Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Nazwa użytkownika: Hasło:

Strony: 1 2 [3] 4 5 ... 9   Do dołu

Autor Wątek: To dziwne uczucie...  (Przeczytany 32636 razy)

Venus

  • Mieszkaniec Cardiff
  • **
  • Co mi zrobisz? +2/-4
  • Wiadomości: 34
    • Zobacz profil
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #30 dnia: Sierpień 18, 2011, 12:10:25 pm »

Może byś dał... bo ja wiem? "Władczyni czasu"?, albo... nie wiem,  musiałabym wiedzieć o co w tym chodzi;)
Zapisane
//obrazek w podpisie za duży, proszę go zmienić na mniejszy. Administracja //

Demons run, when a good man goes to war,
Night will fall and drown the sun,
When a good man goes to war.
Friendship dies and true love lies,
Night will fall and the dark will rise,
When a good man goes to war.
Demons run, but count the cost,
The battle's won, but the child is lost...

Venus

  • Mieszkaniec Cardiff
  • **
  • Co mi zrobisz? +2/-4
  • Wiadomości: 34
    • Zobacz profil
Odp: To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #31 dnia: Wrzesień 05, 2011, 05:11:46 pm »

Kiedy będzie dalsza część? ???
Zapisane
//obrazek w podpisie za duży, proszę go zmienić na mniejszy. Administracja //

Demons run, when a good man goes to war,
Night will fall and drown the sun,
When a good man goes to war.
Friendship dies and true love lies,
Night will fall and the dark will rise,
When a good man goes to war.
Demons run, but count the cost,
The battle's won, but the child is lost...

Astroni

  • Ten Który Przegadał Stworzenie z Midnight
  • **
  • Co mi zrobisz? +293/-75
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 1810
  • Óśmiech Ósmego
    • Zobacz profil
    • Profil Astroni800 na YouTube
Odp: To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #32 dnia: Wrzesień 06, 2011, 10:46:36 am »

Kiedy będzie dalsza część? ???
Pracuję nad tym ;D I z każdym dniem bardziej mi głupio, że jeszcze jej nie ma.
Dzięki ;)
Zapisane
DOKTOR

Elsen: Oh… Oh? Really? I… Bugger. Crap. I… Well, then uh… I believe that I’ll have to let you enter into the main gorges, then. But uhm… The regulations oppose it. Alright uh… I… I suppose this is a very special case, as stated in paragraph five.

The Judge: Sorry, but I fear I have to respond in the negative.

Yes, I am still OFF.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Venus

  • Mieszkaniec Cardiff
  • **
  • Co mi zrobisz? +2/-4
  • Wiadomości: 34
    • Zobacz profil
Odp: To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #33 dnia: Wrzesień 08, 2011, 02:51:12 pm »

 Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeema sprawy! ;D
Zapisane
//obrazek w podpisie za duży, proszę go zmienić na mniejszy. Administracja //

Demons run, when a good man goes to war,
Night will fall and drown the sun,
When a good man goes to war.
Friendship dies and true love lies,
Night will fall and the dark will rise,
When a good man goes to war.
Demons run, but count the cost,
The battle's won, but the child is lost...

Astroni

  • Ten Który Przegadał Stworzenie z Midnight
  • **
  • Co mi zrobisz? +293/-75
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 1810
  • Óśmiech Ósmego
    • Zobacz profil
    • Profil Astroni800 na YouTube
Odp: To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #34 dnia: Wrzesień 11, 2011, 12:19:39 am »

No proszę, prawie równo miesiąc! Ba, nawet dzień więcej. Co to się porobiło.

Wyszło mi trochę podobnie jak z pierwszymi dwoma odcinkami, że najpierw miała to być jedna część, a że ustaliłam to ze sobą dużo później niż wtedy, to jest zaledwie kilka godzin temu ( ;D ), to tej kolejnej części już bardzo niewiele do szczęścia brakuje i powinna być już jakoś szybko po niedzieli.

Heh, gryzą mnie wątpliwości, czy z paroma rzeczami nie przegięłam (no ale, to już jest wszystko dawno ustalone) i czy o czymś nie zapomniałam.

Jejciu, ale frajda jest tu coś doklejać - czuje się jak Steven Moffat, który sam excytuje się swoimi odcinkami Doctora Who. Jak się ostatnio od tej czwartej części nie mogłam odkleić... Ale komentarze to ja zbieram lepsze niż on XD
__________

