Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Nazwa użytkownika: Hasło:

Strony: 1 [2] 3 4 ... 9   Do dołu

Autor Wątek: To dziwne uczucie...  (Przeczytany 34098 razy)

Astroni

  • Ten Który Przegadał Stworzenie z Midnight
  • **
  • Co mi zrobisz? +293/-75
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 1810
  • Óśmiech Ósmego
    • Zobacz profil
    • Profil Astroni800 na YouTube
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #15 dnia: Lipiec 14, 2011, 02:10:23 pm »

No, doczekaliście się :D
Kolejna część, tym razem wzbogacona także o poprawną (daj Boże...) interpunkcję.
Zastanawia mnie, czy zaskoczy Was rozwój (czy raczej bardziej: zaplątywanie się) akcji i nie wyprowadzi z równowagi próba spolszczenia rozwinięcia pewnego skrótu...

__________

Ledwo Doktor oswoił się z myślą, że po jego statku są w stanie swobodnie spacerować lunatykujące dzieciaki (czyżby słusznie nie zabierał ich dotychczas na pokład?), a już w progu głównego holu pojawiła się niania chłopca. Kosmita spojrzał w tamtą stronę i mimochodem uświadomił sobie, że całkiem zapomniał zrobić czegoś z bezgranicznym zdziwieniem na swojej twarzy. Przy rozrzuconych w powietrzu płomykach starych świec musiało być ono doskonale widoczne.
Zofia łagodnie przyjęła fakt, że chłopiec przewędrował samotnie pół statku kosmicznego, a teraz  śpi w ramionach obcego człowieka ułożonego w fotelu. Mogłaby być za to odpowiedzialne zmęczenie, ale to nie wszystko. Przepełniający ją senny spokój, ostro kontrastujący z tym, co czuł teraz Doktor, podpowiadał, że być może ten widok i całe zajście nie są dla niej nowością, że zdążyła sobie jakoś je wyjaśnić i oswoić się z nimi. Z drugiej strony jednak z całą pewnością nie domyślała się tego, co on.
- Często tak robi - postać Zofii uśmiechnęła się wyrozumiale do śpiącego dziecka. - Budzi się i chodzi tak długo, aż znajdzie jakiegoś mężczyznę. Czasami budzi gości, czasami sąsiadów... Ojciec nie powinien zostawiać go samego... Ciebie pewnie też obudził?
- Nie, nie, ale... Jak udało ci się tutaj trafić? - Zapytał Doktor podejmując się wreszcie zadania oceny sytuacji. - Nie zauważyłem, żebyś starała się zapamiętać układ tuneli, a wiem, że dla ludzi to trudne. I jak jemu się udało?...
- Nie wiem, jakim sposobem to robi. Zuzi się to nie zdarza - Zofia zdążyła w międzyczasie przyspacerować do podopiecznego i teraz głaskała go po czole. - Po prostu wstaje i zawsze trafia. Jest jak magnes. A potem znów zasypia. Tak bardzo tęskni, kiedy ma koszmary... - Dokończyła, po czym dość wyraźnie zmieniła ton. - Czy coś mówił?
- Owszem - Doktora ucieszyła trafność pytania. - Powtarzał liczbę. Sto pięćdziesiąt... I był tym bardzo przestraszony. Co mogła oznaczać?... - Spojrzał na nią i nagle skojarzył. - Zaraz. Mówisz, że takie koszmary zdarzały mu się już wcześniej?
- Prawie co noc - odpowiedziała Zofia zaintrygowana niepokojem Doktora - Też myślałam, że to trochę dziwne: zawsze coś powtarza, niekiedy nawet bardzo... skomplikowane rzeczy...
- Zbyt skomplikowane... - Mruknął do siebie Doktor wciąż mając w pamięci to, co przed chwilą Aleks do niego mówił.
- Zapisywałam sobie to w takim notatniku - kontynuowała. - To nawet ciekawe...
- Masz ten notatnik ze sobą? - Doktor od razu się ożywił, prawie budząc małego.
- Niestety. Ucieczka przed Aniołami nie była zaplanowana, więc nie zdążyłam się spakować - odpowiedziała z lekkim uśmiechem.
Ironia nie miała być tu złośliwością, ale jedynym znanym Zofii sposobem na rozbrojenie ciągu absurdalnych wydarzeń. Niechętnie stwierdziła, że jak tak dalej pójdzie, to się do nich przyzwyczai.
- Został w mieszkaniu? - Spytał i nie czekając na odpowiedź prawie się ucieszył. - To w takim razie już wiem, po co tam pójdę.
