Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Nazwa użytkownika: Hasło:

Autor Wątek: Unternehmen Barbarossa  (Przeczytany 1671 razy)

GoodWolf

  • Raz Czy Drugi Widział Kosmitów
  • **
  • Co mi zrobisz? +10/-2
  • Wiadomości: 69
    • Zobacz profil
Unternehmen Barbarossa
« dnia: Sierpień 17, 2013, 02:29:06 pm »

No to mój drugi fanfick :) Pisałem na szybko, póki miałem wenę, więc pewnie będzie mnóstwo powtórzeń. :P Akcja dzieje się jakoś pomiędzy Nightmare in silver a The name of Doctor. Tym razem inspirowałem się pewną niemiecką legendą. A, i przepraszam za błędy, staram się poprawiać ;)


Turyngeńskie szczyty czerwieniły się krwawo w świetle zachodzącego słońca. Trójka postaci w futrzanych, białych kombinezonach maszerowała równo, ciężkimi krokami torując sobie drogę przez zamieć.
- Freundin Hilda, to chyba tu. - Głos dochodził z miejsca, gdzie stało kolejne osiem postaci, w takich samych kombinezonach.
Środkowa postać z naszej trójki odrzuciła kaptur kombinezonu. Ukazała się twarz atrakcyjnej kobiety, może około trzydziestki. Miała niebieskie oczy i jasno blond włosy, które wiatr rozwiewał na wszystkie strony. Wrażenie psuła szpila z trupią główką, przyczepiona do wysokiego kołnierza SS-owskiego munduru.
- Ładunki podłożone? - Rzuciła oschle.
- Ja wohl!
- Odpalać!
- To trochę nierozsądne, tak w górach... - Odezwał się młody żołnierz, jeden z tych którzy czekali na Hildę.
- Achh tak?
Wyjęła zza pasa Lugera i postrzeliła go w ramię.
- Odpalać.
Tym razem nikt się nie sprzeciwił. Potężny huk rozległ się zapewne na pół Austrii, a odłamki ściany skalnej, znajdującej się zaledwie o jakieś pięćdziesiąt metrów od Niemców, spadły w dolinę.
- Ruszać się!
Esesmani ostawili się w dwóch szeregach i z Hildą na przedzie ruszyli. W miejscu, gdzie przedtem znajdowała się ściany litej skały, teraz wyraźnie wyrysowywało się przez śnieżycę wejście do jaskini. Niemcy weszli do środka i oświetlając sobie drogę lampami naftowymi parli do przodu. Minęli dwie mniejsze groty i dotarli do trzeciej, największej. Znajdowała się ona niżej niż główny korytarz, a schodziło się do niej po czymś w rodzaju nieregularnych, naturalnych schodów, porośniętych mchem. Hilda stanęła u wejścia.
- A więc to tutaj. - Wyszeptała. Po czym dodała mocniejszym głosem: - O to ja, skromna córa Niemiec stoję w wrót grobu króla Rzeszy i Cesarza Rzymian! Powstań, o Fryderyko Barbarosso, powstań teraz, gdy nasi wrogowie są potężniejsi niż kiedykolwiek! Powstań i daj nam najwyższe miejsce w śród narodów świata!
Żołnierze stali za Hildą, unikając komentarzy, które zapewne źle by się skończyły. Z groty dobiegł jakiś dźwięk. Ciężkie, stalowe kroki.
- Nadchodzą! Rycerze w srebrnych zbrojach! - Krzyczała Hilda.
Kroki się zbliżały. Żołnierze odruchowo przygotowali broń.
- Zostaniecie ulepszeni. - Powiedział głos z ciemności.
- Tak! Stworzymy nową rasę! - Hilda wręcz wrzeszczała.
- Witajcie w Cyberiadzie.
Wrzaski Hildy przeszły w rozpaczliwy pisk. Żołnierze nie namyślając się długo i bynajmniej nie żałując swej przywódczyni, otworzyli ogień. Z przerażenia żołnierz trzymający lampę, rozbił ją. Ciemność rozświetlały jedynie ognie wystrzałów. Przez chwilę słychać było jeszcze kolejne serie ze Sturmgewehrów i strzały z mauserów. Jednak wraz z kolejnymi piskami cichła kanonada, aż w końcu nie pozostał już żaden esesman. Cyberiadę zasiliło jedenastu nowych Cybermanów.