- Chyba żartujesz! - Doktor nie mógł uwierzyć, że Mariusz naprawdę wystukuje numer 997, czy raczej robi coś, co należy uznać za pełnoprawny odpowiednik takiego działania. - Nie dzwoń po nich! Niech tam nie przyjeżdżają!
- Obiecałem, że wyślę policję - rzucił Mariusz sucho.
- I niby co oni poradzą? Mało ci tego wszystkiego? Jeszcze ktoś musi zginąć?!
- Może, ale na pewno nie pozwolę, żeby oni zginęli!
Mariusz przerwał manipulacje przy urządzeniu tak gwałtownie, jakby miał zamiar rzucić je o metalową podłogę i teraz patrzył na Doktora z dziką pretensją. Kosmita nie mógł zrozumieć, skąd wzięło się w nim nagle tyle wzburzenia. Przecież obiektywnie rzecz biorąc oboje wiedzieli, kto ma rację, wiadomo było, jak by się to skończyło.
- Nie chcę, żeby byli tam sami - wyjaśnił wreszcie mężczyzna powoli widząc pustkę niezrozumienia w oczach rozmówcy, która jeszcze bardziej go rozstrajała.
- Przecież ja przylecę - odpowiedział Doktor tylko.
A więc coś było dla ich obojga niejasne.
- Nie przylecisz - Mariusz pokręcił głową uważnie obserwując jego oczy. Mimo woli zaczął się zastanawiać, dlaczego jego rozmówca użył czasownika "przylecieć" w formie przyszłej.
- Nadal nie rozumiesz? - Westchnął Doktor stwierdzając sam przed sobą, że najwyraźniej za bardzo wyrażał się półsłówkami niepotrzebnie uważając niektóre rzeczy za oczywiste. - Zrobiłem ten błąd, dałem się oszukać, że to nic nie zmieni, poleciałem tam i zabrałem ich stamtąd. Dlatego tutaj wróciłem, bo byłem na ciebie wściekły, bo nie powinienem był tego robić, ale... zrobiłem, niestety.
Chwilami Doktor zastanawiał się, czy używanie w tym kontekście słów takich jak "błąd" i "niestety" było dobrym posunięciem: w końcu uratował komuś życie. Zanim jednak na dobre zdążył się zdecydować, Mariusz już kręcił głową.
- Nie prawda - powtarzał uparcie i nagle przez przypadek wymsknęło mu się to, o czym dotychczas bał się mówić przed nieznajomym. - Wiem, bo... widzę...
Sam nie wiedział, kiedy jego wzrok odskoczył na mgnienie tam, gdzie wędrował mimo woli już parę razy, kiedy tu szli. Tym razem jednak Doktor zdołał je chwycić i spojrzał w to samo miejsce: barwny, irytująco niewyraźny fragment ściany wysoko, kilka pięter nad nimi. Nie wiedział, czy coś dostrzegł, w każdym razie wolał zwrócić się po wyjaśnienia do kogoś bardziej zorientowanego, więc tylko dalej patrzył pytająco.
- Pamiętasz, kiedy ci mówiłem, że te roboty "tolerują ludzi"? - zaczął niechętnie tłumacząc sobie, że prędzej czy później i tak musiałby to wyjaśnić.
- Owszem.
- A później, kiedy mówiłem, że Dalekowie nagle przestali zwracać na mnie uwagę, kiedy znalazłem się TUTAJ?
- Pamiętam - padały cierpliwe odpowiedzi.
- No to... chodź za mną.
O ile wcześniej droga wiodła w miarę poziomo, a niekiedy nawet lekko po równi pochyłej w dół, o tyle teraz Mariusza interesowały wyłącznie metody jak najszybszego dostania się w górę: drabinki (niby po co one niby Dalekom były potrzebne? Czyżby Mariusz zrobił je wszystkie sam?), parę razy coś wąskiego podobnego do windy... Doktor miał podejrzany punkt cały czas na oku, więc zdziwił się nieco, kiedy nagle jego towarzysz zatrzymał się, jego zdaniem, o wiele za wcześnie. Stał pod otworem wyraźnie stanowiącym przejście do innego modułu i chwilę się zastanawiał, jakby chciał ostrzec Doktora, ale nie wiedział, jak.
- Co tam jest? - zapytał wreszcie sam zainteresowany.
Brak odpowiedzi. Władca Czasu odniósł nawet pewne wrażenie, że wdrapujący się przed nim Ziemianin lekko się cofnął.
- Mariusz, posłuchaj - powiedział wreszcie spokojnie, pomimo że i jemu nieprzyjemne zdenerwowanie powoli zaczynało się udzielać. - Od dziewięciuset lat podróżuję po wszechświecie. Widziałem takie rzeczy, których nie potrafiłbyś sobie wyobrazić, nawet gdybyś bardzo chciał. Cokolwiek to jest...
- Takich jeszcze nie widziałeś - przerwał mu Mariusz trochę bardziej już przekonany, a przynajmniej do tego, że nie ma sensu dłużej odwlekać decyzji.
"Tego jeszcze nie widziałeś" powtórzył w myślach kosmita robiąc wreszcie kilka brakujących kroków w górę i z każdym ostrożnym pełnym lęku spojrzeniem bardziej przyznał mu rację. Długiej podłużnej szklanej ścianie, identycznej jak ta, którą interesował się Mariusz (tamta była jeszcze dwa piętra wyżej) i zakręconej owalnie wokół tajemniczego otworu w samym środku, towarzyszył szeroki chodnik z barierką, jak gdyby przeznaczony do tego, by przechadzając się nim wygodnie podziwiać to, co znajduje się za ścianami. Na jego horyzoncie kręciło się parę Daleków, ale, tak jak przewidział Mariusz, nie zwrócili na nich uwagi. Co prawda, jak już zauważył, istota która wdrapuje się tuż za nim, prawdopodobnie nie jest człowiekiem, jednak najwyraźniej roboty znajdowały się w zbyt dużej odległości, żeby zmieniać priorytety swoich działań i poświęcać energię na ganianie za intruzami. Choć uznał to za dziwne.
Doktor poczuł, że żeby iść dalej musi mocniej złapać się szczebli drabiny, bo zakręciło mu się w głowie. I to bynajmniej nie z powodu wysokości, do której wyjątkowo nie odczuwał w tym wcieleniu specjalnej sympatii.
Minęli powierzchnię następnego chodnika i znaleźli się dokładnie w połowie drogi, kiedy coś (bardziej intuicja niż słuch) kazało im spojrzeć w dół.
Kilku Daleków, którzy dopiero co byli ledwo widoczni, teraz poruszali całkiem blisko drabinki, zaledwie kilka metrów od nich. I jeszcze ta niespotykana u nich nerwowość. Mariusz wpatrywał się w nich zachodząc w głowę, czy znaleźli się tu przypadkiem czy jednak z ich powodu. Wziął głęboki oddech - jeśli to "prawdopodobnie nie jest człowiekiem" zmieni się w "faktycznie", to Doktor już nie będzie miał szansy dowiedzieć się, dlaczego roboty strzelały tylko do niego.
Sam Doktor natomiast zdążył już z czasem nabyć dużo mocniejszych nerwów do swoich wrogów. Stał nieruchomo obserwując je z kamienną twarzą, czekając co zrobią.
Jeden z nich uniósł z mechanicznym jękiem swoje szklane oko i przez kilka sekund obaj kosmici wyglądali, jakby mierzyli się wzrokiem. Ale w rzeczywistości Doktor wiedział o czymś, o czym nie wiedzieli ani Dalekowie, ani nie miał okazji dowiedzieć się Mariusz.
Oko odsunęło się na bok. Było lekko zdziwione, że nic nie zauważyło.
- To ty w końcu jesteś Ziemianinem czy nie? - wypalił wreszcie ten ostatni trzęsącym się głosem, kiedy Dalekowie ostatecznie odeszli jak gdyby nigdy nic.
- I tak, i nie - odpowiedział odruchowo, ponieważ również uważał sprawę za skomplikowaną i lubił mówić o niej parę słów więcej, teraz jednak przeszedł od razu do najważniejszego. - Nie ważne. Myślisz, że odważyłbym się pojawić tutaj po raz drugi bez żadnej ochrony? Uruchomiłem w TARDIS blokadę percepcji, coś jak... pole, w którym dla Daleków jestem niewidzialny. Choć sam nie wiem, w jakim stopniu - dodał od razu - więc wolę się do nich nie zbliżać.
- W słabszym stopniu niż w moim przypadku - dopowiedział Mariusz. - On cię zauważył.
Mężczyzna minął kolejny sufit i zszedł z drabinki, a Doktor bez słowa postąpił za nim. Obrazy na niższych piętrach sprawiły, że rozglądał się już dużo mniej ciekawie i starał się skupiać wzrok wyłącznie na przewodniku, który zatrzymał się przed jedną z przezroczystych ścian.
- Widzisz - powiedział tamten cicho. - Wcale jej nie zabrałeś.
Doktor stał w milczeniu przed ogromem szklanej powierzchni, zza której patrzyła na niego... Zuzia. Wciąż miała na sobie to samo zniszczone już do granic ubranie, jednak nijak nie przypominała tamtej Zuzy, która kilka godzin temu mu się przedstawiała, była absurdalnie dorosła i blada. Nawet posiadając wyjątkowe predyspozycje Władców Czasu do odnajdywania znanego w nieznanych Doktor rozpoznał ją z niemałym trudem. Trud brał się stąd, że ciężko mu było patrzeć na kogoś o tak lodowatych pełnych białości oczach, które w dodatku wpatrywały się wmrożone prosto w niego i najwyraźniej nie zamierzały nigdy przestać. I też z powodu dziesiątek tych rurek i cieniutkich drutów wplecionych w jej włosy. A najbardziej z tego, że z całej otaczającej ich niekończącej się szklanej ściany oraz tych na kilku przyległych piętrach patrzyły w przestrzeń takie same białe oczy otoczone pękami rurek.
- Nadal tu jest - mówił Mariusz powoli dalej nie przejmując się specjalnie reakcją towarzyszącego mu mężczyzny: z jakiejkolwiek planety by nie pochodził, musiała być przewidywalna. - Nie wiem, co tam robiłeś, ale ona została. On też, z tego, co pamiętam. Przynajmniej tak to dotychczas działało: ty coś zmieniałeś, ja pamiętałem już tak, jak powinno być i wszystko było dobrze.
Mariusz nie bardzo zastanawiał się nad tym, co mówi, z drugiej strony jednak do Doktora i tak niewiele docierało. Dziwaczne fakty i napływające falami przerażenie sprawiły, że wszystko mu się w głowie pokrzyżowało, pomieszało i jedynym, co rozumiał, było to, że nic nie było tak, jak tego oczekiwał. Samo to że ona tu jest, ci wszyscy ludzie, jej wiek...