Śpiący Aleksander został ostrożnie przełożony na ręce swojej niani.
- Kiedy mam szansę was nie zastać?
Ostatnie zapytanie wydało się Zofii pomysłową parodią pytania zwyczajowo zadawanego gospodarzom przez uprzejmych gości.
- Może w niedzielę, to było... dziesięć dni temu... - Odpowiedziała Zofia uprzejmie, jednak pomimo że ją samą sytuacja również dziwiła, poczuła w tej chwili, że musi zaprotestować. - Ale... Przecież to tylko sny...
- Rano, wieczór?...
- Rano, tak przed południem.
- To nie są tylko sny - odpowiedział wreszcie Doktor zdecydowanie. - Nie zapamiętuje się takich rzeczy ze snów. Nie można obudzić się i pamiętać dokładnych liczb, zbyt skomplikowanych... Hmm... Co tam jeszcze było?...
- Planety, statki kosmiczne... Uważałam, że naoglądał się bajek... - Dokończyła Zofia usprawiedliwiając się. Już wiedziała, że ktoś ją zaraz zbeszta za ignorancję. - I naprawdę cofniesz się w czasie?
- Oczywiście, kiedy dzieci coś mówią, to zawsze są drobiazgi - Doktor już majstrował przy pulpicie i klikał kolejne rzędy cudacznych klawiszy. - Choćby mówiły z bezgraniczną powagą o końcu świata albo o trzeciej wojnie światowej, to nie mają statusu prezydenta czy kogoś tam i to zawsze będą drobiazgi - prawdopodobnie wykład z psychologii wychodziłby mu lepiej, gdyby poświęcał na niego choć połowę swojej uwagi. Niestety jak zwykle w takiej chwili największa część zasobu przeznaczana była na precyzję ustawień guziczków, które wydawały się mieć własne zdanie na każdy temat, co Zofia obserwowała z ogromnym zaciekawieniem. - A właśnie dzieci nie zawracają sobie głowy takim logicznym rozumowaniem, nie starają się na siłę poukładać swoich myśli i dlatego widzą więcej... Nie, nie, zaraz, w drugą stronę... Hmm... Pytanie tylko: co takiego widzi Aleks? - Mamrotał, co chwilę uderzając w nią wzrokiem. - Bo jest to dziwne... Statki kosmiczne?... Wręcz niespotykane. I co oznaczała ta liczba?
- Liczby czasami się pojawiały, ale nigdy nie mówił tak, żeby dało się to jednoznacznie zrozumieć... - Spróbowała podpowiedzieć opiekunka, ale Doktor już o nic nie dopytywał.
Sięgnął po jedną z większych dźwigni i wszystko się zatrzęsło. Powietrze wokół zamruczało, zabuczało, a potem znów cisza. Stoją. Zofia zgadywała, że właśnie cofnęli się kilka dni w czasie, czego wciąż nie bardzo potrafiła przyjąć do wiadomości. Z tego co właśnie powiedział sam zainteresowany, wyciągnęła wniosek, że Zuza i Aleks uwierzyłyby mu bez zmrużenia okiem i chwilę rozważała, czy to faktycznie rozsądny pomysł. Spojrzała na niego wyczekująco poprzez stojące pomiędzy nimi niebieskometalowe konstrukcje.
- Dobrze... Jeśli się nie mylę, wylądowaliśmy przed tamtym domem jakiś czas przed wizytą Aniołów - zapowiedział wprawnie Doktor. - Więc: tak, cofnęliśmy się nieco w czasie. Jeśli chcesz, to możesz wyjrzeć na zewnątrz, ale myślę, że nie zobaczysz żadnej istotnej różnicy. To w końcu tylko kilka dni.
Zofię propozycja "wyjrzenia" nieco zaskoczyła - spodziewała się raczej lakonicznego "Zaczekaj tutaj", a tymczasem... Chyba już zdążyła mu w jakiś sposób uwierzyć, bo uznała to za swego rodzaju zaszczyt, w każdym razie przez jakiś moment zastanawiała się, czy nie powinna czasem odmówić, wykręcając się choćby możliwością zbudzenia chłopca.
Natychmiast jednak zapomniała o wątpliwościach, kiedy przyszła jej do głowy pewna rzecz. Ku zadowoleniu Doktora wstała z fotela i, nie rozstając się z dzieckiem, ruszyła do wyjścia.
- No to zerknę.
