Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Nazwa użytkownika: Hasło:

Autor Wątek: [Doctor&Rory] Z prochu powstałeś...  (Przeczytany 3473 razy)

ReMake

  • Raz Czy Drugi Widział Kosmitów
  • **
  • Co mi zrobisz? +20/-11
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 98
  • Tak naprawdę widziałem kosmitów 3 razy..
    • Zobacz profil
    • YouTube
[Doctor&Rory] Z prochu powstałeś...
« dnia: Maj 28, 2013, 04:52:13 pm »

Cóż.. Coś tam ostatnimi czasy naskrobałem po dłuższej przerwie i chciałbym się z Wami podzielić. Mam nadzieję, że nie wyłączycie przeglądarki po pierwszym akapicie.. I tytuł jest taki roboczy - nic innego nie wpadło mi na myśl. Jeśli cykl się spodoba mam zamiar go kontynuować, jak nie - zgrabnie zakończyć.
Doctor jedenasty
Historia osadzona
powiedzmy pomiędzy ostatnimi odcinkami szóstej serii.

Część I - Kaczka
-Czy sądzisz, że to naprawdę rozsądne? – zapytał Rory zatrzaskując za sobą drzwi TARDIS.
-Tak, jak najbardziej. – opowiedział radośnie Doctor przełączając różnokolorowe dźwignie i naciskając guziki o nieregularnych kształtach.
-Eee.. Nie wiem czy Amy powinna przebywać  w Międzygwiezdnym Szpitalu Chorób Zakaźnych. Jeszcze złapie jakąś księżycową cholerę albo inne dziadostwo. – chłopak oparł się o niebieskie drzwi plecami.
-Nie powinieneś się o to martwić. Przyda się tam. Poza tym mają jeden z najlepszych systemów BHP w całej galaktyce. – przekonywał Doctor szczerząc się do monitora konsoli.
-Ale nie najlepszy. Wracam po nią. – Rory sięgnął do klamki, jednak w tym samym czasie rozległ się głośny trzask i znajomy dźwięk. Uiiiii…Uiiiiii…Uiiiiii..
-Za późno. – Doctor opierał się o jedną z większych dźwigni – Wyruszyliśmy! Będzie fajnie tatku! – zakręcił się parę razy wokół konsoli i oparł się o poręcze wlepiając wzrok w pielęgniarza.
-Chyba umówiliśmy się, żebyś mnie tak nie nazywał?
-Racja. Fakt. Zapomniałem. – wzrok Władcy Czasu krążył po pomieszczeniu. Zatrzymał się na konsoli statku. Doctor klasnął w dłonie i spojrzał na swojego tatę z charakterystycznym dla niego uśmieszkiem. Rory przewrócił oczami.
-To dokąd lecimy?
-Port Ferokryptogariański! Świetne miejsce do męskich wypadów. Mają tam cudne drinki. – odpowiedział Doctor wklepując coś na urządzeniu przypominającym maszynę do pisania. W pewnym momencie przerwał a jego spojrzenie powędrowało na wchodzącego po schodach Roryego.
-Zatrzymaj się! – nakazał – Słyszysz to? – oboje nadstawili uszu. W rzeczy samej. W pomieszczeniu TARDIS usłyszeć można było pewien dźwięk. Niespotykany dotychczas w tej części statku.
-Czy to..? – zaczął pielęgniarz.
-Ćsiićsićsiiii…! – uciszył go podróżnik wsłuchując się w odgłos kwakania kaczki. – Kaczka?! Na mojej TARDIS?! – wyprostował się złowieszczo. Obszedł konsolę dookoła szukając źródła dźwięku. Spojrzał na lewą stronę konsoli. Zamieszczona tam była dźwignia, do której doczepiona była gumowa kaczka nieprzerywająca kwakania.
-Od kiedy na moim statku dźwignie mają kształt kaczek? – zgorszył się Doctor zaciskając piąstki – To takie… Ziemskie. – zdjął kaczkę z drążka i wyrzucił ją za siebie. Poprawił marynarkę po czym gwałtownie podniósł wzrok na sklepienie pomieszczenia.
-Ziemskie.. – powtórzył – Centurionie! – powiedział z powagą – Radzę natychmiast Ci się czegoś złapać!
Potężne szarpnięcie statkiem wyrzuciło Doctora pod sufit, Rory trzymający się kurczowo barierki pozostawał cały czas w prawidłowej orientacji względem podłogi. Po paru mocniejszych wstrząsach turbulencje się skończyły. Przestraszony pielęgniarz podniósł się z trzęsącymi nogami głęboko oddychając.
-Doctorze..! – wyjęczał. Obcy w tweedowej marynarce czołgał się po schodach do konsoli.
-Jestem. Ehhhh… Cały? – zapytał sam siebie – Ręce sztuk dwie, głowa sztuk jeden, nogi sztuk dwie, tułów – mówił obmacując kolejne części ciała – I włosy! – złapał się za głowę – Taaak. Moje śliczne gęste włosy. – w pewnym momencie przestał się czochrać i zerwał się na równe nogi.
-Co to było? – zapytał wpół przytomny Rory.
-Jakaś potężna siła przyciągnęła tutaj moją TARDIS.
-Tutaj? – wyjęczał chłopak
-Na Ziemię. Kaczka. Ziemska kaczka – system ostrzegania przed dotarciem na ziemię. Czemu nie przypomniałem sobie tego wcześniej?! – pacnął się otwartą dłonią w czoło – Zapiąłbym pasy! – Doctor chwycił się pod boki po czym odrzekł – Dobrze więc! Sprawdźmy gdzie jesteśmy! – poprawiając marynarkę ruszył w stronę niebieskich drzwi.
***

