ziemian, to każdy z nich czuł nieodmiennie ten sam przytłaczający respekt dla struktury labiryntów mieszkalnych Doktora i nigdy nawet nie myślał o tym, żeby zmierzyć się z nią samodzielnie. Co było jego zdaniem skutkiem raczej lenistwa niż jakimś niedostatkiem inteligencji, w końcu centralną salę dzieliło od większości ważniejszych pokoi najwyżej trzydzieści skrzyżowań, każde po zaledwie kilka rozgałęzień, czego przecież nie sposób było nie zapamiętać przy odrobinie chęci.
Znalazł się przed błękitną kolumną i znów poczuł się sam. W takich chwilach nie raz zazdrościł ludziom tak częstej potrzeby snu: on zamiast marzeń sennych znowu będzie musiał oglądać tylko własne myśli. Czasami były to wspomnienia, czasami obawy, jakaś tęsknota lub czysty nieuzasadniony smutek, ale tak czy inaczej wszystko potęgowało się nieprzyjemnie właśnie wtedy, gdy był sam.
Można by ominąć ten czas, oszukać samotność i obudzić się po prostu następnego ranka, tak jak Zofia i jej dzieci. Ale nie - wiedział, że jego kosmiczna maszyna go potrzebuje. Towarzyszył mu jedynie piękny zbiorek książek stojącej kawałek dalej biblioteczki oraz stary wytrwały imbryk, w którym czasami robił sobie herbatę.
Każdą z książek mógłby już prawie bez problemu recytować z pamięci, więc poprzestał na tej drugiej formie rozrywki.
Do zwykłego przymusu przebywania sam na sam ze sobą doszło jeszcze to, że dzisiaj nie mógł nawet próbować odwracać się od problemu. Anioły... Anioły... Czego takiego mogłyby chcieć? Zwykle interesuje ich coś bardziej znaczącego, ale skoro nie są to ludzie... Zwykły przedmiot? Sam w to nie wierzył. To był tak naprawdę tylko pretekst, aby móc na miejscu przyjrzeć się wszystkiemu bliżej. Odwieźć ich do Mariusza? Nie ma mowy, to było zbyt niebezpieczne miejsce...
Szelest cichszy niż kruszący się liść, który normalnie nie wzbudziłby ani u niego ani u nikogo żadnego zainteresowania, teraz sprawił, że w jednej chwili wyprostował się na fotelu i to tak gwałtownie, że o mało co nie wylał resztek herbaty z trzymanej w dłoni filiżanki.
W progu łączącym część mieszkalną statku i sterownię stał mały Aleks.
- Tatusiu - powiedział patrząc półprzytomnymi oczami w jakiś nieokreślony punkt przez sobą - Sto pięćdziesiąt...
- Nie ma tu twojego taty... - odpowiedział Doktor delikatnie nie do końca pewien, czy chłopiec, go słyszy. Odstawił cicho spodek, wstał najspokojniej jak umiał i postanowił zbliżyć się do malca starając się jednocześnie zdecydować, co o tym myśleć. Może i przemieszczanie się między pokojami było dziecinnie proste, ale na pewno nie na tyle, żeby mogło się to udać dziecku.
- Sto pięćdziesiąt... - powtórzył chłopiec odwracając się do mężczyzny. Teraz było widać, że jest już prawie przytomny, przez co przerażenie na jego małej buzi wydawało się być jeszcze poważniejsze.
- Zawsze mówisz tacie, co ci się śni? - zapytał chcąc w jakiś sposób ściągnąć go do rzeczywistości.
- Boję się... - szepnął Aleks pochlipując i wieszając mu się na szyi podobnie jak wcześniej jego niania.
- Już dobrze, to tylko zły sen... - uspokoił sadzając go na prawym ramieniu i chwilę rozważając, czy odnieść go z powrotem. Szybko jednak zdecydował, że im obu zrobi lepiej, jeśli posiedzą sobie razem do rana.
- Ale aż sto pięćdziesiąt...
Doktor po raz pierwszy poczuł niejasny denerwujący niepokój.
- Sto pięćdziesiąt..? - zawiesił głos mając nadzieję, że zachęci Aleksa do dokończenia.
- Taaak... - szepnął chłopiec. W jednej chwili przestał płakać i zapadł w nowy sen.
__________
Zapisane
DOKTOR

Elsen: Oh… Oh? Really? I… Bugger. Crap. I… Well, then uh… I believe that I’ll have to let you enter into the main gorges, then. But uhm… The regulations oppose it. Alright uh… I… I suppose this is a very special case, as stated in paragraph five.

The Judge: Sorry, but I fear I have to respond in the negative.

Yes, I am still OFF.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Vampircia

  • Dziecko Czasu
  • *****
  • Co mi zrobisz? +22/-12
  • Wiadomości: 346
    • Zobacz profil
    • http://www.vampirciowo.pl
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #9 dnia: Czerwiec 24, 2011, 07:20:57 pm »

Dobra, od czego by tu zacząć? Podoba mi się, że twoje rozdziały są godziwej długości. Dzięki temu rzeczywiście czuję się, jakbym czytała opowiadanie, a nie pocztówkę. Do tego klimat horroru bardzo dobrze ci wychodzi. Jednak co najważniejsze, starasz się, żeby było w tym też trochę science, a nie tylko fiction:P Już tłumaczę o co mi chodzi. Lubię, gdy wszystko się trzyma kupy, gdy różne zjawiska są wytłumaczone, a nie na zasadzie "wydarzyło się, bo tak". Więc te rozkminy o wielowymiarowości bardzo mi się spodobały. Właściwie uważam, że to jeden z najlepszych tekstów na tej stronie.
A teraz czepy. Nie ma rażących błędów, więc zajmę się drobiazgami, bo wychodzę z założenia, że im ktoś lepiej pisze, tym bardziej należy się skupiać na szczegółach, żeby mógł pisać jeszcze lepiej. Przede wszystkim nie wiesz, jak należy stawiać kropki w dialogach. Wytłumaczę to na przykładzie:
Cytuj
- Nie przepraszaj - uspokoił Doktor - Pewnie jeszcze długo będziesz je pamiętać.