Mężczyzna popchnął drzwi wpuszczając do środka chłodne światło poranka i poprowadził ją przodem przy okazji zastanawiając się po cichu, na cóż takiego najpierw zwróci uwagę. Rozejrzała się ostrożnie, przeszła dwa kroki i niespodziewanie dla niej samej był to obrót za siebie - no tak, przecież zupełnie zapomniała o niezwykłości tego dziwacznego statku kosmicznego, który przecież na początku wyglądał jak szopa. A wtedy nie mogła się wrócić, żeby zobaczyć... W jednej chwili dotarło do niej, czemu tak niechętnie wychodzi na zewnątrz. Pracowała tu dobre kilka lat, teraz stała pośród znajomej sobie przyjaznej zieleni, niedaleko przyjaznych domków sąsiadów, a jednak...
Spojrzała jeszcze tylko na jeden szczegół wtopiony w krajobraz i gwałtownie cofnęła się do środka.
- Niesamowite. Ty naprawdę to zrobiłeś - odwróciła się do niego starając się ukryć nagły przeszywający strach za pomocą uśmiechu. - Tamta ściana była pomalowana na biało. Mariusz ją odnawiał i malował, a teraz jest nadal szara, jak tydzień temu... Nie, to jest... po prostu...
- Wiem, niesamowite - dokończył ciesząc się ze sprawionej frajdy. - Też mi się podoba. Dobrze, to teraz powiedz mi, gdzie w tamtym czasie leżał twój notatnik?
- Najpierw ty jeszcze mi powiedz, dlaczego ten twój wielki wehikuł czasu wygląda jak małe drewniane coś? - wypaliła z rozpędu, dopóki jeszcze była w temacie - Wtedy myślałam, że mi się wydawało, ale... tam naprawdę nic więcej nie ma...
- Hmm... - Doktor przemieszał włosy dłonią. - Masz na myśli: dlaczego WYGLĄDA jak małe drewniane coś czy: dlaczego wygląda jak MAŁE drewniane coś?
- Właściwie mogę chętnie wysłuchać obu historii - odpowiedziała szczerze rozbawiona. - Chyba nigdzie się nie spieszysz? W razie czego wpadniemy w sobotę.
Doktor mrugnął powoli. Sam nie wiedział czy powinien spieszyć się czy nie, ale ta bezpośredniość go zaskakiwała.
- TARDISy posiadają umiejętność zmieniania się we wszystko, co jest typowe dla danej epoki. - zdecydował się wreszcie na krótkie wyjaśnienia.
- TARDIS?...
- To skrót od Teraźniejszość Achronologiczna, Relatywne Drogi I Systemy. Jak dla mnie jedyny w swoim rodzaju, tyle że obwód odpowiedzialny za zmianę wyglądu się popsuł i już zawsze będzie wyglądał jak policyjna budka telefoniczna z Anglii lat pięćdziesiątych. Co nie znaczy, że mi to przeszkadza. A to, że jest taki mały na zewnątrz... - westchnął szukając jak najprostszego możliwego uproszczenia sprawy - Pamiętasz, jak ci wczoraj opowiadałem, ile jest wymiarów we wszechświecie i co może między nimi zachodzić? TARDIS wcale nie jest mały, tylko tak wygląda okiem istot, które oprócz czasu postrzegają tylko trzy wymiary przestrzeni. Tak naprawdę przestrzeń w obrębie jego ścian jest jakby... zwinięta i stąd ten efekt.
Korzystając ze stanu wyjątkowego niezrozumienia, w jakie wpadła jego rozmówczyni, nie czekając na dodatkowe pytania wyszedł na dwór i skierował się prosto do budynku. Zanim zdążył skojarzyć, czego zapomniał, dobiegło go z daleka "Doktorze! Na drugiej półce od dołu naprzeciwko wejścia!", więc rzucił w tamtą stronę krótkie "Dzięki!" i mógł zabrać się od razu do szturmowania drzwi.
Możliwości pamięciowe niani kolejny raz wprawiły kosmitę w zdumienie - dokładnie tam gdzie wskazała, na stercie gazet i papierków składających się na wspólny artystyczny nieład, faktycznie dostrzegał czarny prostokącik. Notatnik wydawał się być rzucony tam raczej spontanicznie, w dodatku z tego, co kobieta mówiła, można było wywnioskować, że bynajmniej nie był rzeczą, która leży tygodniami w tym samym miejscu
Co prawda nie wziął pod uwagę przykładowo tego, że ktoś po prostu nie umie bałaganić, jednak... kiedy podszedł bliżej przestał brać pod uwagę cokolwiek.
Doktor stał nad stolikiem mając obiekt w odległości metra od oczu i nadal nie mógł dojrzeć nic więcej niż absolutnie czarnego iskrzącego się lekko prostokąta w kształcie małego zeszytu z notatkami. Stał, wpatrywał się i miał nadzieję, że ma przywidzenia, że to coś nie jest tym, co widzi, że kiedy odwróci się i spojrzy jeszcze raz...