Część II - 'Ten model jest już zajęty..'
Władca Czasu ostrożnie nacisnął klamkę i wyślizgnął się na zewnątrz. Pozostały w środku Rory cały czas jeszcze dochodził do siebie. Chwycił się za głowę i wziął parę głębokich wdechów.
-Doctorze? – zawołał jednak nie usłyszał odpowiedzi – Doctorze?! – skierował swój wzrok w stronę niedomkniętych drzwi. Westchnął ciężko, zeskoczył ze schodów i otworzył drzwi szeroko wychodząc na zewnątrz.
-Czemu nigdy nie opodwia… - zamarł w pół słowa. Stał obok Doctora. Doctor stał przed TARDIS. TARDIS była otoczona przez grono przebierających się cheerleaderek. Doctor poprawił muszkę.  Przez chwilę panowała grobowa cisza. Rory przerwał ją szepcząc do Doctora:
-Czy wylądowaliśmy w środku…
-Tak! Kobiecej szatni! – przerwał mu Doctor i natychmiast zawrócił do TARDIS zamykając za sobą drzwi. Przeszedł parę kroków i po raz kolejny uderzył się otwartą dłonią w czoło. Otworzył drzwi budki i pociągnął za sobą Roryego. Za nimi rozległy się głośne piski przerażenia.
-Przecież ty masz żonę! – powiedział przez zęby i zatrzasnął za sobą drzwi.
-Ty też.. – odburknął pielęgniarz. Władca Czasu puścił tę uwagę mimo uszu.
-Przeparkujmy to cudo. – odparł i pokręcił szarym kółkiem wklepując słowa na sąsiedniej klawiaturze.
Uiii…Uiiiiii…Uiiiii…
-Powinno być bezpiecznie. – mruknął Doctor i radośnie podbiegł do drzwi. Rory podążył tuż za nim. Wszyli na zewnątrz. Znajdowali się w długim korytarzu, który po obu stronach ustawione miał rzędy niebieskich szafek.
-Idealnie się wkomponuje. – uśmiechnął się Drapieżnik i wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki soniczny śrubokręt. Wycelował w statek i zaczął przy nim majstrować. Rory oparł się o jedną z szafek.
-Specjalnie tam wylądowałeś?
-Nie. – odparł Doctor wpatrując się w śrubokręt – Gdy wylecieliśmy poza Wszechświat TARDIS  przybrała ludzką formę i chce to zrobić znów. – mówił okrążając statek celując w niego śrubokrętem – Szuka odpowiedniego „modelu” dla mnie. Tylko, że tamte byłe już.. Zajęte.
-I tylko po to nas tu ściągnęła? – niedowierzał Centurion.
-Oczywiście że nie! – Władca Czasu z niedowierzaniem spojrzał na swojego towarzysza – Ona nigdy nie ściąga mnie w różnie miejsca bez powodu! – uśmiechnął się  - Skończone! Skalibrowałem pole widzialności i obwód tykalności. Teraz nikt oprócz nas nie może go zobaczyć ani dotknąć. Ludzie będą jak gdyby nigdy nic przechodzili przez niebieską budkę. – Doctor zacierał ręce. – Dawno tego nie używałem. – zaśmiał się. Rory uśmiechnął się i podszedł bliżej budki:
-To co robimy? – zapytał
-Szukamy problemu! – odpowiedział Doctor rozkładając soniczny śrubokręt.
***
C.D.N.
« Ostatnia zmiana: Maj 30, 2013, 10:50:51 pm wysłana przez ReMake »
Zapisane
'We don't walk away!'

Who is Missyng?

Geronimo!

  • Wysłał(a) Wir Czasu z Rose.
  • *
  • Co mi zrobisz? +74/-25
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 793
  • Basically... Run!
    • Zobacz profil
Odp: [Doctor&Rory] Męski wypad
« Odpowiedź #1 dnia: Maj 28, 2013, 06:31:27 pm »

Powiem Ci, że ciekawie się czyta. 11 jest tak dobrze opisany, jego ruchy i wszystko, że czytając wyobrażam sobie Matta i Arthura naprawdę. Widzę to jakby to był prawdziwy odcinek. Nawet gdy czytam, to czytam ich głosami (pewnie rozumiecie o co mi chodzi xD) Czekam na ciąg dalszy, ale tytuł serio jakiś taki no... nijaki ;)
Zapisane

Dagu, Dark Lord of All

  • Wysłał(a) Wir Czasu z Rose.
  • *
  • Co mi zrobisz? +103/-110
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 687
  • Hungry like the wolf.
    • Zobacz profil
    • Blogasek.
Odp: [Doctor&Rory] Męski wypad
« Odpowiedź #2 dnia: Maj 28, 2013, 06:35:30 pm »

Często o tym myślałam. To znaczy jak fajne byłyby przygody Doktora tylko z Rorym i bez jego latawicy :P Bo byłyby. To widać po tym fiku.
Stanowczo żądam kontynuacji!
Zapisane
WHOOOO AAAAMMM IIII?!?

Nawet świnka potrafi wejść na drzewo kiedy jest chwalona.

ReMake

  • Raz Czy Drugi Widział Kosmitów
  • **
  • Co mi zrobisz? +20/-11
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 98
  • Tak naprawdę widziałem kosmitów 3 razy..
    • Zobacz profil
    • YouTube
Odp: [Doctor&Rory] Z prochu powstałeś...
« Odpowiedź #3 dnia: Maj 29, 2013, 10:43:58 pm »

Widzę, że początek nie spotkał się z wielką dozą dezaprobaty tak więc kontynuuję wątek. Co do poprawek to wykreśliłem 'tatę' i 'drapieżnika' więc może będzie się lepiej :P Zatem mam nadzieję, że się nie zawiedziecie - bo mam nadzieję, że na jutro gotowy mieć będę kolejny 'odcinek'.
Geronimo!