"Tutaj jedyną logiką jest brak logiki" przypomniał sobie nagle swoje słowa, których użył dawno temu na określenie innego, wirtualnego, choć równie złowrogiego świata, i które całkiem trafnie opisywały także ten.
Nie wiedział, czy powinien o coś teraz pytać. Zresztą sam nie bardzo miał ochotę. Mariusz jednak nie zważając na nic cały czas opowiadał.
- Myślałem, że pojawi się ktoś inny na ich miejsce, czy... A zresztą, przecież i tak nic bym nie pamiętał. A tak: pamiętam wszystko. Ich statek zatrzymał się dokładnie tu - wskazał palcem otchłań za balkonem niedaleko za ich plecami - nad tą dziurą, wtedy jeden z robotów, które obserwowałem wyleciał... Jaki ja byłem zdziwiony, że one umieją latać! Ale przecież w naszym mieszkaniu chyba też latały... No tak, nie przypomnę sobie. Wyleciał i zatrzymał się dokładnie tu, gdzie teraz stoimy. Wtedy inne wyjęły człowieka, który stał tu wcześniej i po kolei zaczęły wszystko podłączać. - Doktor obserwował go teraz uważnie i był zdumiony, jak łatwo mężczyźnie przychodzi napełnianie głosu obojętnością, niekiedy gorzkim chichotem, a jednocześnie jak ciężko jest mu usunąć z twarzy głęboki ból. - Kable, te cudaczne przewody... Do takiej malutkiej główki. A ona ciągle spała... - Nagle ton się zmienił i prawie było słychać zgrzytanie zębami. - A ja tylko siedziałem sobie w tym statku i modliłem się, żeby mnie nie zauważyli!
Próbował, lecz nie miał dokąd uciekać wzrokiem. Długie lśniące ściany i spojrzenia za nimi, wielki głęboki otwór, kontury Daleków na horyzoncie... Nawet szare kolory metalowych powierzchni. Wreszcie bezradne spojrzenie słuchającego cierpliwie kosmity, które było mu tak strasznie bliskie. Nic nie pozwalało mu odbiegnąć myślami ani na moment.
- Z Aleksem polecieli dużo wyżej, w jakieś mniej dostępne zakamarki - kontynuował wypuszczając powietrze. - Nadal leciałem razem z nimi, więc wiedziałem, bo inaczej to bym go chyba nie znalazł. Trochę ciężko było go potem znaleźć ponownie, kiedy przyszedłem do Zuzi. Ale szukałem tak długo, aż znalazłem. I tak sobie kursowałem. Poznałem każdy z tych zakątków, w każdym byłem po kilka razy. I patrzyłem sobie, jak dorastają - na moment pojawiła się cisza, nad którą już nie pierwszy raz Mariusz nie potrafił zapanować, po czym głos ostro się zmienił uzyskując poważny i surowy wydźwięk. - A więc teraz już wiesz, Doktorze, dlaczego oni nie robią krzywdy ludziom. Bo ludzie są tutaj wszędzie, pomontowani w całym statku. Dalekowie nas potrzebują. Choć nie mam pojęcia, po co.
- Teraz ja ci coś pokażę - powiedział Doktor nie będąc w stanie powiedzieć niczego innego i wsłuchując się w swój głos z jakąś niezrozumiałą ulgą. Spojrzał przy tym na Mariusza, potem odwrócił się na pięcie i, tym razem sam przewodząc, już nie oglądał się za siebie.
Szedł szybciej niż poprzednio, natomiast Mariusz - wolniej. Widać było, że cały drży i, mimo że już skończył opowiadać, jego myśli nadal się nie uwolniły, nadal jest nieobecny.
- Wiesz, że nie miałeś wyjścia, prawda? - szepnął Doktor ostrożnie.
Poprzednio kiedy wędrowali po schodach w górę, było równie cicho, jednak dopiero teraz ich własne kroki na metalowych prętach drabiny wydawały się Doktorowi naprawdę głośne.
Po powrocie na znajomy poziom Doktor rozejrzał się orientacyjnie i ku sporemu zdumieniu człowieka skierował się we właściwą stronę. Mariusz ruszył w takim razie za nim i z powodu jakiejś nagłej nieśmiałości cały czas trzymał się pół kroku z tyłu.
- Masz dobrą pamięć - stwierdził.
- Owszem.
- I trafisz stąd do... tego...
Mariusz potrafił wiele zapamiętać, ale potrzebował na to czasu. Mógł zapamiętać każde słowo, ale nie jeśli słyszał je tylko raz czy dwa razy. Mógł nauczyć się trafiać w każde miejsce stacji Daleków, ale jedynie powolną metodą prób i błędów. I właśnie to zdumiało go u Doktora: jemu nigdy nie musiał powtarzać niczego dwa razy.
- Tej - poprawił tamten mechanicznie nie patrząc na niego.
- Tak... Tej twojej maszyny...
- TARDIS -  Doktor wciąż był zbyt przejęty tym, co widział, żeby zauważyć, że podjęty dialog zmierza ku jakiemuś konkretnemu celowi.
- Masz dobrą pamięć - powtórzył i dodał wreszcie. - Wiesz, nie mogę się nadziwić, że udało ci się zapamiętać tyle liczb za jednym razem.
- Powiedzmy, że mam fotograficzną pamięć - uśmiechnął się Doktor odwracając się wreszcie w jego stronę. Konieczność uproszczania swoich pozaziemskich umiejętności zawsze wymagała nieco wyobraźni, co z kolei wyrywało go z zamyślenia.
- Ale to było tylko na mgnienie! - Mariusz aż rozłożył ręce. - Zdążyłem tylko włączyć telefon i już zamknąłeś drzwi.
- Mgnienie to mnóstwo czasu - odpowiedział Władca Czasu i spoważniał w taki sposób, że Mariuszowi wydało być jasne, że mowa o Aniołach. Ale tak naprawdę... chodziło o znaczenie dosłowne.
- Powiem ci szczerze, że spodziewałem się, że to było za krótko - niespodziewanie spuścił wzrok i zagłębił się we wspomnienia. - Myślałem, że ci się nie uda zapamiętać tego wszystkiego i zwyczajnie nie będziesz mógł tam polecieć, nawet jeśli byś chciał. Że mimo wszystko nic nie będzie mogło się stać. Tak sobie po prostu... wypowiedziałem życzenie - wrócił do rzeczywistości znów obrzucając wzrokiem towarzysza. - Nie sądziłem, że dasz radę je spełnić.
Doktor był zaskoczony i nie odpowiedział.
- I też myślałem, że kitujesz z tą maszyną czasu - dokończył szybko, żeby pozbyć się nastroju powagi, który przypadkiem wywołał.
Temat się urwał i kosmita samoistnie wrócił do swoich niejasnych przemyśleń. Tym razem jednak zebrał się na pytanie:
- Jak to możliwe, że ona tam stoi? Przecież ona żyje!
- Myślę, że to dzięki tej kroplówce podłączonej do głowy - odpowiedział Mariusz od razu, ale nawet nie próbował ukrywać, że tak naprawdę po prostu nie wie.
- Kroplówka do głowy? - Doktor jeszcze bardziej się skrzywił. - To nie ma sensu. To tylko jakieś sprawy techniczne.
- Ale coś musi ją trzymać przy życiu.
- Eter - powiedział Doktor po zastanowieniu, w które należy wliczyć także poprzednie dziesięć minut spaceru.
- Co?... - zdziwił się Mariusz kompletnie nie rozumiejąc znaczenia wypowiedzi. Dotychczas słowo eter kojarzyło mu się wyłącznie z radiem.
- Eter - powtórzył Doktor i, postanawiając przełożyć szersze wyjaśnienia na później, zmierzył kolegę wzrokiem. - Powiedz mi, jak tobie udało się tutaj przeżyć? Co jesz? Kiedy śpisz?
Mariusz przeczesał swoje czarne włosy pełnym zmieszania ruchem, trochę jak dziecko, które zgubiło elegancki zegarek kupiony na Gwiazdkę.
- Cóż... Jakoś tak... - dukał dziwiąc się jednocześnie temu, co mówi. - Przestałem. Na początku miałem... ważniejsze rzeczy na głowie. Później... - Wyjaśniał bardzo powoli zarówno Doktorowi, jak i sobie, ważąc ostrożnie każde słowo. - Nie zastanawiałem się. Czasami czekałem, że może jednak będę głodny albo będzie mi się chciało spać, ale... Nie zastanawiałem się.
- Czyli eter. - westchnął Doktor, jak na prawdziwego lekarza przystało. - Dalekowie rozpraszają niezbędne do życia substancje w powietrzu. Wystarczy, że oddychasz i już masz wszystko czego ci potrzeba. Z twoją córką też tak jest, tak samo z tobą. Dalekowie nie mogliby sobie pozwolić na jakieś karmienie swoich... ofiar - nie miał pojęcia, jakiego określenia użyć. - A ty się załapałeś i dzięki temu żyjesz.
W tej chwili zdał sobie z niechęcią sprawę, że sam również oddycha. Tym samym spreparowanym powietrzem. Spreparowanym przez Daleków. Przez chwilę miał bezmyślną ochotę przestać, ale ponieważ nie mógł, tak samo jak i ludzie, pomyślał sobie jedynie złośliwie, że przecież i tak prawie nie śpi i nie je, więc właściwie co za różnica?
Mariusz wyglądał tak, jakby rewelacje nie zrobiły na nim specjalnego wrażenia, ale tak naprawdę kolejny raz ucieszył się, że trafił na tego cudaka. Pomimo że widział, że Doktor nie jest w stanie znieść swojej niewiedzy i napotkane tutaj dziwactwa go zaraz zjedzą, to dla niego nareszcie coś od wielu miesięcy się wyjaśniało.
Drugą rzeczą, którą Doktor wynotował, choć wcześniej, było to, że poczuł się zaskakująco dziwnie nazywając tamtą dziewczynkę córką Mariusza. Wolałby, żeby takie określenia mogły się odnosić wyłącznie do dzieci, które czekają u niego w TARDIS, ale to że ma do czynienia z parą identycznych ludzi, była właśnie jedna z tych prawd, która mu się nie podobała i na którą nic nie mógł poradzić. Poza tym, co gorsza, której nie rozumiał. Dalekowie może i mogli "doczepić" obcy kawałek czasoprzestrzeni i przeprowadzić w nim porwanie, ale on przywiózł dzieci z "odczepionej" linii czasu i to automatycznie nadaje ciągłość z tym, czego Dalekowie chcieli się pozbyć. Czyli pomimo całego bałaganu powinno być tak, jak Mariusz sobie tłumaczył: porwanie we wrześniu niweczy ratunek w styczniu i wszystko co złe, znika z rzeczywistości. Podejrzewał więc, że Dalekowie w jakiś sposób jedynie sklonowali dzieci, ale... w jaki? I przede wszystkim po co? Po co ten cały cyrk z majstrowaniem w czasoprzestrzeni? Mogliby naiwnie zwyczajnie zabrać dzieci, ale zrobili coś innego, co sprawiło, że to wszystko nadal działa i Doktor nie mógł odgadnąć, co.