Nic z tego.
"Jak to się mogło stać?" myślał z rosnącą paniką. "Dlaczego?..."
Nie mógł się powstrzymać i wyciągnął rękę. W zetknięciu ze skórą materia syknęła, jakby miała zamiar ugryźć. Wcale się nie zdziwił.
Odsunął się wstrząśnięty i starając się przegonić najmniej przydatne z myśli, które rozszalały się mu po głowie, zastanawiał się, co powinien teraz zrobić.
Po minucie postanowił, że (ponieważ nie ma sensu panikować czy, tym bardziej, uciekać) pod pretekstem naiwnego założenia, że to wcale nie musiał być ten notatnik, ta półka i to wejście, obejrzy sobie resztę mieszkania. Kolejny raz musiał jednak zmienić plany, kiedy coś poruszyło się w oknie. W charakterystyczny sposób.
Doktor skierował tam spojrzenie, ale raczej pozornie, bo bardziej, żeby nasłuchiwać niż żeby patrzeć i policzył nierówno do trzech. I odwrócił się.
- Cześć, nazywam się Doktor - przedstawił się pogodnie patrząc prosto w oczy ogromnej smukłej postaci, która pojawiła się znikąd pół metra za jego plecami. - Zdaje mi się, że jesteś zaskoczony tym, że mnie nie zaskoczyłeś: no cóż, skoro też podróżujecie w czasie, to wysunąłem pewne wnioski. Ostatnim razem niestety nie mieliśmy okazji się poznać, bo za szybko uciekałem. Tym razem jednak potrzebuję twojej pomocy: może jako niedoszły morderca moich nowych kolegów odpowiesz mi na kilka pytań...
Absurdalna dyskusja z wyszczerzonym kamieniem była nowym, wartym przetestowania sposobem na zachowanie względnego spokoju wobec wizji natychmiastowej śmierci w przypadku nieostrożnego opuszczenia powiek. Mężczyznę zaczynało już nieco irytować, że w ostatnim czasie tyle kręci się wokoło jego oczu. Najpierw, kiedy Mistrz dostał się do Oka Harmonii, musiał je zamknąć, później, kiedy zahipnotyzował Grace, było jeszcze gorzej...
Na samą myśl oczy go zapiekły, jakby wpadł do nich piasek. Mrugnął. Jednym okiem, oczywiście.
Skrzydlaty posąg nie otrzymał więc żadnej możliwości protestu i milcząco pozwolił, żeby Doktor położył swoje dłonie w miejscach, gdzie, kiedy nikt nie patrzy, znajdują się jego skronie.
- Nie musisz nic mówić. Po prostu się nie ruszaj - pokpiwał dalej kosmita czyniąc ogromny wysiłek, żeby pod wpływem skupienia nie zamknąć przypadkiem oczu, co silnie podpowiadał mu instynkt. Tak jak się spodziewał, proces szedł jak krew z nosa. Nie było normalne, żeby czytanie w myślach przeprowadzało się przy użyciu tylko niektórych zmysłów, zmuszając pozostałe do oderwanych od tego czynności, takich jak wpatrywanie się w rzeźbę.
Wiedział jednak, że musi być jednak kilka wyraźniejszych myśli, zamrożonych rozkazów, które wypełniały całą postać.
- Naprawiać... - szepnął, żeby wyodrębnić jedną informację z kłębu nierzeczywistych znaczeń. - Co takiego chcecie naprawiać... Naprawiać... czas?...
Zaledwie kilka metrów od niego jakieś naczynie zderzyło się gwałtownie z drewnianymi panelami podłogowymi i rozbiło w drzazgi.
- Widzę, że nie jesteś sam - powiedział Doktor niechętnie opuszczając ręce i opanowując odruch odwrócenia się za siebie, a zamiast tego unosząc do góry, na poziom swoich oczu, mały przedmiot. - Ja jestem, ale mam dla was małą niespodziankę. Parę niespodzianek. Mówiłem już, że mam na imię Doktor?
Płaczący Anioł za jego plecami stał nieruchomo. Doktor miał nadzieję, że jest to JEDEN Anioł.
- Cwane urządzenie odbijające większość zakresów fal pod kątem prostym praktycznie bez zmiany mocy fali - mruknął lokując "urządzenie" między szyją a ramieniem potwora, który niecierpliwie stał przed nim przez kilka minut - Potocznie nazywane przez Ziemian lusterkiem.
Doktor ustawił je tak, żeby Anioł za jego plecami patrzył sam na siebie, ale nie rozwiązywało to problemu pierwszego Anioła i gorszego: ile ich właściwie jest?