Część III  - Czas się rozejść
Doctor przechadzał się w pobliżu niebieskiej budki skanując pobliskie szafki. Najpierw górne, potem dolne. Następnie przechadzał się kawałek dalej i wykonywał identyczną czynność. Rory oparł się o jedną z szafek i krzyżując ręce na piersi rozglądał się po korytarzu szukając czegoś co przykułoby jego uwagę.
-Czy jest sens szukania czegokolwiek w tych szafkach? – zapytał w końcu – Najgroźniejsze co możesz w nich znaleźć to chyba tylko spleśniałe kanapki. – wzruszył ramionami. Doctor uchylony przy jednej szafce odwrócił głowę w stronę pielęgniarza.
-W takim razie chyba nie słyszałeś o księżycowej odmianie pleśni. Potrafi przeżreć się przez tytanowe płytki jak przez masło.. – Rory przewrócił oczami, schował ręce do kieszeni i zaczął przystępować z nogi na nogę.
-W każdym razie tu jest coś ciekawego. – dokończył Doctor przykuwając tym samym uwagę Roryego. Ten żwawym krokiem natychmiast podszedł do wyprostowanego już Doctora.
-Co jest w tej szafce takiego niesamowitego? – spytał chłopak. Na te słowa Władca Czasu wycelował śrubokrętem w zamek otwierając go. Szafka lekko się uchyliła. Rory kucnął i chwycił dłonią brzeg metalowych drzwiczek odchylając je.
-Przecież tu nic nie ma! – oburzył się.
-No właśnie! – odpowiedział Doctor wskazując na niego palcem – Powiedz mi czyje to są szafki?
-Uczniów.
-A dokładnie klasy pierwszej „e”. – sprostował Doctor pocierając dłonią o dłoń kierując wzrok na tabliczkę nad szafkami – Pierwszej klasy podstawówki.
-I co z tego, że jest pusta? – próbował zrozumieć Rory, dla którego szafka z niczym w środku nie była czymś wielce nadzwyczajnym.
-To z tego, że to pierwsza klasa podstawówki. – zaczął Doctor – Podstawówki. Śpiewanie, gry, zabawy, kolorowanki. – przyspieszał – A w tej szafce w przeciwieństwie do pozostałych nie ma śladu kredek, piłek, zeszytów ani niczego innego! – wziął głęboki oddech. Rory zdumiony zachowaniem Doctora stał jak wryty czekając na kolejne wyjaśnienia, które nie nadeszły. Chłopak podrapał się po potylicy i spytał:
-To co robimy teraz? – Doctor nawet się na niego nie spojrzał. Wzrok utkwiony miał w biegnącym przed nimi korytarzu wydającym się nie mieć końca.
-Ruszamy! – odpowiedział sucho i podążył przed siebie sztywnym krokiem i z zaciśniętymi pięściami. Szedł na tyle szybko, że Rory musiał co chwilę podbiegać by go dogonić.
-Czy to coś poważnego? – spytał
-Nie wiem.. – w głosie Władcy Czasu wyraźnie słychać było nutkę niepokoju. Chłopak słysząc tę odpowiedź starał się utrzymać tępa Doctorowi.
Po chwili doszli do pierwszego zarejestrowanego przez nich skrzyżowania. Doctor i Rory zatrzymali się na samym jego środku. Prawie, że równo spojrzeli w prawo a następnie w lewo. Po obu stronach zbudowane były identyczne schody. Władca Czasu potarł ręką czoło, zaśmiał się jakby z własnego dowcipu, odwrócił się do Roryego i powiedział wesoło:
-Czas się rozdzielić! – wyciągnął soniczny śrubokręt i szybko przeskanował obie drogi. Popatrzył chwilę na jego zielone światełko i wydał werdykt: - Idziesz w lewo, ja w prawo! – wskazał palcem na chłopaka – Lewo! – powoli odwrócił palec w swoją stronę – Prawo. Lewo. Prawo. – powtórzył gest parokrotnie i skręcił w lewą odnogę zostawiając Roryego na środku korytarza. Szybko jednak  zrozumiał swoją pomyłkę i bez słowa skierował się w przeciwną stronę.
-Doctorze! – zawołał za  nim Rory – Jak się później znajdziemy?
-Fakt. – zgodził się Doctor sięgając do prawej kieszeni marynarki. Wyciągnął z niej krótkofalówkę i rzucił ją pielęgniarzowi. – Skontaktuję się Tobą! – zawołał jeszcze i zniknął za jedenastym stopniem. Rory podrzucił parę razy urządzenie i przytroczył je sobie do paska. Podszedł do schodów i pokonując co drugi stopień wszedł poziom wyżej.
***
C.D.N.
« Ostatnia zmiana: Maj 30, 2013, 10:52:47 pm wysłana przez ReMake »
Zapisane
'We don't walk away!'

Who is Missyng?