**************

Koza leniwie pasła się na niewielkim, prostokątnym skrawku zieleni, otoczonym przez skały. Niedaleko raźno płynął strumyk. Koza odwróciła głowę, gdy usłyszała coś dziwnego. Whuum. Powoli zaczynały się wyrysowywać kontury brytyjskiej budki policyjnej z lat sześćdziesiątych. Koza przyglądała się ciekawie. Whuum, WHUUM. Koza skupnęła trochę zieleniny. Drzwi budki otwarły się i wyszedł z nich młody, niewiele ponad dziewięćsetletni Władca Czasu.
- Achh, te niemieckie przepaście i szczyty. - Westchnął.
- Fuuj, śmierdzi kozą. - Skwitowała Clara, która dopiero teraz pokazała się w drzwiach.
- Może zajdziemy do tej wioski? - Spytał Dotor wskazując coś w dolinie.
- Byłeś tu już kiedyś?
- W tym stuleciu? Nie.
- A w innym? - Clara postanowiła w końcu opuścić pokład TARDIS.
- W XII wieku byliśmy tu z Amy.
- Kim jest Amy?
- To moja teściowa.
- Twoja... co?
- To długa historia. Ale mamy czas. W końcu jestem Władcą Czasu. Wszystko przez to, że ożeniłem się z córką TARDIS, która była dzieckiem Amy i Rory'ego, któremu zdarzyło się kila razy umrzeć - tu wymownie spojrzał na Clarę - i przez dwa tysiące lat był kupą plastiku, zwaną Ostatnim Centurionem...
Dotarli w końcu do wioski. Szli powoli kamienną dróżkom, stanowiącą główną oś miejscowości. Sama wieś składała się z kilkunastu domków na krzyż, kościoła i szkoły. W oddali można było dostrzec ruiny średniowiecznej wieży strażniczej. Doctor nadal tłumaczył Clarze zawiłości linii czasowych River, kwestię ciszy i co z tym wszystkim wspólnego mają jacyś aniołowie.
- A więc zamknęliście Hitlera w szafie?
- Tak, strasznie się w niej tłukł.
- Trzeba było zostawić go na Księżycu, albo chodziarz na Marsie?
- Nie wolno nam zmieniać stałych punktów w historii. Po za tym miałbym go wpuścić na TARDIS?
Clara otwierała już usta, żeby coś odpowiedzieć, kiedy oboje usłyszeli szczęk zamka Mausera. Powoli odwrócili głowy. Za nimi stali dwaj żołnierze Wehrmahtu. Pierwszy z nich, mierzący swoim karabinem to w Doctora, to w Clarę jakby nie mógł się zdecydować, miał najwyżej 19 lat, drugi opierający się o swoją broń jak o laskę, miał lekko ponad 22 lata. Bystre oko Doctora błyskawicznie stwierdziło po stanie mundurów i nie tylko, że to jakaś tyłowa, ochotnicza jednostka.
- Widzisz, trzeba było go jednak wysłać od razu na Plutona.
Młodszy żołnierz był wyraźnie zdenerwowany.
- A więc brytyjscy szpiedzy? Zostaniecie rozstrzelani!
- Alfredzie, daj spokój. To tylko dezerter ze swoją angielską dziewczyną. Pewnie chciał uciec przed walką.
- Dezercja jest karana śmiercią. Rozstrzelajmy ich!
- Tak, ale dopiero w obozie. Przełożeni wyraźnie kazali nam sprowadzać do nich wszystkich jeńców i więźniów.