Kolejne dźwięki powiedziały mu, że więcej niż by sobie tego życzył. Odwrócił się gwałtownie w bok, jednocześnie stawiając sobie przed oczami kolejne lusterko, tak żeby mieć pierwszego na oku. Faktycznie, był tam, niedaleko i sprawiał wrażenie, że chciał zagrodzić drogę do wyjścia.
W odpowiedzi na pojawienie się kolejnego intruza Doktor wyjął trzecie zwierciadełko i nie wypuszczając z pola widzenia Anioła, z którym dyskutował na początku, starał się ostrożnie umieścić wyjęte wcześniej lusterko przed oczami figury przed drzwiami, w jej wyciągniętej ręce.
Kolejny szmer i wtedy tuż obok niego zatrzymał się następny...
Pomimo nowych nieznanych dotąd przeszkód potwory chętnie korzystały z faktu, że ich ofiara nie ma oczu dookoła głowy i po minucie mężczyzna był pewien, że lada chwila doszczętnie pogubi się, na który posąg musi patrzeć, a na który nie. Przypominało mu to trochę wyższy poziom gry w szachy. Wciąż jednak nie chciał odpuścić sobie nadziei, że będzie mógł swobodnie obejrzeć mieszkanie. Przewagę Aniołów przyjął do wiadomości dopiero wtedy, gdy ujrzał trzy z nich w trakcie zgrabnego przemykania się pomiędzy odbiciami lusterek i swoimi własnymi spojrzeniami. Jeden z nich trwając w niepowtarzalnej pozie lada chwila miał zrzucić znienawidzone zwierciadełko na ziemię...
W ten sposób Doktor w ciągu minuty znalazł się z powrotem w TARDIS. Z pustymi rękami, nowym bagażem rozczarowania i postanowieniem, że już nigdy nie odezwie się do tych kreatur.
- Nie masz notatnika - zauważyła Zofia nie wiedząc, co myśleć o takim zakończeniu. W pobliżu kręcił się rozbudzony już Aleks.
Znajome uderzenie w drzwi w ściany i drzwi statku podpowiedziało Zofii, że za chwilę Doktor rzuci się do sterowania, jednak on już nigdzie się nie spieszył.
- Jesteś pewna, że leżał tam, gdzie mi powiedziałaś? - spróbował widząc w tym ostatnią nadzieję. - Naprzeciwko drzwi, na półce?...
- Jestem - potaknęła zdecydowanie, jednak dopytała wyrozumiale. - Nie było go tam?
- Tam był paradoks - odpowiedział kosmita pusto. - Paradoks w kształcie notatnika, który sam powodował, że nie istnieje.
- Cccooo?... - Zofia poczuła się tak przygnieciona wiszącą w powietrzu powagą, że nie wiedziała, czy ma się przestraszyć, zdumieć czy jedynie potaknąć.
- Samo istnienie przedmiotu zaprzecza jego istnieniu - wyrecytował Doktor nie patrząc na nią. - To, że znajduje się on teraz, spowoduje kiedyś w przyszłości zdarzenie, które usunie go z rzeczywistości. A kiedy już zostanie usunięty, nie dojdzie do sytuacji w przyszłości... Wyglądało to tak, jakbym po przeczytaniu tego notatnika nieuchronnie robił coś, co powodowałoby, że on tu nie trafi, czy raczej: nie zaczniesz go nigdy spisywać... Ale to przecież nie jest oczywiste, wcale nie musiałoby się tak stać! - rozłożył ręce i ocierając się o histerię biegał pomiędzy metalowymi kolumnami zapominając o kimkolwiek - Tyle niezaprzeczających się możliwych alternatyw. Nawet paradoks dziadka nie jest z góry skazany na katastrofę... To nie jest jednoznaczne, notatnik nie powinien od razu stawać się paradoksem!
- Ale... - Zofia chciała w jakiś sposób uspokoić krążący wokół niej kłębek nerwów, jednak nie miała pojęcia, co się dzieje. - Ale stał się...
- Jest tylko jedno wytłumaczenie - Doktor wreszcie odnalazł ją wzrokiem i zatrzymał się. - Dramatycznie zmniejszyła się liczba prawdopodobnych postępowań, rzeczywistość została ograniczona. Strumień przepływu czasu został zawężony przez inny paradoks - spojrzał z ukosa na obserwującego go nieśmiało Aleksa i z powrotem na kobietę, która poczuła pod jego wpływem coś nieprzyjemnego. - I myślę, że nawet wiem, przez jaki.
__________
Zapisane
DOKTOR