Jeszcze kilka minut wędrówki po szarych upstrzonych mruczącą elektroniką korytarzach i Doktor prawie zaczynał zwyczajnie się cieszyć, że opuszcza to potworne miejsce wypełnione Dalekami i okablowanymi ludźmi i już za chwilę zobaczy swoją małą niebieską TARDIS. Niestety, to jeszcze nie był koniec.
Sprawa się skomplikowała, kiedy okazało się, że pomimo ogromnych starań w ukrywaniu statku, TARDIS jako maszyna nadzwyczaj towarzyska nie czekała w zaparkowanym miejscu sama. W promieniu parunastu metrów kursowało stadko pełnych zainteresowania i oczywiście wściekłości Daleków, z których kilku debatowała przy drzwiach próbując wygrać z gallifreyskim zamkiem, kilku badało drewnopodobne ściany, a największa część, podejrzewając że ani dostanie się do środka ani odholowanie pojazdu najwyraźniej nie da zadowalającego rezultatu, czekała na kierowcę.
Doktor i Mariusz słyszeli ich pobrzękiwania już z daleka, jednak musieli przejść jeszcze kilka kolejnych kroków, żeby skojarzyć, iż fakt, że je słyszą, nie jest tylko wrednym przypadkiem.
- Co mówiłeś o tej twojej niewidzialności? - zachęcił Mariusz szeptem przyglądając się kłębowisku bez emocji.
- No właśnie, mojej - westchnął Doktor - Problem w tym, że nie pomyślałem o tym, żeby ochronić jakoś samą TARDIS... Eh, jak mogłem tego nie przewidzieć! Zazwyczaj wystarczy łagodny rodzaj filtru percepcji, tyle że na Ziemi, a przecież Dalekowie dawno uodpornili się na triki stosowane przez Władców Czasu.
- Przez kogo?
- Przez takich jak ja.
- "Władca czasu"! - wyglądało na to, że Mariusz znalazł sobie sposób na rozładowanie napięcia. - To dlatego byłeś taki niezadowolony, że wpuściłem cię w maliny!
- Proszę, nie przypominaj mi.
__________
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 19, 2011, 08:43:11 am wysłana przez Astroni »
Zapisane
DOKTOR