**************

Pokój przesłuchań był zimny i wilgotny. Po jednej stronie zniszczonego, sosnowego stołu siedział jakiś oficer, po drugiej Doctor.
- Jeszcze raz się pytam: szpiegujesz dla Herbaciarzy czy Jankesów?
- Nie jestem szpiegiem!
- Achh tak? Więc jesteś rodowitym Niemcem?
- Nie! Już mówiłem, pochodzę z Gallifrey.
- Z Irlandii! A więc jednak herbaciarze, tak?
- ...
- Ha, mam cię! Jeszcze dziś oboje zostaniecie rozstrzelani!
w tym momencie drzwi się otworzyły. Wszedł starszy oficer w nienagannym mundurze.
- Henrich, wstrzymaj nerwy. Pójdzie ze mną.
Prywatny pokój Hauptmana Oderberga nie był miejscem zachwycającym, wydawał się jednak ostoją luksusu w porównaniu z resztą obozu. Oderberg siedział na częściowo rozwalonym krześle, Doctor i Clara stali.
- Oddaliśmy wam wasze rzeczy, mimo że są w niezłym stanie. Nie wiem, skąd je wzięliście, ale dobre ubrania będą wam teraz potrzebne.
- Co czego? - Spytał Doctor.
- Nie przerywaj! - Oderberg chciał krzyknąć, nie chciał jednak ściągać do siebie "na ratunek" głupich żołnierzy, których potem przez pół godziny by się pozbywał. Ostatecznie skończyło się na podniesieniu głosu. - Widzicie, kilka dni temu w czasie tej zawiei zaginął oddział SS. - "Oddział idiotów", dodał w myślach. - Pewnie przysypał ich śnieg, ale dowództwo stwierdzi raczej, że grasuje u nas jakiś oddział polskich partyzantów, tudzież francuscy spadochroniarze. - "Widział ktoś kiedyś walczącego Francuza", pomyślał. - Musicie znaleźć ich ciała, to zapewnię  wam schronienie na czas wojny.
- Puścisz nas samych?
- Hahaha, świetny żart. Zgłupiałaś? Poślę z wami Henricha, niech was pilnuje. - "A sam chodziarz na chwilę się go pozbędę", pomyślał.
- Będziemy mieć przewagę 2:1.
- Ale tylko on dostanie broń. - Roześmiał się.