Elsen: Oh… Oh? Really? I… Bugger. Crap. I… Well, then uh… I believe that I’ll have to let you enter into the main gorges, then. But uhm… The regulations oppose it. Alright uh… I… I suppose this is a very special case, as stated in paragraph five.

The Judge: Sorry, but I fear I have to respond in the negative.

Yes, I am still OFF.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Sarus

  • Gość
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #16 dnia: Lipiec 15, 2011, 10:53:49 pm »

Powiem tylko jedno: WOW. To jest na prawdę świetne opowiadanie. Od tego całego gadania o paradoksach głowa boli, ale wszystko zrozumiałam. W miarę wszystko. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy, jak zresztą po każdej części. To wciąga. I miło się czyta.
Zapisane

Vampircia

  • Dziecko Czasu
  • *****
  • Co mi zrobisz? +22/-12
  • Wiadomości: 346
    • Zobacz profil
    • http://www.vampirciowo.pl
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #17 dnia: Lipiec 16, 2011, 12:42:55 pm »

Mnie też wciągnęło. Ten fanfik spokojnie nadawałby się na odcinek serii. A kto wie, może i na cały sezon. Lubię motywy z paradoksami czasowymi, więc jestem ciekawa, co będzie dalej. Choć przyznaję, nieco to zagmatwane i trochę się pogubiłam. Chyba będę to musiała przeczytać jeszcze raz na spokojnie. A co do błędów, to tutaj rzucił mi się w oczy jeden: nadużywanie wielokropków. Połowę z nich dałoby się spokojnie wywalić. A może nawet i więcej. I na koniec podziwiam, że podjęłaś się próby tłumaczenia TARDIS i że z tego wybrnęłaś. Wiele osób uważa, że nazw własnych nie powinno się tłumaczyć, ale to nie prawda.
Zapisane
http://www.vampirciowo.pl/images/sexysimm.jpg[/img]
I powiadam wam, nie ma takiego słowa jak "fanfick".

Astroni

  • Ten Który Przegadał Stworzenie z Midnight
  • **
  • Co mi zrobisz? +293/-75
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 1810
  • Óśmiech Ósmego
    • Zobacz profil
    • Profil Astroni800 na YouTube
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #18 dnia: Lipiec 17, 2011, 06:49:48 pm »

Cytuj
Sarus napisał(a):
Od tego całego gadania o paradoksach głowa boli, ale wszystko zrozumiałam. W miarę wszystko.

W takim razie łatwo spowodować u Was ból głowy :D Ja się chyba za bardzo naczytałam Dukaja (Perfekcyjna Niedoskonałość jest moim ideałem jeśli chodzi o wywracanie rzeczywistości do góry nogami) i w takich miszmaszach orientuję się już całkiem nieźle. Chyba dlatego Blink lubię tylko za Anioły, nie za bałagan w czasie, bo dostrzegam w nim tylko sprzeczności. Dlaczego przyjaciółka Sally była równie mądra jak Doctor, że nie próbowała ratować sama siebie listem? Niby jak Billy miałby zrobić jajo wielkanocne, skoro z tego co powiedział wynika, że w wytwórni płyt pracował ZANIM Anioły wrzuciły go do przeszłości? O napisach na ścianie nie wspominając.

Cytuj
Vampircia napisał(a):
Mnie też wciągnęło. Ten fanfik spokojnie nadawałby się na odcinek serii. A kto wie, może i na cały sezon.

Wiesz, jak ja bym to widziała? ;) Tylko się nie śmiej - idę z tym do tłumacza, wysyłam Moffatowi, on się zakochuje i chce zrobić pełnometrażowy film, ja stawiam ultimatum, że Ósmego tak jak dawniej ma zagrać Paul McGann (bo pewnie by twierdził, że się postarzał. Phi, choćby głos ma nadal ten sam), Steven nie ma wyboru i się zgadza. W ten sposób powstaje genialny film, emitowany również w Polsce (no bo Polka napisała), po którym każdy w naszym kraju zachwyca się Doctorem Who.
Dobra, możesz się śmiać

Udało się wciągnąć kilka osób do czytania, więc teraz (niczym w reklamie) pozostaje mi tylko tego nie spasteryzować.
Zapisane
DOKTOR

Elsen: Oh… Oh? Really? I… Bugger. Crap. I… Well, then uh… I believe that I’ll have to let you enter into the main gorges, then. But uhm… The regulations oppose it. Alright uh… I… I suppose this is a very special case, as stated in paragraph five.