Elsen: Oh… Oh? Really? I… Bugger. Crap. I… Well, then uh… I believe that I’ll have to let you enter into the main gorges, then. But uhm… The regulations oppose it. Alright uh… I… I suppose this is a very special case, as stated in paragraph five.

The Judge: Sorry, but I fear I have to respond in the negative.

Yes, I am still OFF.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Vampircia

  • Dziecko Czasu
  • *****
  • Co mi zrobisz? +22/-12
  • Wiadomości: 346
    • Zobacz profil
    • http://www.vampirciowo.pl
Odp: To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #35 dnia: Wrzesień 11, 2011, 03:08:56 pm »

Ten rozdział wydał mi się trochę mniej porywając od poprzedniego, ale i tak jestem ciekawa, co będzie dalej. Przepraszam, że taki krótki komentarz, ale nie mam czego się doczepić:P
Zapisane
http://www.vampirciowo.pl/images/sexysimm.jpg[/img]
I powiadam wam, nie ma takiego słowa jak "fanfick".

Venus

  • Mieszkaniec Cardiff
  • **
  • Co mi zrobisz? +2/-4
  • Wiadomości: 34
    • Zobacz profil
Odp: To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #36 dnia: Wrzesień 11, 2011, 04:12:16 pm »

Nie czytałam tego ale co mi tam, i tak wstawię komentarz bo zapewne mi się spodoba :). Według mnie bardzo fajne, nie mogę  się doczekać następnej  części, kiedy się pojawi? ???

Poza tym piszę swoją książkę, i mam zamiar umieścić w niej Doktora, tylko problem jest w tym, że nie umiem pisać tak po doktorowemu, dlatego też proszę cię o rade jak to zrobić.
Udzielisz mi jej? ???

Ps. Nie wiem kiedy wstawię swoją książkę, ale jeżeli wstawię do nie spodziewaj się że już w pierwszym rozdziale ujawnię że ten mężczyzna to Doktor ;) I ta książka będzie się nazywać ( Chociaż mogę zmienić tytuł) "CIUT niedosłownej MAGII"  ::)   
Zapisane
//obrazek w podpisie za duży, proszę go zmienić na mniejszy. Administracja //

Demons run, when a good man goes to war,
Night will fall and drown the sun,
When a good man goes to war.
Friendship dies and true love lies,
Night will fall and the dark will rise,
When a good man goes to war.
Demons run, but count the cost,
The battle's won, but the child is lost...

Vampircia

  • Dziecko Czasu
  • *****
  • Co mi zrobisz? +22/-12
  • Wiadomości: 346
    • Zobacz profil
    • http://www.vampirciowo.pl
Odp: To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #37 dnia: Wrzesień 11, 2011, 04:48:50 pm »

Książkę to możesz wydać. Napisać i wstawić na forum możesz fanfika. Sorry za offtop.
Zapisane
http://www.vampirciowo.pl/images/sexysimm.jpg[/img]
I powiadam wam, nie ma takiego słowa jak "fanfick".

Venus

  • Mieszkaniec Cardiff
  • **
  • Co mi zrobisz? +2/-4
  • Wiadomości: 34
    • Zobacz profil
Odp: To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #38 dnia: Wrzesień 11, 2011, 05:13:22 pm »

Nie ma sprawy, ale książkę, albo chociażby jej kilka  rozdziałów i tak wstawię na forum, chce  wiedzieć jakie błędy popełniam, a łatwiej będzie prosić o to was niż moje przyjaciółki. Jeżeli moglibyście to zrobić czyli pisać jakie błędy popełniłam jak już wstawię rozdział... zrobilibyście to?

Dobrze, bardzo dziękuje za zgodę! ;D
Zapisane
//obrazek w podpisie za duży, proszę go zmienić na mniejszy. Administracja //

Demons run, when a good man goes to war,
Night will fall and drown the sun,
When a good man goes to war.
Friendship dies and true love lies,
Night will fall and the dark will rise,
When a good man goes to war.
Demons run, but count the cost,
The battle's won, but the child is lost...

Astroni

  • Ten Który Przegadał Stworzenie z Midnight
  • **
  • Co mi zrobisz? +293/-75
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 1810
  • Óśmiech Ósmego
    • Zobacz profil
    • Profil Astroni800 na YouTube
Odp: To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #39 dnia: Wrzesień 12, 2011, 09:24:19 am »

Ten rozdział wydał mi się trochę mniej porywając od poprzedniego, ale i tak jestem ciekawa, co będzie dalej. Przepraszam, że taki krótki komentarz, ale nie mam czego się doczepić:P

Być może dlatego, że był krótszy albo nie skupiał się na tych cyrkach czasoprzestrzennych ;) A najprędzej dlatego, że nie da się pisać cały czas na tym samym poziomie, drobne zmniejszenie "porywczości" wkońcu musiało nadejść.
Właśnie tak się zastanawiałam, co tym razem napiszesz i nie dziwię się, że jest trochę mniej do powiedzenia - ciężko jest cały czas barwnie komentować to samo opowiadanie, więc nie szkodzi.

Nie ma sprawy, ale książkę, albo chociażby jej kilka  rozdziałów i tak wstawię na forum, chce  wiedzieć jakie błędy popełniam, a łatwiej będzie prosić o to was niż moje przyjaciółki. Jeżeli moglibyście to zrobić czyli pisać jakie błędy popełniłam jak już wstawię rozdział... zrobilibyście to?