**************

Szli powoli przez górskie łąki, na których pasły się kozy. Gdzieniegdzie leżał jeszcze śnieg, ale ogólnie dominował zieleń trawy i szarość skał. Doctor i Clara szli przodem, blisko siebie, za nimi zaś maszerował Henrich. Rozmawiali szeptem.
- Nie podoba mi się to.
- Spokojnie, jak tylko ich znajdziemy, uciekniemy.
- Chcesz pomagać jakimś Nazistom?
- Każde ludzkie życie jest warte ratunku. Musicie przestać o sobie myśleć w kategoriach rasy, kolorów skóry, czy wyznania. To wasza słabość.
- Mówisz jak moja mama.
- To była mądra kobieta.
- Ejj tam, nie gadać i iść szybciej! - Henrich chciał jak najszybciej wrócić do w miarę ciepłych koszar.
Na otwartym powietrzu, mimo że była zima, było raczej letnio. Co kilkadziesiąt metrów spoglądał na podarowaną mu przez Oderberga mapę z trasą wyprawy zaginionych. Nie chciał przyznać, że błądzą w kółko. Nie umknęło to jednak uwagi Doctora, a chwilę później Clary.
- Może tak odwrócisz mapę? - Zaproponował Władca Czasu.
- Zamknij się, odwróć i idź w prawo!
Chwilę zajęło mu zrozumienie mapy.
- Idź w lewo.
- To w końcu w prawo czy w lewo? - Wtrąciła się Clara.
- W lewo. I Szybciej że.
Doctor z towarzyszką postanowili jednak mówić jeszcze ciszej. Zieleń łąk coraz bardziej ustępowała szarości kamieni. Do naszej Kozy dołączyły się jeszcze dwie i we trójkę pasły się przy niebieskiej budce policyjnej. Henrich nie zwracał uwagi.
- Może teraz uciekniemy? - Spytała Clara.
- Nie, musimy ich uratować.
- Sam słyszałeś co mówił ten Niemiec. Oni pewnie nie żyją.
- Nie, mam przeczucie. Musimy iść dalej.
- On ma broń. - Clara nie była uspokojona.
- A ja śrubokręt dźwiękowy. Nie przeszukali mnie. Pewnie dzięki temu Hauptmanowi. Walczyłem z Dalekami, poradzę sobie ze zmęczonym człowiekiem.
Henrich jakby na potwierdzenie tych słów przysiadł na omszonym kamieniu. Doctor wciąż uspokajał Clarę, kozy skubały trawę, znudzony orzeł przysiadł na półce skalnej jakieś sto metrów wyżej. Odleciał nagle, gdy dotarł do niego krzyk przerażenia. Doctor i Clara odwrócili się w mgnieniu oka. Niemca nie było.
- Gdzie on jest? - Spytała Clara.
- Nie wiem, ale to mi się nie podoba.
Doctor spojrzał na kamień, na którym teraz leżał już tylko karabin.
- Nawet nie zdążył strzelić. To do niego nie podobne.
Doctor wyciągnął swój śrubokręt. Poświecił trochę po kamieniu. Sprawdził wyniki analizy.
- Nie dobrze, bardzo niedobrze.
- Co to oznacza?
- Coś z czym już się spotkałaś.
- Co?
W tedy właśnie doszedł ich odgłos stali depcącej po kamieniu.
- O nie. - Clara błyskawicznie rozpoznała ten odgłos.
Doctor podniósł coś, co leżało na kamieniu. Cyberman wyłonił się zza pobliskiej skały.
- Przygotujcie się na ul... - Przerwał w pół zdania, kiedy złoty krążek wbił mu się w antenkę nad głową.
Cyberman padł powoli na kolana, a potem przewrócił się na ziemię.
- Świetny rzut. - Clara się uśmiechnęła.
- Niezły, nie? - Doctor spojrzał na krążek. - Kiedyś rzeczywiście robione je ze złota, dziś są tylko pozłacane.
- Ten cyberman wygląda trochę inaczej, niż te które widzieliśmy wcześniej.
- Oni dążą do ciągłego ulepszania. Przez tysiące lat historii powstały setki tysięcy modeli. Ten jest trochę wcześniejszy, niż tamte. Ale nadal nie odporny na złoto.

Szli pod górę, aż dotarli do jakiejś jaskini. Doctor prowadził, wskazując drogę dźwiękowym śrubokrętem. Władca Czasu usłyszał coś i przypadł do ściany, przyciskając do niej Clarę.
- Ejj
- Ciii
Z jaskini wyszło dwoje Cybermanów. Szli równym krokiem, trzymając w rękach niemiecką broń.
- Są i nasi zaginieni. Niektóre przyzwyczajenia z życia są tak silne, że podtrzymują się po ulepszeniu.
Doctor użył śrubokrętu, by sprawdzić, czy jaskinia jest już czysta. Potem weszli do środka. Ciemność rozświetlało im jedynie światło urządzenia Władcy Czasu. Dotarli do największej groty. Doctor wyciągnął rękę, by ją oświetlić.
- O nie.
Grota pełna była uśpionych Cybermanów.
- Co one robią? - Clara spytała szeptem.
- Śpią. Hibernują. Dlatego właśnie śrubokręt ich nie wykrył i wskazał jaskinię jako pustą. Ci, których spotkaliśmy byli jedynie strażą.
- Co teraz?
- Uciekamy.
Zaczęli się powoli wycofywać. Byli już przy wyjściu na zewnątrz, gdy drogę zagrodziło im dwoje strażników. Odwrócili się. Kolejna dwójka.
- No tak, z moim szczęściem trafiliśmy na zmianę warty.
- To oni muszą zmieniać warty?