The Judge: Sorry, but I fear I have to respond in the negative.

Yes, I am still OFF.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Vampircia

  • Dziecko Czasu
  • *****
  • Co mi zrobisz? +22/-12
  • Wiadomości: 346
    • Zobacz profil
    • http://www.vampirciowo.pl
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #19 dnia: Lipiec 17, 2011, 07:30:59 pm »

Nie śmieję się. Uwierz mi, mam podobne rozkminy związane z moim fikiemi i jeśli to co mówią o alternatywnych rzeczywistościach jest prawdą, i każda możliwość ma gdzieś swoje odzwierciedlenie, to pewnie istnieje wszechświat, gdzie nasze wymysły oglądamy w telewizji;)
Zapisane
http://www.vampirciowo.pl/images/sexysimm.jpg[/img]
I powiadam wam, nie ma takiego słowa jak "fanfick".

Astroni

  • Ten Który Przegadał Stworzenie z Midnight
  • **
  • Co mi zrobisz? +293/-75
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 1810
  • Óśmiech Ósmego
    • Zobacz profil
    • Profil Astroni800 na YouTube
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #20 dnia: Sierpień 09, 2011, 02:40:19 pm »

Pora na część czwartą opowiadania. Parę pilnych obowiązków sprawiło, że pisanie chwilowo zeszło na nieco dalszy plan, jednak za to wklejam Wam dzisiaj nie około 4 strony, ale całe 8. Nie da się ukryć, że było o czym pisać, trochę się nawet obawiałam tego fragmentu (choć najgorsze jeszcze przede mną), więc jeśli ktoś miał wtedy problemy z ogarnianiem paradoksów czasoprzestrzennych, to nie wiem, co zrobi teraz (przykładowo Sarus podejrzewa, że jej głowa wybuchnie, ale nic nie wiadomo).
Podumowując - pousuwałam nieco trzykropków (które bardzo lubię, zwłaszcza kiedy bohater się namyśla albo coś dzieje się nie tak, jak by chciał) i teraz mam tylko nadzieję, że akcja, opisy, dialogii i cała reszta trzymają poprzedni poziom i realizm :)

I miłego czytania, tradycyjnie.