Venus, nie dopytuj, tylko dawaj, czekamy.
(Byleby w osobnym wątku, gaduło )
Zapisane
DOKTOR

Elsen: Oh… Oh? Really? I… Bugger. Crap. I… Well, then uh… I believe that I’ll have to let you enter into the main gorges, then. But uhm… The regulations oppose it. Alright uh… I… I suppose this is a very special case, as stated in paragraph five.

The Judge: Sorry, but I fear I have to respond in the negative.

Yes, I am still OFF.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Venus

  • Mieszkaniec Cardiff
  • **
  • Co mi zrobisz? +2/-4
  • Wiadomości: 34
    • Zobacz profil
Odp: To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #40 dnia: Wrzesień 12, 2011, 12:57:27 pm »

 Dobrze, ale najpierw muszę napisać ten rozdział! ;D
Zapisane
//obrazek w podpisie za duży, proszę go zmienić na mniejszy. Administracja //

Demons run, when a good man goes to war,
Night will fall and drown the sun,
When a good man goes to war.
Friendship dies and true love lies,
Night will fall and the dark will rise,
When a good man goes to war.
Demons run, but count the cost,
The battle's won, but the child is lost...

Astroni

  • Ten Który Przegadał Stworzenie z Midnight
  • **
  • Co mi zrobisz? +293/-75
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 1810
  • Óśmiech Ósmego
    • Zobacz profil
    • Profil Astroni800 na YouTube
Odp: To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #41 dnia: Wrzesień 18, 2011, 02:44:38 pm »

No tak, napisałam, że jakoś szybko po niedzieli, a teraz powinnam zażartować, że nie powiedziałam, po której niedzieli. Heee. I to znowu nie jest wszystko, co miało znaleźć się w tej części! Znowu mi się wszystko rozciągnęło i musiałam uciąć! XD Jest więc prawie okrągłe 6 stron (doszła nowa sympatia doctorowa obok Czwartego i Ósmego, to się od razu i długości textów zmieniają, nieźle).

Wydaje mi się, że tekst (przynajmniej pod względem stylu) wyszedł ładniej niż ostatnio - cóż, wniosek z tego taki, że nie powinnam się zabierać do pisania przed 1 w nocy. Ale przynajmniej nie muszę czekać na wenę.

Nie wiem, jak zapowiedzieć, żeby nie spoilerować, w każdym razie... Dobra, nieważne.
__________

Znów było ciemno, jednak teraz przestrzeń w niektórych kątach dużo częściej niż wcześniej przybierała kolor jaskrawozielonego światła. Szaroczarne ledwo widoczne ściany, które ich otaczały, gładko zmieniały się w sufity, a potem spływały przez dziurkowane powierzchnie w dół w postaci powykręcanych srebrzystych słupów sprawiających wrażenie pajęczyny. Trudno byłoby powiedzieć, co trzyma się na czym.
Po kwadransie spacerowania po suficie i oglądania z góry Daleków wariujących na punkcie TARDIS, stanęli przed wielką szeroką windą, z której Mariusz na pewno by skorzystał, gdyby nie to, że Doktor wolał nie naginać możliwości blokady percepcji. W tej chwili niebezpieczeństwo krążyło tuż pod ich stopami, jednak tak naprawdę w znośnej odległości trzech, czterech metrów. Dalekowie przemykali przez te okolice już bardzo często, nie było minuty, żeby jakiś się nie trafił, istniało więc zupełnie poważne prawdopodobieństwo, że kilku z nich również będzie chciało sobie podjechać. Doktor miał już pewne podejrzenia, co jest na górze.
Mariusz oprowadził go więc drogą okrężną przez drabinę w szybie, potem jakimś tunelem pełnym kabli, jeszcze jedną drabinę, aż wreszcie ponownie skończyło się na drucianoprzejrzystym suficie.
"To faktycznie tutaj" pomyślał Doktor obserwując, jak Mariusz spokojnie przeciska się niżej po jakiejś cudacznej ścianie i zatapia się w ciasny tłum robotów. Poruszały się miarowo po wielkim bezkształtnym pomieszczeniu, którego każda ściana stanowiła ekran wyposażony w istne pianino drobnych elementów dopasowanych do anatomii robotów. One tu pracowały: wymieniały między sobą elektroniczne sygnały, teraz sprowadzone przez TARDIS do formy zniekształconych słów, sprawdzały odczyty na ostro świecących licznikach i odstających interfejsach, z którymi kontaktowały się swoimi ssawkami, przeglądały obrazy obserwacyjne na nieskazitelnych wizjerach, wprowadzały dane magnetyzując laserem mechanizmy dyskopodobne... I oczywiście co jakiś czas porozumiewały się z umieszczonymi tam wszędzie dookoła ludźmi, którzy, podobnie jak ci wcześniej, również straszyli plątaniną okablowania na głowie. Wszystko stukało, pojękiwało i mrugało ociężale. Hałas, komputery, ludzie. Centrum sterowania konstrukcji Daleków.
Przez parę momentów Doktor stał tak, jakby go zamurowało i gapił się dziecinnie na niedostępne mu nigdy wcześniej widowisko, kiedy nagle uświadomił sobie, że znajduje się nie wyżej niż półtora metra nad ich wierzchołkami. W jednej chwili zjeżył się, jakby ktoś go wepchnął do kopca jadowitych mrówek. Owszem, to nie był pierwszy raz, kiedy miał laserowe potwory na wyciągnięcie ręki, teraz jednak sprawa była zupełnie inna. Dalekowie byli inni. Zdążył już zacząć się dziwić ich nietypowym milczeniem, precyzją, determinacją i wyraźnym brakiem czegoś, co dotychczas pozwalało mu się przed nimi uratować: refleksji. Nie ważne, kto lub co dostało się na ich terytorium: każda nieużyteczna forma życia była bezzwłocznie niszczona, bez względu na to, co mogłaby mieć do powiedzenia czy zaoferowania.
"Jakiego sekretu tutaj strzeżecie?" wróciło do niego pytanie skierowane do kotłowaniny na dole, od której wciąż nie odrywał wzroku.
Do tego w powietrzu pod nim znowu zaczęło unosić się to coraz cięższe zdenerwowanie spowodowane tym, że filtr percepcji nie był doskonały.
Mariusz widział, że przedstawiciele dwóch wrogich ras mają się teraz do siebie jak materia do antymaterii i ich ewentualne bliższe spotkanie będzie musiało zakończyć się głośnym wybuchem.
- To może poczekaj tutaj? - zaproponował w takim razie.
Doktor westchnął i, choć czuł się bardzo źle w roli kogoś, kto siedzi w kącie zamiast działać, posłuchał rozkazu-sugestii i został na górze przyjmując pozycję siedzącoobserwacyjną.
Chyba trudno byłoby znaleźć mieszkańca Gallifrey, który nie marzyłby o tym, żeby znaleźć się teraz na miejscu Mariusza. Czyli: wpaść pomiędzy Daleków kompletnie niezauważalnym i namieszać im w centralnym komputerze. Bo zdecydowanie właśnie to zamierzał on zrobić: wywołać jakąś mniejszą lub większą usterkę, byleby tylko jakoś odwrócić ich uwagę od TARDIS.
Problem w tym, że psucie komputera też wymaga praktyki, a to akurat było Mariuszowi zupełnie obce. Był konstruktorem, twórcą, artystą, dążył do tego, by naprawiać. Ku konsternacji Doktora patrzył na jeden z pulpitów składających się z wystających z niego metalowych pręcików, jakby widział go pierwszy raz w życiu.
Częściowo była to prawda: kiedy z wyrobionym już skupieniem i niejaką rezygnacją spuścił wzrok na przyrządy pod ekranem, pomyślał, że chyba pomieszało mu się w głowie.
- Czemu to wszystko jest po polsku? - Rzucił ogłupiały zaciskając powieki i otwierając na przemian.
- TARDIS tłumaczy - odpowiedział kosmita beztrosko i już wiedział, że popełnił błąd.
Na dole zawrzało. Zdziwieni Dalekowie oderwali się od pilnych zaplanowanych zadań i zaczęli niecierpliwie penetrować przestrzeń, widma częstotliwości i ruch w poszukiwaniu czegokolwiek, czego być tu nie powinno.
- Tłumaczy napisy i nakleja je pod pstryczkami???
Oczywiście, nie otrzyma odpowiedzi. Nie w tym momencie.
Spojrzał jeszcze raz. To, że rozumie pojęcia, nadal nie znaczyło, że potrafi coś z nimi zrobić.
- Nie mam pojęcia, jak się to wyłącza... - mruczał drapiąc się po głowie.
- Zmień falowe!... - nie wytrzymał Władca Czasu, ale zaraz ugryzł się w język. Zdążył położyć się, żeby jak najbardziej zbliżyć twarz do metalowych otworów i mówił szeptem, że i tak wzbudził spore zainteresowanie paru wysięgników z oczami.
"Pięknie" skomentował sztywniejąc ze strachu. Nie wydawało mu się, żeby metalowa kilkucentymetrowa krateczka z metalu, na której leżał, mogła stanowić większy problem dla laserów.
Niemniej wskazówka zdążyła na coś jego kolegę naprowadzić. Wiedział, o co mniej więcej chodzi: pewne wartości mogą rozregulować zarządzanie praktycznie dowolnym elementem statku. Tyle że wiedział też, że ta maszyneria nie jest tak podatna na manipulacje, jak by sobie tego życzyli, a już na pewno nie zrobi nic na chybił trafił.
- Czego mam szukać? - krzyknął pełnym głosem.
Doktor tymczasem dźwignął się i oparł na łokciach, żeby teraz móc bez przekonania unieść ramiona. Miał pewną koncepcję, ale ponieważ próba wyperswadowanie jej mogłaby skończyć się tragicznie, wolał skupić się na dawaniu Mariuszowi do zrozumienia, że liczy na jego inwencję twórczą.
- Mogę... Wiem, jak się zmienia poszczególne parametry - kombinował tamten dalej domyślając się, że to nie w niewiedzy leży problem.
Doktor opuścił nieco głowę i uniósł brwi zachęcając do ciągu dalszego.
- No i... Mogę je zmienić.
Westchnienie i uderzenie nosem kratkę. Jak tak dalej pójdzie, to Mariuszowi może i uda się rozstroić tę maszynę, ale z Doktorem pójdzie mu dużo prędzej.
"Jak mam ci powiedzieć, że najlepiej byłoby przełączyć parametry jednego z sygnałów na odbiór w trybie jego modulacji kwadraturowej? Na migi?"
- A gdybym tak przemnożył niektóre przez jakąś liczbę?
W odpowiedzi zobaczył, jak zapytany kiwa na boki prawą dłonią.
- Faktycznie, bywało lepiej - odpowiedział sobie sam zaczynając myśleć. - Muszę wprowadzić jakieś zaszumienie...
"Aha, i to najlepiej jeszcze dzisiaj" stwierdził złośliwie Doktor obserwując nasilającą się na dole nerwowość.
- A gdyby tak przekierować odczyty z jakiegoś radaru na wejście do tych systemów? - spytał niespodziewanie. - Robiłem już coś podobnego.
Twarz Doktora niespodziewanie się rozjaśniła. Bardzo bystry pomysł, wyglądało na to, że można próbować.
Parę kliknięć, oczywiście bez żadnych protestów gospodarzy i Mariusz ponownie wpadł w zadumę.
- Zaraz, zaraz... Którą warstwę mam wybrać? - znowu bezradnie spojrzał w górę. - Spodziewałem się jednej, a nie... eee...
- Eh, bo wy operujecie na płaskim obrazie rastrowym... - palnął Doktor na głos znowu tracąc z oczu sytuację i błyskawicznie tego pożałował.
Co najmniej połowa Daleków odwróciła się w jego stronę i z pełnymi nienawiści "Intruz!", "Jesteś wrogiem Daleków!" i oczywiście dudniącym "UNICESTWIĆ!!!" zwrócili do niego już nie swoje oczy, ale przypominające ubijaczki do piany miotacze laserowe. Doktor zamarł. Nie było czasu nawet na myślenie, a co dopiero mowa o ucieczce. Zdążył tylko zerwać się na równe nogi i...
Kątem oka ujrzał, jak prawdopodobnie jedyny w promieniu setek kilometrów świadomy swojego istnienia człowiek przepycha się przez tłum celujących do góry maszyn, rzuca się do innego człowieka, całkiem już nieświadomego, i bez namysłu wyrywa mu z głowy wszystko, co popadnie.
W jednej chwili pełna chłodnego porządku i opanowania żądza zagłady zmieniła się gorączkowy popłoch i skrzypiące piski paniki, które jeszcze sekundę temu wydawały się być z założenia obce istotom pozbawionym uczuć. W przerażający płaczliwy bezsensowny harmider, który przysporzył radości tylko tym, którzy mają serce. Albo dwa.
- Czemu nie zrobiłeś tego od razu? - spytał Doktor ni to z wdzięcznością, ni to z pretensją, kiedy byli już dalej niż w połowie drogi i można już było pędzić nieco wolniej.
Mariusz wysłuchał i chwilę analizował pytanie.
- Bo wolałem tego nie robić - wyjaśnił wreszcie szczerze zatrzymując się. - Nie wiem, co się z nim teraz stanie, co z nim zrobią. Ale... - Kończył z trudem. - Kiedy już miałem wybierać...