Zaprowadzono ich do groty. W głębi, na podwyższeniu stał tron, oświetlany wiązką światła wpadającą przez lufcik w sklepieniu.
- Cyberlordzie, przebudź się.
Dopiero kiedy się poruszyła, można było dostrzec postać w kolorze zlewającym się ze srebrem.
- Rycerze Cyberiady, opuście Krąg. - Postać wydała rozkaz.
- Jesteśmy posłuszni.
Cybermani przeszli na drugą stronę okręgu otaczającego tron i stanęli wzdłuż jego obwodu.
- Kim jesteście? - spytał Cyberlord.
- Jestem Doctor, a to jest Clara. Ale pytanie brzmi: kim  ty jesteś? Co to jest Cyberlord? O co chodzi z tym tronem i rycerzami Cyberiady? I dlaczego hibernujecie w tej grocie?
- Jak śmiesz się tak odzywać?! Jam jest Fryderyk, cesarz rzymski! Klękajcie!
- O co tu chodzi? - Clara spytała Doctora.
- To Fryderyk Barbarossa, znałem go w średniowieczy.
- Jak to znałeś mnie?
- Achh, miałem w tedy inną twarz. Uratowałem cię przed robotami. Swoją drogą te roboty coś uczepiły się cesarzy. Wcześniej zaatakowały także Karola Wielkiego.
- A więc to ten sam Doctor, z którym piłem wino w Akwizgranie!
- Tfuu, nie cierpię wina.
Barbarossa zignorował tę uwagę.
- Doctorze, to ten sam Barbarossa, ten od wyprawy krzyżowej? - Clara spytała Doctora.
- Tak, ten sam. - Odpowiedział jednak cesarz. - Zostałem teleportowany na chwilę przed utopieniem. Przeszedłem ulepszenie do Cyberlorda. Cybermani których tu widzicie to Cyberwojownicy, Rycerze Cyberiady. Zostali stworzeni specjalnie do walki z ludźmi. Wzmocniono ich pancerze i dano im lepsze uzbrojenie, jednak kosztem mózgu. Wycięto wszystko, co nie jest potrzebne do sprawnego wykonywania rozkazów. Musiał jednak dowodzić nimi Cyberlord, który miał dość mózgu by analizować sytuację i wydawać rozkazy. Ich Cyberlord zginął, gdy ich statek rozbił się na Ziemi. Z jakiś względów wybrali mnie na jego następce.
- Wybrali ciebie, bo byłeś najinteligentniejszym człowiekiem w ich zasięgu. Ale przeliczyli się, ponieważ okazałeś się na tyle inteligenty, by dążyć do własnych celów? - Wyjaśnił Doctor.
- Zgadza się. Otrzymałem dostęp do ich wiedzy. Musiałem szybko wymyślić coś, by ich powstrzymać. Wpadłem na pewien pomysł. Cyberwojownicy mieli system hibernacji, który aktywował się gdy warunki zewnętrzne były niekorzystne. Mogli w ten sposób przetrwać termojądrowy nalot dywanowy i przebudzić się, gdy tylko zniknie promieniowanie. Użyłem wszystkich sił własnej woli, by przekonać ich, że na zewnątrz panuje istne piekło. Z resztek statku zbudowaliśmy tę grotę i tron. Wiedziałem, że nie długo zdołam ich zwodzić swoim umysłem. Kazałem zakryć wszystkie wejścia z nadzieją, że nikt nas nie odkopie. Zasnęliśmy. Wiesz jak to jest bronić świata przez setki, stojąc na krawędzi zniszczenia i osuwając się rok po roku coraz bliskiej przepaści?
- Tak właściwie to coś o tym wiem. - Odpowiedział Władca Czasu.
Barbarossa ponownie zignorował uwagę.
- Ale teraz wszystko się zmieniło. Otworzyliście wyjście, teraz wiedzą jak jest na zewnątrz. Budzą się. Wraz ich przebudzeniem tracę nad sobą kontrolę. Nie jestem już taki silny. Ale oni są wystarczająco silni by podbić cały świat. Na szczęście przewidziałem to i stworzyłem mechanizm awaryjny.
- Jaki mechanizm?
Cyberlord długo nie odpowiadał. Wyglądało to jakby toczył walkę z samym sobą. Docotr złapał towarzyszkę za rękę i powoli zaczął się cofać. Po chwili Barbarossa podniósł nieco głowę i mechanicznym ruchem skierował ją ku Władcy Czasu. Wiadomo było kto wygrał walkę.