Adrianna

  • Konserwator K-9
  • *
  • Co mi zrobisz? +53/-15
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 1139
  • poczuj magię matematyki
    • Zobacz profil
    • Czarne Maki
Odp: [Doctor&Rory] Męski wypad
« Odpowiedź #4 dnia: Maj 30, 2013, 10:24:58 am »

Fajnie, fajnie... :)
Zapisane

ReMake

  • Raz Czy Drugi Widział Kosmitów
  • **
  • Co mi zrobisz? +20/-11
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 98
  • Tak naprawdę widziałem kosmitów 3 razy..
    • Zobacz profil
    • YouTube
Odp: [Doctor&Rory] Męski wypad
« Odpowiedź #5 dnia: Maj 30, 2013, 10:43:48 pm »

Kontynuacja. Dzisiaj powoli zaczynając rozkręcać wątek zamieszczam 'odcinek' z samym Rorym. Wiem, że trochę krótkie te części ale na przyszłość postaram się je powydłużać albo wstawiać kilka na raz (ale w dłuższych odstępach czasu).
Geronimo!
PS - zmieniłem tytuł na bardziej adekwatny do rozwijanego przeze mnie wątku. Wkrótce nabierze on sensu.


Część IV - Centurion w ciemnościach
Korytarz na piętrze wyglądał prawie identycznie jak poprzedni. Przy ścianach nie stały jednak szafki lecz co około piętnaście metrów ustawione były drewniane drzwi. Rory ostrożnie stawiał kroki pomiędzy kolejne płytki. Na korytarzu nie działo się nic nadzwyczajnego a jednak chłopak miał wrażenie, że coś tu jest nie w porządku. Dopiero gdy doszedł do pierwszych drzwi zauważył, że każde miały niewielką szybkę przez którą można było spojrzeć na to co dzieje się w sali. By cokolwiek dostrzec Rory musiał stanąć na palcach. Oparł nos o centymetrowe wgłębienie i ogarnął wzrokiem salę. Była pusta. Po cichu podszedł do kolejnych drzwi i również zajrzał do pomieszczenia. I w tym nie było nikogo. Zdenerwowany podbiegł do kolejnych drzwi i do kolejnych i do jeszcze następnych. W żadnej sali nie było żywej duszy.  Z niepokojem Rory chodził w kółko na środku korytarza drapiąc się po głowie. Nagle zapadła ciemność. Światła na całym korytarzu zgasły. Teraz Rory był już kompletnie przerażony. Odczepił od paska krótkofalówkę i przytrzymując przycisk rozmowy szepnął:
-Doctorze. Doctorze! Wszędzie zgasło światło.
-Taak, wiem! Pracuję nad tym. – przestraszył go głośny i wesoły głos podróżnika – Znalazłem bezpieczniki i chyba się trochę zagalopowałem  z regulacją promieniowania. – tłumaczył głos. – Rory przewrócił oczami i sięgnął ręką do kieszeni bluzy. Wyjął z niej latarkę. Zapalił ją celując w głąb korytarza i powiedział do Doctora przyciszonym głosem:
-Czy w salach nie powinny odbywać się teraz lekcje?
-Powinny. Jest przecież ee… - zawahał się Doctor  - Środa. W środę wszystkie dzieciaki są w szkołach.
-Ale te sale są puste.  – odpowiedział Rory. Przez krótką chwilę nikt mu nie odpowiedział.
-Zaraz.. Powinno.. Pojawić się.. Światło.. – głos z krótkofalówki, przerywający co słowo wyraźnie wykonywał jakąś pracę fizyczną.  – Jeszcze.. Chwila! – na korytarzu rozległ się donośny huk i światła kolejno zaczęły się świecić odganiając ciemność. W tym samym momencie na całą szkołę rozległ się dzwonek. Wszystkie drzwi się pootwierały i wypuściły tabun biegnących na schody dzieciaków. Zaskoczony Rory upuścił świecącą latarkę na podłogę.
-Ups. – odezwał się głos z krótkofalówki – Hałasu nie miałem w planie.
Gdy ostatnie dzieciaki wybiegały z klas powychodziły za nimi średniego wzrostu kobiety, każda w innym, codziennym współczesnym stroju. Najbliżej stojąca obok chłopaka pomachała do ostatniego ucznia i odwróciła się w stronę Roryego.
-Dzień dobry. Mogę w czymś pomóc?
***
C.D.N.
« Ostatnia zmiana: Maj 30, 2013, 10:52:05 pm wysłana przez ReMake »
Zapisane
'We don't walk away!'

Who is Missyng?

Ansien

  • Mieszkaniec Cardiff
  • **
  • Co mi zrobisz? +10/-0
  • Wiadomości: 35
    • Zobacz profil
Odp: [Doctor&Rory] Z prochu powstałeś...
« Odpowiedź #6 dnia: Maj 31, 2013, 11:01:10 am »

Podoba mi się to, fajnie się czyta :) czekam na kolejne części ;)
Zapisane

ReMake

  • Raz Czy Drugi Widział Kosmitów
  • **
  • Co mi zrobisz? +20/-11
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 98
  • Tak naprawdę widziałem kosmitów 3 razy..
    • Zobacz profil
    • YouTube
Odp: [Doctor&Rory] Z prochu powstałeś...
« Odpowiedź #7 dnia: Sierpień 05, 2013, 01:24:07 am »

Wiem, że dużo czasu minęło ale w zamian zapodaję soczystym jeśli chodzi o wielkość fragmentem i moim słowem, że niewiele do końca już zostało. Spora część opowiadania wyleguje się na moim dysku, ale nie chcę wrzucać wszystkiego naraz - wolę dawkować i poprawiać ewentualne błędy. Tak więc przyjemnej lektury i mam nadzieję, że się spodoba. :) Wszelkie błędy i uwagi proszę zgłaszać bezzwłocznie, będę je poprawiał z dedykacją. :P