Wreszcie można było iść spokojnie. Widocznie ich wrogowie wybrali sobie na panikowanie zupełnie inne ścieżki w statku, bo nie widzieli ich już ani po drodze, ani przy samej TARDIS.
Kiedy stanęli wreszcie przed niebieską ścianą, Doktor obejrzał się ostatni raz. Kiedy nie dojrzał już żadnych szalonych błyskających lampek ani nie dosłyszał żadnych elektronicznych krzyków, poczuł się o wiele lepiej i sięgnął po swój srebrny kluczyk. Ponieważ gość nie widział jeszcze nigdy wnętrza jego statku, odruchowo przepuścił go przodem i z przyzwyczajenia już podświadomie oczekiwał tej chwili, kiedy jego nowego towarzysza ogarnie zachwyt, chęć ucieczki czy jakieś inne godne wynotowania uczucie. Zamknął za nim drzwi od wewnątrz i zamiast wchodzić głębiej oparł się o framugę dyskretnie go obserwując.
Mariusz wyszedł raźnym krokiem na środek, w okolice metalowych rusztowań i... nic. Tylko rzucił dwa spojrzenia w prawo i w lewo, jakimi zawsze obdarza się nowe nie dość interesujące pomieszczenie, choć nie obył się również bez grzecznego uśmiechu, żeby okazać uznanie.
- Którędy teraz? - Zapytał od razu.
- Tam, prosto - odpowiedział kosmita z całkiem nieźle udawaną obojętnością.
Wiedział doskonale, że Mariusz zdążył już dobrze się zapoznać z zewnętrznym wyglądem i gabarytami TARDIS, odpadała więc możliwość, że mógł nie zauważyć. Musiał zauważyć: wszedł do maleńkiego drewnianego kształtu, a znalazł się w wielkim przestronnym pomieszczeniu z błękitnie magiczną kolumną pośrodku, które nie zmieściłoby się ani na szerokość ani na wysokość nawet w tamtym korytarzu. Ale czy to naprawdę mogłoby być dla niego coś anormalnego?
Ten człowiek spędził ponad dwa lata w oderwanym od rzeczywistości miejscu, którego do dzisiaj nie dał rady pojąć. Snuł się w samotności bardziej jak duch niż jak żywa istota pomiędzy zamieszkującymi je pozbawionymi uczuć maszynami. Własnymi rękami majstrował przy linii czasu, przy wydarzeniach, które dawno już się wydarzyły, był świadkiem, jak zmieniają się jego własne wspomnienia... I do tego patrzył, jak jego własne dzieci stają się dorosłe stanowiąc  element jakiejś koszmarnej niezrozumiałej maszynerii i to w ciągu kilku lat. Kilku? A właściwie to skąd pomysł, że Mariusz naprawdę może wiedzieć, ile minęło kilka lat? Jak miałby liczyć upływ dni czy lat? Dzwoniąc od czasu do czasu do biura informacji?
Strach, tęsknota, bezsilność, próby wyjaśnienia sobie czegokolwiek, nadzieja... Ile razy żałował, że wszedł wtedy do tego statku? Ile razy próbował się wydostać, zanim zrozumiał, że to niewykonalne? Ile razy próbował jakoś postawić się Dalekom? Czy obojętność wystarczyłaby, żeby jakoś przeżyć to wszystko? A może nie obyłoby się jednak bez szaleństwa?
Co miałaby go przy tym wszystkim obchodzić jakaś ekstrawagancka budka telefoniczna?
Zamiast zaskoczenia Doktora ogarnęło coś jak poczucie winy, że zajmuje się takimi bzdurami i reakcjami na nie, chociaż przecież nie był niczemu winien, niczego nie planował, po prostu: tylko obserwował. Obserwował i robił sobie przyjemność z czegoś, co było tu, w jego statku normalne. Teraz normalność, za sprawą jednego człowieka, zniknęła. Cały spokój i pogodny nastrój gdzieś przepadły i Doktor znów przyglądał się całkiem już bliskiemu, a jednak wciąż nieznajomemu mężczyźnie z podejrzliwą, a jednocześnie pełną szacunku powagą. Ruszył za nim we wskazanym przez siebie kierunku i żeby odpędzić niedawno poznaną rzeczywistość skupił się na bardziej "technicznym" ujęciu problemu. Mariusza wręcz zdziwiło, że jego towarzyszowi przeszła nagle cała ochota do jakiejkolwiek konwersacji i to, z jego punktu widzenia, bez żadnego powodu. Gdyby ktoś mu teraz kazał opisać, jak wyglądało to miejsce z zewnątrz, opisałby je spokojnie i nadal nie zauważył niczego wartego uwagi.
Można wysnuć wniosek, że przedstawienie tajemnic TARDIS kolejnej osobie zawsze musi wywołać jakieś niezwykłe uczucia. Tyle że niekoniecznie akurat w tej osobie.
Po kilkunastu zakrętach i skrzyżowaniach (Doktor stwierdził niespodziewanie dla siebie, że nagle przestał lubić długie spacery) zatrzymali się przy jednym z serii pokoi sypialnianych, w którym zostały dzieci i Zofia.
- Obiecałem ci coś pokazać. Wejdź - zachęcił Doktor tajemniczo, kiedy Mariusz nacisnął klamkę nie wiedząc, co o tym wszystkim myśleć. W jego wyobrażeniach, podobnie jak to było z Zofią, nie tak wyglądały statki kosmiczne, nawet jeśli pominąć porównanie do tego, w którym sam dotychczas musiał mieszkać. Korytarze, pokoje, salony... Przypominało mu to nieco pałac, czy przynajmniej ekskluzywny pociąg podróżny, choć nadal nie uważał, żeby coś było nie tak z jego rozmiarami.
Po lewej stronie, w dużym przyjemnie białym łóżku, po którym tak samo jak kilka godzin temu wciąż biegały fototroniczne błyski umieszczonego niedaleko kominka, spały mały Aleks i mała Zuzia. W pierwszej chwili mężczyzna nie wiedział nawet, kim są te dzieci, choć dzięki sztucznym płomieniom nie było tu wcale ciemno, oglądał je jedynie bezradnie mając pewność, że powinien wiedzieć. Dopiero kolejne sekundy, z których każda wyciągała mu nieśmiało przed oczy to, co chował dotychczas w swojej pomieszanej pamięci, zaczynały przywracać zapomniane.
- Zuzia? I Aleksander!... - pochylił się nad nimi prawie krzycząc z coraz większą radością, jednak tylko "prawie", bo znów zupełnie jak kiedyś najważniejszą sprawą było dla niego niebudzenie maluchów. - Czy to możliwe?
Wszystko było takie nierzeczywiste, jakby w jakiś niesamowity zupełnie naturalny sposób cofnął się w czasie i mógł teraz o wszystkim zapomnieć. Naprawdę mógłby, gdyby chciał.
Tyle że dwa kroki stąd w progu, niczym jakiś strażnik, stał nieodgadniony Władca Czasu. W progu, za którym kończył się bezpieczny pokój dziecięcy i ponownie zaczynał kosmos.
Mimo to Mariusz aż trzymał się za głowę z niedowierzania i odzyskanego szczęścia. To faktycznie nie była prawda, to nie tam są jego dzieci! Robił wrażenie, że zapomniał wręcz, jak się cieszyć, bo tylko potrząsał głową i szeptał pod nosem, jakby wciąż sam sobie zaprzeczał: "To nie była prawda, to nie oni..."
Przyglądanie się spokojnej szczerej radości połączonej ponownie rodziny sprawiło, że i samotny mieszkaniec TARDIS uśmiechnął się trochę i znowu udało mu się na chwilę zapomnieć o zmartwieniach. Wiedział jednak, że taki stan nie potrwa długo i wcale nie zdziwił się, kiedy ojciec nagle odwrócił się do niego ze śmiertelną powagą:
- Zabierz nas do domu - powiedział, jakby był to rozkaz, a nie prośba.
- Nie mogę - odpowiedział cicho. - To, jak teraz pamiętasz przeszłość, te wszystkie potwory... To jest prawda.
- Ale te wszystkie linie czasu, o których mówiłeś - człowiek próbował się kłócić, jakby naprawdę się na tym znał. - Niektóre są bardzo podobne do tej naszej...
- Ale tam miejsce, do którego chcesz wrócić, jest zamieszkane - odpowiadał Doktor cierpliwie. - Przez innego ciebie.
- Jak to?... - Mariusz całkiem się pogubił. Spodziewał się odmowy, spodziewał się, że odpowiedź nie będzie łatwa do zrozumienia, ale mimo tego wszystkiego, co niedawno usłyszał od Doktora, świat uprościł mu się w głowie i nie mieściło mu się w niej, że przejście do alternatywnej rzeczywistości musiałoby skutkować spotkaniem z alternatywnym sobą, że jest on stałym składnikiem świata, w którym żyje.
- Chodzi o to, że każda z tamtych wersji wydarzeń, jak to wtedy dla ciebie nazwałem, nici - Doktor ponownie przełączył się w tryb szukania uproszczeń - jest osobną rzeczywistością, z własnym Wszechświatem, bardzo zbliżonym do tego, własnym biegiem czasu...
- A zresztą nieważne... - westchnął z rezygnacją poddając się nagłemu zmęczeniu. - Wierzę ci na słowo.
- Twoja opiekunka do dzieci całkiem nieźle radziła sobie z moimi wyjaśnieniami - mimochodem rzucił okiem na łóżko stojące przy równoległej ścianie, po drugiej stronie kominka i zawiesił wzrok na poduszce, na której rozrzucone były czarne włosy. Ilość niepowtarzalnych wrażeń, która mogłaby kobiecie wystarczyć na całe życie, sprawił, że spała nie mniej mocno niż dzieci.
- Możliwe, zdaje mi się, że jest bystrzejsza ode mnie.
- Najpierw cofnąłem się z nią o parę dni i tłumaczyłem, dlaczego muszę uważać, żeby jej tam nie spotkać - zagłębił się w całkiem jeszcze miłe, nie tak dalekie wspomnienia siadając na taborecie obok jej łóżka. - Potem: dlaczego nie mam problemów z natknięciem się na samego siebie. Ciekawe, czy naprawdę zrozumiała, na czym polega niezależność chronologiczności w naszej pamięci? To chyba niełatwe, bo zazwyczaj najpierw potakujecie, że wszystko jasne, a potem pytacie mnie, ile mam lat - skrzywił się momentalnie zupełnie zapominając, że jego rozmówca minutę temu uciął już jedną dyskusję na ten temat.
- A co w tym złego? - spróbował Mariusz mimo wszystko.
- Co? - Doktor potrząsnął głową tak, że aż włosy mu zawirowały. - To pytanie nie ma sensu! Nie przy takiej liczbie podróży w czasie!
- Znaczy... Chcesz powiedzieć... - Ziemianin postanowił, że zaryzykuje. - Że nie wiesz tego?
- Nie, nie, nie... - Doktorowi bardzo nie spodobało się takie sformułowanie sprawy - To że nie umiem tego określić, nie znaczy, że...
Przerwał jednak natychmiast, kiedy zorientował się, że oprócz niego i Mariusza jest w pokoju jeszcze ktoś, kto nie śpi. Przynajmniej w pewnej części, która sprawiła, że podniósł się i siedział z półotwartymi oczami na łóżku obok śpiącej siostry.
- Zjadły... Tatusiu widziałeś? - szeptał głośno wycierając kapiące mimowolnie łzy. - Tatusiu, ja już nie chcę patrzeć... Zjadły wszystko...
Obaj mężczyźni widzieli już takie zjawisko (choć w całkiem innej ilości), mimo to obaj siedzieli jak zamurowani i w milczeniu słuchali. Wreszcie malec, jak to miał w zwyczaju, zsunął się z łóżka i powędrował magnetycznie, wreszcie trafnie, prosto do swojego ojca i wtulił się w niego całym sobą.
- Już dobrze, Aleksik, jestem - cieszył się, że wreszcie może to powiedzieć.
- Ale zostały dziury.
- To tylko sen - skłamał.
I znów chłopiec zasnął.
- To niesamowite... - Mariusz spojrzał przed siebie jak poeta biorąc Aleksa na ręce. - Pierwszy raz rozumiem, o czym on mówi!
Doktor przez chwilę przypatrywał mu się nieco niezorientowany. Przecież chyba nie tłumaczył mu, jak dokładnie linie czasu są niszczone?
- Ah, przecież ty pamiętasz to! - Nagle zaskoczył. Nie dało się ukryć, że cały układ sytuacji i jego wyprowadza z równowagi i pewne oczywistości dotarły do niego dopiero teraz. - Widziałeś, co się tak naprawdę działo. Ja to jedynie wiem. A ty...
- Zazdroszczę.
- Nie, nie, posłuchaj - Doktor nie mógł wyjść z wrażenia i z trudem powstrzymywał się przed nazwaniem Mariusza szczęściarzem. - To jest naprawdę nietypowe. Ty widziałeś Anioły jedzące rzeczywistość!
- Mnie to nie cieszy.
- Ale tego normalnie się nie da zobaczyć! W żadnych warunkach nie jest to wykonalne...
Kosmita uciszył się dopiero wtedy, kiedy mężczyzna zamiast gadać spiorunował go wzrokiem sugerując, że jeśli powie choć jeszcze jedno słowo nie na temat, to przestanie go lubić.
"Zaraz" chwila uspokojenia dobrze zrobiła Doktorowi i nagle znów wrócił uwagą do małego Aleksandra. "On też to pamięta. Też to widział. Ciekawe, co może znaczyć ta liczba? Gdyby tylko miał tamten notatnik..."
- Powiedz mi lepiej - zaczął w końcu Mariusz, bo wyglądało na to, że uciszony naukowiec na dobre już pogrążył się we własnych myślach i nieprędko będzie miał się ochotę znowu odezwać - jak one to robiły? Bo samo to, że to widziałem, niewiele mi pomogło.
- Nie wiadomo - odpowiedział Doktor bez ogródek wskazując wprost, że nie tylko dla niego, ale i dla całej jego rasy i mieszkańców wszystkich znanych mu światów jest to zagadka. - Nie wiadomo w jaki sposób niszczą i przetwarzają materię czasoprzestrzeni. Wiadomo jedynie, że potrafią przetwarzać na energię potencjał dni, które się nie wydarzyły. Taki stan rzeczy musiał wyjątkowo Dalekom pasować - znów zaczął się naiwnie zachwycać dziełem zapominając, kim są autorzy. - Wystarczyłoby je wysłać w odpowiedni czas, ale... Jak oni się z nimi doga... Nie, to nie możliwe, to już wiemy. Zmusili? Nie, nie ma takiej rzeczy...
Podczas gdy Władca Czasu nie po raz pierwszy gadał do siebie, Mariusz patrzył najpierw na śpiącego synka, którym wciąż się nie mógł nacieszyć, a następnie zaintrygował go ruch na drugim łóżku.
Opiekunka Zofia wstała i, wiedziona jakąś niezwykle trafną intuicją, od razu podeszła do łóżka, w którym spały Zuza i Aleksander. Nie zdążyła jednak na tym odcinku jeszcze za bardzo otworzyć oczu i, oczekując na ślepo oporu brzegu łóżka, zwyczajnie zderzyła się z wciąż stojącym przy łóżku Mariuszem.
Doktor w międzyczasie przestał komentować swoje własne przemyślenia i przez to Zofia, kiedy oprzytomniała nieco bardziej, miała wrażenie, że jest z dziećmi i ich ojcem zupełnie sama w pokoju.
- Ojej - pomrugała próbując udać stan całkowitego przebudzenia i zauważając, że chłopiec, którego właśnie zamierzała zacząć szukać, śpi bezpiecznie w ramionach jego ojca, zmieszała się - Przepraszam, nie wiedziałam, że pan już wrócił...
Zmieszanie nie było do końca odpowiednim określeniem: Zofia stała przed znanym sobie dobrze człowiekiem, w spokojnym przytulnym pokoju z kominkiem i w ukrywanym popłochu układała sobie w głowie coraz ostrzej napływające fakty, zarówno te nowe z zewnątrz, jak i te, które dopiero się w niej budziły. Jakieś Anioły... Jakiś kosmita... Jakieś podróże w czasie... Co za bzdury!
- Jaki miałam dziwny sen... - szepnęła chichocząc ochryple, choć tamte wspomnienia wcale jej nie śmieszyły i czując przyjemnie, że coraz bardziej się budzi.
- Mój z tamtego tygodnia też był interesujący - odezwał się nagle Doktor chcąc jak najszybciej ściągnąć towarzyszkę do rzeczywistości, zanim jeszcze Mariusz zdążył cokolwiek z siebie wydusić. - Tylko krótki.
Z ujmującą odwagą przyjął na siebie jej gasnące spojrzenie przepełnione tak wyraźnie i tak ostro zmieniającymi się uczuciami, jak jego własny wygląd podczas regeneracji. W ciemnym pokoju, na tle jasnego kominka musiał wyglądać identycznie jak wtedy, kiedy zobaczyła go po raz pierwszy.
- Przykro mi - powiedział szczerze. - To się nie zdarza nawet w śnie.
__________
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 28, 2011, 09:16:39 am wysłana przez Astroni »
Zapisane
DOKTOR