Po "Doktor" powinna być kropka, bo to koniec zdania. Czyli generalnie piszemy tak: - Wypowiedź - opis. - Kolejna wypowiedź.
Oczywiście jeśli opis jest nowym zdaniem, to po pierwszej wypowiedzi też powinna być kropka. Przykład:
Cytuj
- W takim razie... - potrząsnęła głową z niedowierzaniem - W jaki sposób wy to robicie?

"Potrząsnęła" powinno być wielką literą, bo to nowe zdanie. Wiem, trochę to skomplikowane, mi też się czasem myli, ale w końcu to wyćwiczysz. Zauważyłam też, że zdarza ci się używać dwóch kropek. W tekstach literackich używa się jednej, albo trzech, więc jak chcesz urwać jakąś wypowiedź, to po prostu dawaj trzy i nic więcej. Zdarzały się też przecinki w złych miejscach, ale przecinki to moja słaba strona, więc nie będę tego wytykać, bo jeszcze bym wprowadziła w błąd.
I nie przejmuj się, że ci tak błędy wytykam. Gdyby fik był beznadziejny, to w ogóle nie chciałoby mi się takiej szczegółowej opinii pisać, więc raczej traktuj to jako komplement:P
Zapisane
http://www.vampirciowo.pl/images/sexysimm.jpg[/img]
I powiadam wam, nie ma takiego słowa jak "fanfick".

Sarus

  • Gość
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #10 dnia: Czerwiec 24, 2011, 08:42:06 pm »

Podoba mi się to gadanie o czterowymiarowości człowieka. Jest dokładnie jak w Doctorze: nikt nie wie o co mu chodzi. I jeszcze to lunatykujące dzieciątko. Lubię takie rzeczy. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.
Zapisane

nikozamek

  • Gość
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #11 dnia: Czerwiec 29, 2011, 01:14:57 pm »

Super :). Podobają mi się takie historie. Powinno się zebrać wszystkie fanowskie opowieści o doctorze i w jedną książkę zebrać (mówię na serio).
Zapisane

DoctorRena

  • Oficer U.N.I.T
  • ***
  • Co mi zrobisz? +7/-1
  • Wiadomości: 198
    • Zobacz profil
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #12 dnia: Czerwiec 30, 2011, 06:35:51 pm »

Fajne opowiadanie. Podoba mi się to, że wszystko jest w nim wytłumaczone i wgl. Fragment o czterowymiarowości wymiata. A to jak ten chłopczyk mówi 150 czy jakaś podobna liczba, skojarzyło mi się ze strasznymi historiami, w których coś zabija i mówi 8.. kolejna ofiara 9 itd. Czekam na  ciąg dalszy.
Zapisane

godofmischief

  • Odwiedził Barcelonę z Dziesiątym
  • **
  • Co mi zrobisz? +68/-27
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 1687
  • misha u little shit
    • Zobacz profil
    • http://moonvelvet.deviantart.com/
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #13 dnia: Lipiec 03, 2011, 12:00:27 am »

Pierwszy polski DW fanfic jaki czytam :) genialny. Błędy nie są rażące, piękne gadanie Doctora, fabuła się interesująco rozwija, czekam na dalszy ciąg :D
« Ostatnia zmiana: Lipiec 03, 2011, 01:55:08 pm wysłana przez moonvelvet »
Zapisane


"And on the 8th day God created rock and roll!"

Astroni

  • Ten Który Przegadał Stworzenie z Midnight
  • **
  • Co mi zrobisz? +293/-75
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 1810
  • Óśmiech Ósmego
    • Zobacz profil
    • Profil Astroni800 na YouTube
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #14 dnia: Lipiec 03, 2011, 10:45:21 am »

Vampirciu, komentuj śmiało, ja potrzebuje twojej opinii!
Heh, kropki i myślniki - trzeba będzie wreszcie ogarnąć ten swoisty alfabet Morse'a... :D

Hehe, widzę, że moja miłość do gadania skomplikowanych rzeczy wreszcie przyciągnęła innych do czytania :)

Cytuj
Sarus napisał(a):
Jest dokładnie jak w Doctorze: nikt nie wie o co mu chodzi.

To było bezbłędne :roll

Dziękuję wszystkim za nowe komentarze, bardzo się cieszę, że odważyliście się (czy to dobre słowo?) dorzucić coś od siebie. Jak tylko wrócę z kilkudniowej wycieczki, zaraz dorzucę kolejną część ;)
Zapisane
DOKTOR

Elsen: Oh… Oh? Really? I… Bugger. Crap. I… Well, then uh… I believe that I’ll have to let you enter into the main gorges, then. But uhm… The regulations oppose it. Alright uh… I… I suppose this is a very special case, as stated in paragraph five.

The Judge: Sorry, but I fear I have to respond in the negative.

Yes, I am still OFF.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Strony: [1] 2 3 ... 9   Do góry