Część V - Trzy-czte-ry
Doctor z niebywałą lekkością wskoczył po schodach i wykonał pełny obrót na pięcie. Przed nim rozciągał się identyczny korytarz z którego wyszedł, z tą różnicą, że zamiast szafek co kilkanaście metrów w ścianę zamontowane były drzwi. Ruszył przed siebie środkiem korytarza, nieuważnie zaglądając w okienka drzwi. Gdy już stwierdził, że nie ma na czym zatrzymać swojego wzroku przed sobą ujrzał koniec korytarza. Na ścianie zamontowana była jednak czerwona pokrywa z ikoną pioruna. Doctor uśmiechnął się, wyjął soniczny śrubokręt i celując w klapę podbiegł do tajemniczych drzwiczek. Gdy już tam dotarł spostrzegł, że zamknięte były na niewielką kłódeczkę. Jedynie parę sekund zajęło Władcy Czasu dostrojenie fal  śrubokrętu tak by otworzyły nieskomplikowane ludzkie zabezpieczenie przed intruzami. Palcem wskazującym lewej ręki Doctor rozchylił tajemniczą klapę i jego ciekawskim oczom ukazało się parę szeregów kabli i ciemnoszary, odłączany panel.  Podróżnik przykucnął wgłębieniu i mamrotał pod nosem coś o bałaganie. Schowawszy śrubokręt chwycił prawą ręką panel i odczepił go od uchwytu. Na tabliczce widniały trzydzieści cztery przyciski z alfabetem oraz cyframi od 0 do 9. Doctor poobracał parę razy urządzenie w rękach i na chybił trafił wcisnął na klawiaturze kombinację 117F. Na drugim końcu korytarza z hukiem zgasła lampa. Doctor zaskoczony obrócił się upuszczając przy tym urządzenie, które spadając odczepiło się od kabla. Podróżnik przeklął w duchu swoją nieuwagę, podniósł urządzenie i przyjrzał się wejściu na wtyczki. Ponownie wyciągnął śrubokręt i zeskanował po kolei urządzenie i kable we wnęce. Podłączył urządzenie pod domyślny kabelek i wcisnął jedynie literkę F. Na korytarzu zapadła całkowita ciemność.  Doctor ponownie nacisnął literkę F i światło natychmiast zaświeciło. Odłączył kabelek od urządzenia i wolną ręką wyciągnął z wnęki zwitek czerwonych kabli i odnalazłszy jego koniec wetknął go do urządzenia. Wyciągnął śrubokręt, podniósł go w górę i odczytał z niego jakieś parametry.  „Aha” mruknął i wystukał na klawiaturze: F114ALFA. Ponownie podniósł śrubokręt nad siebie i wpatrywał się w niego oczekując jakiejś zmiany. W tym momencie odezwała się jego krótkofalówka:
-Doctorze. Doctorze! Wszędzie zgasło światło. – usłyszał głos Roryego. Wygrzebał urządzenie z kieszeni.
-Taak, wiem! – skłamał, udając, że się dobrze bawi  - Pracuję nad tym. Znalazłem bezpieczniki i chyba się trochę zagalopowałem  z regulacją promieniowania. – zakończył szczerze.
-Czy w salach nie powinny odbywać się teraz lekcje?  - kontynuował Rory
-Powinny. Jest przecież ee… - Doctor podciągnął rękaw marynarki i spojrzał na zegarek  - Środa. W środę wszystkie dzieciaki są w szkołach.
-Ale te sale są puste.  – odparł Rory. Władca Czasu przygryzł wargi i zaczął stukać w klawiaturę.
-Zaraz.. Powinno.. Pojawić się.. Światło.. – odpowiedział w końcu – Jeszcze.. Chwila… - wydyszał stukając  w klawisze coraz szybciej i szybciej.  Z krótkofalówki dało się słyszeć znajomy huk włączanych świateł. Sekundę po nim rozległ się głośny dzwonek szkolny.
-Ups.. – rzekł Doctor do krótkofalówki – Hałasu nie miałem w planie. – i upchnąwszy niechlujnie kable zamknął pospiesznie czerwone drzwiczki a panel schował do wewnętrznej kieszeni marynarki. Wyciągając śrubokręt zwrócił się w stronę korytarza szukając źródła dźwięku. „Oho” mruknął gdy nie znalazł żadnego dzwonka czy głośnika. Wycelował soniczne urządzenie przed siebie i rozpoczął skan.
-Dźwięk dochodzi z.. – mówił sam do siebie – powietrza.. – przyglądnął się urządzeniu jeszcze raz po czym podrapał się nim po głowie.