- Zostaniecie ulepszeni. Witamy w Cyberiadzie. - Słowa Cyberlorda wydawały się w końcu dostosowane do jego funkci.
- Biegiem! - Doctor krzyknął.
Pociągnął Clarę za rękę i zaczęli z całych sił mknąć do wyjścia. Cybermani wydawali się być związani ostatnimi siłami dawnego cesarza, ale z chwilą gdy mijali ich podróżnicy w czasie odzyskiwali nad sobą kontrolę i przyłączali się do pościgu. Gallifreyańczyk i Ziemianka błyskawicznie dotarli do wyjścia z jaskini i lecieli wręcz w duł po stromej ścieżce. U wyjścia pojawili się Cybermani-Niemcy i zaczęli strzelać. Chwilę później dołączyli do nich Cyberwojownicy i otworzyli ogień z laserów w nadgarstkach. Podróżnicy dotarli do TARDIS i zatrzasnęli drzwi. Doctor zauważył, że jego muszka jest przypalona.
- Aaaa! - Krzyknął.
- Jesteś ranny? - Clara się odwróciła. - Bardzo śmieszne.
- To moja ulubiona muszka.
- Co teraz zrobimy?
- Pójdę do garderoby i poszukam nowej.
- W sprawie Cybermanów.
- A. Cyberlord mówił o jakimś mechanizmie.
- Jakim?
- Skąd mam wiedzieć. Chciał, żebyśmy to uruchomili, więc musi być na widoku. Bomba dźwiękowa? Awaryjny skok do wnętrza supernowej?
- ...
- Clara, myśl. Może chodzi o coś, co cały czas robił?
- Ale on tylko siedział i gadał.
- Jesteś genialna! - Uradowany Doctor doskoczył do konsoli.
- Chodzi o to, że gadał?
- Nie, skądże. O to, że siedział.
Niebieska budka policyjna zmaterializowała się po środku groty w ten sposób, że tron znalazł się wewnątrz niej.
- Ejj, nie wiedziałam, że tak można. - Zakrzyknęła Clara.
- Zostaniecie ulepszeni lub usunięci. - Odpowiedział Cyberlord.
Podniósł ramię i zgiął nadgarstek. Wysunęło się działko laserowe. Skierował je w stronę Chronarchy, jednak nic się nie stało.
- Twoja broń energetyczna nie działa na pokładzie TARDIS.
Cyberlord wstał, wysuwając z nadgarstka tym razem ostrze miecza. I w tym momencie grota zaczęła się trząść, a wejście zostało zasypane.
- Brawo, uruchomiłeś mechanizm awaryjny. Sam nie mógł bym tego zrobić.
Doctor wyjął spod konsolety urządzenie, wyglądające jak kawał rury PCV z przyczepionym jakimś ustrojstwem.
- Auf Wiedersehen!
Z urządzenia wyleciał strumień powietrza, który porwał Cyberlorda. Drzwi TARDIS otworzyły się same i dawny cesarz wyfrunął do walącej się groty. TARDIS zdematerializowała się w ostatniej chwili. Cybermani zostali przysypani tonami skały.

**************

Jakaś koza, być może prawnuczka naszej Kozy leniwie pasła się na tym samym, prostokątnym kawałku zieleni. Niedaleko zmaterializowała się ta sama TARDIS i wyszli z niej ten sam Doctor i ta sama Clara. Jedyną różnicą było to, że zamiast małej wioski w dolinie stało małe miasteczko.
Doctor wyszedł pierwszy.
- Achh, cóż za piękny poranek!
Za nim wyszła Clara.
- Doctorze, to to samo miejsce. I nadal śmierdzi kozą. - Narzekała Clara
- Meee! - Odgryzła się Koza.
- Ale nie widzieliśmy jeszcze tamtej wieży.
Szli przez chwilę w jej stronę.
- Właściwie to dlaczego nie przeniesiemy się po postu w czasy, gdy ona jeszcze stała?
- ...



Co o tym sądzicie?
Bo mam w planach skrobnąć coś o Wojnach Czasu, ale jak to się nie spodoba to sobie daruję.
« Ostatnia zmiana: Sierpień 17, 2013, 05:50:45 pm wysłana przez Capitano Lommasi »
Zapisane