Elsen: Oh… Oh? Really? I… Bugger. Crap. I… Well, then uh… I believe that I’ll have to let you enter into the main gorges, then. But uhm… The regulations oppose it. Alright uh… I… I suppose this is a very special case, as stated in paragraph five.

The Judge: Sorry, but I fear I have to respond in the negative.

Yes, I am still OFF.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Venus

  • Mieszkaniec Cardiff
  • **
  • Co mi zrobisz? +2/-4
  • Wiadomości: 34
    • Zobacz profil
Odp: To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #42 dnia: Wrzesień 20, 2011, 04:08:57 pm »

He, he, całkiem fajne. I co, poratujesz mnie?  "tylko problem jest w tym, że nie umiem pisać tak po doktorowemu"
Zapisane
//obrazek w podpisie za duży, proszę go zmienić na mniejszy. Administracja //

Demons run, when a good man goes to war,
Night will fall and drown the sun,
When a good man goes to war.
Friendship dies and true love lies,
Night will fall and the dark will rise,
When a good man goes to war.
Demons run, but count the cost,
The battle's won, but the child is lost...

Astroni

  • Ten Który Przegadał Stworzenie z Midnight
  • **
  • Co mi zrobisz? +293/-75
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 1810
  • Óśmiech Ósmego
    • Zobacz profil
    • Profil Astroni800 na YouTube
Odp: To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #43 dnia: Wrzesień 21, 2011, 09:26:56 am »

"tylko problem jest w tym, że nie umiem pisać tak po doktorowemu"
Ja też nie - piszę po dukajowemu i adamsowemu (a przynajmniej się staram). Zamiast tego opisuję Doctora tak, jak bym chciała, żeby był (choć tak naprawdę w zadowalającym stopniu wychodziło mi to tylko w pierwszym fragmencie, teraz to już trudno byłoby zgadnąć, który to), staram się odtworzyć charakter, zachowanie, nawet sposób mówienia czasami.
Zresztą: jak chcesz pisać po doctorowemu, kiedy nie fanfikujemy książki, tylko serial telewizyjny? :D
Zapisane
DOKTOR

Elsen: Oh… Oh? Really? I… Bugger. Crap. I… Well, then uh… I believe that I’ll have to let you enter into the main gorges, then. But uhm… The regulations oppose it. Alright uh… I… I suppose this is a very special case, as stated in paragraph five.

The Judge: Sorry, but I fear I have to respond in the negative.

Yes, I am still OFF.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Vampircia

  • Dziecko Czasu
  • *****
  • Co mi zrobisz? +22/-12
  • Wiadomości: 346
    • Zobacz profil
    • http://www.vampirciowo.pl
Odp: To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #44 dnia: Wrzesień 26, 2011, 07:51:56 pm »

Przepraszam, że dopiero teraz, ale ostatnio albo nie mam czasu, albo weny na czytanie. Rozdział udany i jest ciekawy zwrot akcji. Tylko, że raz piszesz "Doctor", a raz "Doktor". Taki brak konsekwencji to spory błąd, powinnaś się cały czas trzymać jednej wersji. Postać Mariusza średnio mi przypadła do gustu, bo nie lubię osób, które nie rozumieją tak prostych wyjaśnień Doktora:P Ale reszta postaci jest w porządku.
Zapisane
http://www.vampirciowo.pl/images/sexysimm.jpg[/img]
I powiadam wam, nie ma takiego słowa jak "fanfick".
Strony: 1 2 [3] 4 5 ... 9   Do góry