Nagle otworzyły się jedne z drzwi. Z przestrachu Doctor skierował w nie śrubokręt. Gdy kąt pomiędzy ścianą a drzwiami wynosił już dziewięćdziesiąt stopni otworzyły się kolejne drzwi tym razem po drugiej stronie, a po nich następne.  Podróżnik mierzył na przemian w troje drzwi i dopiero po chwili zrozumiał bezsensowność swojego czynu i opuścił urządzenie. Zza drzwi wybiegło stadko dzieciaków. Z każdych inaczej ubrane. Najbardziej oddalone drzwi wypuściły gromadkę chłopców i dziewczynek ubranych w jednakowe jasnoniebieskie jednoczęściowe stroje. Na nogach wszystkie dzieci miały jednakowe jasnoczerwone adidasy a w rękach trzymały jednakowe zielone teczki. Za nimi, powoli wyjechał robot na jednym kółku. Owalna głowa z dwiema antenkami na miejscu uszu utrzymywała się na równie owalnym „tułowiu” , z którego wychodziły dwa szczypce na rozwijanym, grubym drucie.
 W tym samym momencie ze środkowych drzwi wybiegła tak samo liczna gromadka. Ta jednak ubrana była współcześnie stroje. Chłopcy i – rzadziej, dziewczynki ubrani byli w spodnie dżinsowe albo moro spodnie i bluzy z kapturami. Wszystkie biegły z plecakami zawieszonymi na obydwu ramionach. Na końcu spokojnym krokiem stukając pantofelkami wyszła młoda kobieta ubrana w dżinsowe spodnie, białą koszulkę Beatlesów z założoną na nią niebieską marynarką. Blond włosy miała związane w kucyk opadający na niedługą szyję, a w bladej dłoni trzymała zielony zeszyt w formacie A4.
Z najbliższych drzwi nie wybiegły dzieciaki. One równo z niej wyszły. Parami chłopiec-dziewczynka, trzymając w rękach czarne teczki wyszli ubrani w jednakowe marynarskie stroje. Z tą różnicą, że chłopcy założone mieli spodnie za kolana, a dziewczynki spódnice o takiej samej długości.  Dziewczynki z dłuższymi włosami miały  kokardką związane włosy, wstążką o karmazynowym kolorze. Za nimi dostojnym krokiem wyszła opiekunka ubrana w brązową suknię sunącą za nią po podłodze. Przepasana była szeroką wstęgą o jasnym odcieniu brązu, zawiązaną w kokardę. Była brunetką włosy miała związane w staranny kok. Pomachała do swoich podopiecznych i odwróciła się w stronę Doctora. To samo poczyniły dwie pozostałe opiekunki.
-Mogę w czymś pomóc? – zapytała stojąca najbliżej kobieta. Władca Czasu podniósł się na palcach i opadł. Czynność powtórzył parokrotnie.
Spojrzał w podłogę i zorientował się, że cały czas trzymał w dłoni śrubokręt. Szybkim ruchem podniósł go na wysokość głowy i zaczął celować w opiekunki.
-Tak! – powiedział głośno – Ustawcie się wszystkie w rządku. Natychmiast! – każda z postaci zareagowała inaczej. Staromodnie ubrana kobieta złożyła ręce jak do modlitwy i małymi kroczkami jakimi pozwalała jej suknia, podeszła metr do przodu. Młoda blondynka wypuściła z rąk zeszyt, podniosła dłonie do poziomu ramion i szybkim krokiem podeszła i stanęła obok pierwszej. Robot tylko schował „ręce” do otworów, ale nie ruszył się ani na centymetr.
-Nie próbuj żadnych skanów! – powiedział  stanowczo Doctor – Wszelkie próby zakłócenia fal tego dymorfizująco-sonicznego miecza świetlnego skutkują powstaniem supernowej! –Doctor zaskoczony własnym słowotwórstwem celował pomiędzy dwie wystające antenki. Robot posłusznie podjechał do wyimaginowanej linii tworzonej czubkami butów poprzednich pań.
-A teraz na „-ry” powiecie mi, który mamy rok! – nakazał Podróżnik – Trzy-czte-ry! – wyliczył.
„Tysią-ty-dziesty” usłyszał czym jedynie potwierdził to czego się obawiał.
-Doctorze? Chyba mam problem.. – odezwał się głos z krótkofalówki. Ten spojrzał się niby na swoją kieszeń odrywając na moment wzrok od nauczycielek. Gdy tylko jego oczy znów zwróciły się w ich stronę odsuwały się one od Doctora małymi kroczkami i posunięciami.
-Doctor. – powiedziały chórem i natychmiast rozbiły się niczym w atomy. Władca czasu natychmiast podbiegł do miejsca, w którym wcześniej stały i przeskanował jego okolice.
-Nic.. – powiedział do siebie – Ani śladu.. – wyciągnął krótkofalówkę i przycisnął ją do ust naciskając przycisk do komunikacji – Rory Williamsie! Do TARDIS! Natychmiast! – ze śrubokrętem w jednej i krótkofalówką w drugiej ręce biegiem ruszył w głąb korytarza marszcząc brwi i zaciskając zęby.
***
C.D.N.
Dodatkowe entery - wolf-in-the-tardis
« Ostatnia zmiana: Sierpień 05, 2013, 10:41:20 am wysłana przez ReMake »
Zapisane
'We don't walk away!'

Who is Missyng?

ReMake

  • Raz Czy Drugi Widział Kosmitów
  • **
  • Co mi zrobisz? +20/-11
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 98
  • Tak naprawdę widziałem kosmitów 3 razy..
    • Zobacz profil
    • YouTube
Odp: [Doctor&Rory] Z prochu powstałeś...
« Odpowiedź #8 dnia: Sierpień 09, 2013, 07:52:12 pm »

Jak się okazało entry nie szkodzą opowiadaniu, a przy dodatkowej dawce czuje się ono lepiej niż zwykle. :)
Część VI - Z ciemności
Na korytarzu było ciemno i chłodno. Rory Williams próbował ogrzać się pocierając dłonią o dłoń. Chuchnął. Z jego ust wydobyła się chmurka pary. Patrzył się w ciemną otchłań korytarza mając nadzieję, że nic nadzwyczajnego nie wyskoczy na niego z ciemności. Jednak im dłużej kierował w nią wzrok tym większe miał wrażenie, że ciemność go pochłania, woła do siebie jak żywa istota. Próbował odpędzić to wrażenie odwracając wzrok na boki, lub patrząc za siebie. Lecz tam również czaiła się gęsta ciemność kryjąca nieznane. Chłopak oparł się o bok TARDIS i ciężko westchnął wypuszczając z ust kolejną porcję pary.
Bał się.
Skontaktował się z Doctorem zaraz po tym jak tajemnicza kobieta wyparowała gdy wypowiedział jego imię i poza stanowczym nakazem by udać się powrotem do statku więcej go nie słyszał. Minęło już ponad pół godziny. Gdzie on mógł się podziać? Chwycił krótkofalówkę, podniósł ją do ust, jednak opamiętał się. Jeśli ktoś go złapał i uwięził lepiej nie dawać mu sygnału, że jest tu ktoś jeszcze. Schował komunikator do kieszeni i znów popatrzył w ciemność. Jednak tym razem coś się zmieniło. Daleko, w zasięgu wzroku Roruego majaczył jakiś kształt.
Zbliżał się.
Szybko.
Biegł.
Rory wyciągnął latarkę w celach obronnych i wstrzymał oddech.
-Roryyy! – usłyszał znajomy wrzask i odetchnął z ulgą – Do TARDIS! Szybkoo! – chłopak posłuchał i popychając drzwi od statku wkroczył do niego. „Szkoda, że wcześniej był zamknięty” – pomyślał. W środku było przyjemnie jasno. Doctor wpadł na niego, omal go nie przewracając, podbiegł do konsoli i pociągnął za parę dźwigni. 
-Co się dzieje Doctorze? – zapytał żądny odpowiedzi Rory. Nie usłyszał, żadnej. Władca Czasu był zajęty wyciąganiem czegoś z wewnętrznej kieszeni marynarki. – Minęło czterdzieści minut od twojego komunikatu.. Co się z tobą działo? – Rory skrzyżował ręce na piersi. Doctor zaprzestał walki z własnym ubraniem i z rozczochranymi włosami i niemałym zdziwieniem na twarzy spojrzał na swojego towarzysza.
-Czterdzieści minut? Biegłem tu najwyżej piętnaście sekund. – stwierdził stanowczo i pewnym ruchem wyjął  panel rozrywając przy tym poszarpaną już kieszeń. Postukał urządzeniem w udo – Niedobrzeee! – powiedział patrząc w sufit. Zamaszystym ruchem wsunął urządzenie do jednego z otworów w konsoli i zaczął stukać rytmicznie w klawiaturę.
-Doctorze, co się dzieje? – Rory przyjął najgroźniejszą pozycję na jaką się zdobył robiąc przy tym krok do przodu. Doctor oparł się obiema rękami o konsolę i ukrył głowę w ramionach. Milczał chwilę, po czym otarł dłonią usta i odwrócił się w stronę Roryego.
-Nie jesteśmy na Ziemi. – zaczął wcierać na przemian jedną rękę w drugą garbiąc się przy tym. Rory nie wyglądał na oświeconego.
-To gdzie jesteśmy? – zapytał chłopak. Doctor nie wydawał się pewny odpowiedzi.
-Na cmentarzu?
Drzwi od TARDIS otworzyły się.
***
C.D.N.
Zapisane
'We don't walk away!'

Who is Missyng?

ReMake

  • Raz Czy Drugi Widział Kosmitów
  • **
  • Co mi zrobisz? +20/-11
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 98
  • Tak naprawdę widziałem kosmitów 3 razy..
    • Zobacz profil
    • YouTube
Odp: [Doctor&Rory] Z prochu powstałeś...
« Odpowiedź #9 dnia: Sierpień 10, 2013, 02:20:26 pm »

To jest ta część opowiadania, której najbardziej się boję. Czytałem ją chyba ze dwadzieścia razy, poprawiałem dziesięć razy tyle i cały czas obawiam się, że coś jest nie tak. Że jakiś szczegół się nie zgadza, lub coś jest niezgodne z serią.. A najbardziej boję się niezaakceptowania mojej interwencji w serię. :P Wszelkie nieścisłości będę natychmiast tłumaczył, poprawiał lub dopowiadał (a i tak Rory mam mnóstwo pytań w kolejnych częściach)..
Część VII - "Lazarus"
Tup…
Tup..
Tup.
 Po kafelkach, równym krokiem szedł niewysoki chłopczyk. Na nogach miał założone pantofle, długie skarpetki i beżowe spodnie trzy-czwarte wykonanie z bawełnianego materiału. Na białą koszulę z krótkim rękawem, włożoną w spodnie założony był czerwony sweter bez rękawów z jakimś logiem wyszytym na piersi. Koszulę miał zapiętą pod szyję, na której zawiązany był ciemnoniebieski krawat. Piegowata, smukła twarz, idealnie współgrała z kręconymi, jasnorudymi włosami. Chłopiec zatrzymał się wpół kroku i na całym korytarzu znów zapadła grobowa cisza.
Głowa chłopca powędrowała lekko w prawo, jakby nasłuchując odgłosów zza jego pleców. Gdy już upewnił się, że panuje absolutna cisza, podniósł lekko obie ręce i klasnął w nie. Po całym korytarzu przeszła niewidzialna fala ujawniając położenie statku kosmicznego. Chłopiec przechylił głowę w lewo, potem w prawo, po czym wrócił do początkowej pozycji. Kilkanaście metrów przed sobą widział niebieską budkę policyjną. Uśmiechnął się, wyciągnął prawą rękę przed siebie i pstryknął palcami.
Drzwi budki otworzyły się.
-Wyjdź Doctorze! – powiedział głosem dziecka, jakby proszącego o ostatnie ciastko. Nie musiał długo czekać. Zza progu wyłonił się Władca Czasu a za nim chłopak o blond włosach. – W końcu. Doctor, we własnej osobie.  – kontynuowało dziecko, które otrzymało upragnioną przekąskę. Podróżnik wyjął z marynarki soniczny śrubokręt i przeskanował chłopca.
-Czy rozmawiam z obiektem L415R? – spytał
-Rozmawiasz z żywą istotą! – wrzasnęło dziecko grubym, męskim głosem po czym niespodziewanie złagodniało – Mam duszę. Mam ich wiele!
-O co chodzi? – spytał ze strachem Centurion.
-Właśnie Doctorze.. O co chodzi?– zawtórowało. Doctor nieustannie kierując w stronę dziecka zimne spojrzenie zwrócił się do Roryego:
-Kiedy jeszcze mieszkałem na Gallifrey, rozpoczęliśmy pewien projekt. – zaczął – Wśród naszych szeregów przez jakiś czas nie było bezpiecznie. Pojawili się złodzieje, oszuści a nawet zabójcy. – Doctor uniósł palec wskazujący dla podkreślenia ostatniego słowa – Nie mieliśmy wtedy żadnej ochrony, policji, stróżów prawa. Nie miał kto wyłapać złoczyńców, by stanęli oni przed Radą i zostali ukarani. Chowali się po kątach czasu i znikali. Stawali się nie do odnalezienia. Zmieniali tożsamość, zaszywali w najdalszych zakamarkach wszechświata. Niektórzy poświęcali jedno istnienie, tylko po to by zmienić swój wygląd i zmylić tych, którzy podążyli za nimi w pogoń.
 Liczba przestępstw i zbiegów bez kary zaczęła rosnąć więc postanowiliśmy coś z tym zrobić. Nie chcę teraz wchodzić w szczegóły – pokręcił głową – ale gdy Władca Czasu umiera, zostawia po sobie to co przeżył. Materię, w której zapisane jest całe jego życie. Inteligencja odkryła, że ta Materia ta zawiera w sobie niewiarygodne pokłady energii i momentów, które można jakoś wykorzystać. Powstał więc projekt „Lazarus”. 
 Materie zmniejszano do jak najdrobniejszych rozmiarów i kilka takich wkładano do niewielkiego sześcianu, zaprogramowanego do szukania po całym czasie i przestrzeni Gallifreyańksich przestępców. Materia nie dość, że dawała sześcianowi energię, to dzięki połączonym ścieżkom Władców mogła podróżować w czasie. Sześcian miał zwabiać ich w pułapkę i w niej ich zatrzaskiwać. Stworzono również większy sześcian, mogący zmieścić większą ilość Materii. Taki.. – zawahał się - Supersześcian. Miał on przyspieszony tryb działania i ulepszoną wersję oprogramowania do ścigania wyjątkowo niebezpiecznych przestępców. Program był zadziwiająco skuteczny, nie obyło się jednak bez echa.
 Natychmiast po publicznym ogłoszeniu nowej straży naprzód wyszli.. Jakby to powiedzieć? – Doctor zaczął poruszać szybko palcami – Obrońcy praw Władców Czasu? – przygryzł wargi nie będąc pewnym trafności tego określenia – W każdym razie byli oni przeciwni projektowi ze względu na wartości etyczne. Mówili, że zmarłych powinniśmy zostawić w spokoju.. I wybuchła mała wojna domowa. Nie zbrojna oczywiście, tylko taka na słowa i przekonania. Jedni popierali projekt „Lazarus”, inni go tępili. W końcu, po długich kilkumiesięcznych naradach, Rada postanowiła przedstawić swoje stanowisko i rozstrzygnąć spór.
Kazała zamknąć „Lazarus-a”, odstawić wszystkie Materie na miejsca spoczynku Władców Czasu i wrzucić opróżnione sześciany do Supernowej. Niszczenie projektu zajęło dwa pokolenia. Wyszukanie i zniszczenie wypuszczonych już sześcianów trwało kilka setek lat. A i tak nie udało się odnaleźć wszystkich. Zaginął najważniejszy. Supersześcian. Nawet wyspecjalizowane oddziały nie potrafiły go znaleźć. Zaginął na zawsze. Naukowcy twierdzili, że energia się w końcu skończy i urządzenie zawiśnie w końcu w jednej z mgławic i zostanie wciągnięte przez czarną dziurę. To o czarnej dziurze było tylko domysłem. – machnął ręką Doctor – Jednak supersześcian miał swoją nazwę. Każde urządzenie otrzymywało numer identyfikacyjny. Ten otrzymał L415R. I wcale się nie wyłączył.
Energia się nie skończyła. Dalej ścigał i likwidował przestępców..
Aż został mu tylko jeden. Udało mu się go znaleźć. Teraz tylko próbuje go zlikwidować..– zakończył swoją opowieść i spojrzał w miejsce gdzie stał wcześniej chłopiec. Jego jednak już tam nie było. Zamiast niego stała niższa od chłopca mała dziewczynka w różowej sukience i dwoma kucykami związanymi w przeciwne strony. W ręce trzymała sznurek z uwiązanym balonem wypełnionym helem, w kształcie kucyka.
-Masz rację.. – powiedziała cienkim, piskliwym głosikiem i rozpłakała się. Doctor spojrzał się na Roryego, który ręką sięgnął za siebie upewniając się czy aby na pewno TARDIS wciąż za nimi stoi. Nagle dziewczynka przestała momentalnie płakać.  – Ale w jednym się pomyliłeś. – kontynuowała – Nie jestem już L415R, teraz mam imię.
-Wymień je. – nakazał Doctor.
W tym momencie dziewczynka rozpadła się niczym w atomy.
***
C.D.N.
PS: Dla osób, które obejrzały finał siódmej serii, jasnym jest chyba czym jest to co nazwałem tutaj Materią?
Zapisane
'We don't walk away!'

Who is Missyng?

Geronimo!

  • Wysłał(a) Wir Czasu z Rose.
  • *
  • Co mi zrobisz? +74/-25
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 793
  • Basically... Run!
    • Zobacz profil
Odp: [Doctor&Rory] Z prochu powstałeś...
« Odpowiedź #10 dnia: Sierpień 10, 2013, 02:29:36 pm »

I znowu dobre opowiadanie! Brawo ReMake :)
Zapisane