__________

Jedno można powiedzieć: było wtedy ciemno. Na chwilę pojawił się również hałas.
- Nie jestem pewien, jak cię tu ściągnąłem, ale wiem, że jeśli nie ja, to one by cię dorwały, a wtedy...
- Wiem. Mój statek nagle całkiem oszalał. Co się stało...
- Namierzyli cię i objęli laserami, widziałem. Mnie udało się tylko przekrzywić ich sygnał i nie wylądowałeś tam, gdzie chcieli. Ale raczej nie będę umiał tego powtórzyć - mężczyzna prawie warknął oglądając się za siebie - więc lepiej nawet nie wychodź, tylko uciekaj.
- Gdybyś tego nie zrobił, to... Nigdy jeszcze nie widziałem takiej mocy - w głosie mówiącego pojawił się podziw i trwoga jednocześnie. - Zaraz, zaraz, zaraz. Co to za miejsce? Kim jesteś?
- Co to za miejsce, to sam nie wiem, ale wszędzie jest pełno tu tych stożkowatych robotów. I nazywam się Mariusz.
- Miło mi, jestem Doktor. Powiedziałeś "stożkowatych robotów"?
- Łażą tu wszędzie - znów się obejrzał. - Niszczą wszystko, co im się nie podoba. Takie duże, kanciaste i brzęczą zamiast mówić.
- A-ha - mruknął Doktor znacząco i dodał. - W takim razie zabieram cię stąd i to natychmiast!
- Nie mogę lecieć. - odpowiedział od razu, choć niechętnie. - Muszę tu coś dokończyć.
- Zabiją cię! - powiedział Doktor dla odmiany samemu rozglądając się dookoła.
- O mnie się nie martw. One tolerują ludzi.
- Chyba żartujesz! - zakrzyknął skrajnie zdziwionym tonem. - Niby czemu?
- Lepiej nie pytaj.
Dla Doktora prośba o "niepytanie" była tylko zachętą do dalszych dociekań, ale w tej chwili po długich dziwnych korytarzach rozszedł się niezbyt wyraźny dźwięk mówiący o tym, że roboty się zbliżają i z miejsca zapomniał, że jeszcze przed chwilą interesowało go cokolwiek innego.
Mariusz pierwszy raz usłyszał je w swoim języku:
- Unicestwić nieużyteczną formę życia! Unicestwić!
- Wchodź natychmiast do środka! - rozkazał Doktor tonem, jaki wydobywa z siebie tylko w wyjątkowo krytycznych sytuacjach.
- Nigdzie nie lecę - Mariusz dla pewności odsunął się od TARDIS.
Doktor za wszelką cenę chciał uniknąć spotkania z Dalekami, ale nie chciał również nikogo z nimi zostawiać. Tolerują ludzi? Nawet jeśli nie była to błędna obserwacja czy jakakolwiek inna pomyłka, nie było żadnych przeszkód, żeby kosmiczni mordercy zrobili mały wyjątek.
- Powiedz tylko, co chcesz zrobić - powiedział po, jak sam ocenił, stanowczo zbyt długim namyśle - to ci pomogę.
- Nic nie pomożesz - mężczyzna uśmiechnął się gorzko. - Musiałbyś mieć chyba maszynę czasu.
Z odległego cienia zaczęły wyłaniać się coraz głośniejsze płynnie poruszające się przedmioty.
- Mam - rzucił Doktor bez żadnego wprowadzenia, na które nie było już czasu. - Co chcesz zrobić?
- Uratuj przed nimi moją żonę - powiedział natychmiast tamten nie zdradzając, czy uwierzył.
Doktor był zszokowany tą prośbą i już miał zniknąć w TARDIS, kiedy  nagle przypomniał sobie, że przecież nie na wszystko może sobie pozwolić.
- Ale, czekaj, nie mogę! Nie mogę zmieniać przeszłości, jeśli...
Mariusz zrozumiał, o co chodziło, przez co zmieszał się i na chwilę znów ostro obejrzał za siebie, choć tym razem bardziej nie po to, żeby zobaczyć, jak blisko jest niebezpieczeństwo, ale żeby zgubić spojrzenie nieznajomego.
- One jej nic nie zrobiły - powiedział złoszcząc się w myślach, że ma tak mało czasu na negocjacje. - Ona uciekła, dzieci się przestraszyły. Nie mogłem na to patrzeć.
Doktor dopiero później uzmysłowił sobie, jak banalny był to powód, teraz jednak rozsądne myślenie było poza jego zasięgiem. Jeśli któryś z Daleków teraz wyceluje...
- Ale gdzie to będzie, kiedy? - wykrzyczał zagłuszany przez nadciągające zewsząd wściekłe "Unicestwić!".
- Szczecin, Metalowa trzydzieści trzy - powiedział chłodno, jakby nadjeżdżające roboty nagle przestały robić na nim jakiekolwiek wrażenie.
Ostatnie co Doktor zobaczył zanim zatrzasnął drzwi TARDIS tuż przed laserem Daleka, była uniesiona ręka Mariusza trzymająca na wysokości ich oczu coś podobnego do strasznie prymitywnej i rozklekotanej słuchawki telefonicznej. Na zielonym ekraniku widniały liczby: data i godzina.
- Ja będę czekał na telefon - zostało Doktorowi w głowie absurdalne zdanie.
Było to w ostatnim okresie już drugie żądanie, na które nigdy w życiu nie powinien się zgadzać.

Ani Mariusz ani Doktor nie zdawali sobie jednak sprawy, że od samego początku spotkania w pobliżu czai się ktoś, kto ich podsłuchuje.
Przez cały czas siedział w górnej części pomieszczenia, tuż nad nimi i obserwował w milczeniu, a teraz, kiedy Mariusz odwrócił się i zaczął przebijać przez ścianę Daleków, którzy zgodnie z tym co zapowiadał, ominęli go jak powietrze i rzucili się z furią, wrzaskiem i błyskami laserów na zanikające już ściany TARDIS, podniósł się i ruszył w tym samym kierunku. Przez moment z wyraźnym zaciekawieniem obserwował zmieszanie mężczyzny, który najpierw po przejściu dwóch metrów odwrócił się i zaczął przysłuchiwać temu, czego nigdy dotychczas nie rozumiał, a potem ruszył dalej czyniąc beznadziejne próby zebrania myśli. Wreszcie, kiedy po minucie czy dwóch groźne głosy ucichły, przemknął się obok grubego pęku wiszących kabli, ześlizgnął się z kryjówki na półpiętrze i zastąpił mu drogę.
- Bardzo ciekawa historia - powiedział surowo, zanim Mariusz zdążył na dobre zacząć się dziwić. - A teraz dla odmiany chciałbym usłyszeć prawdę.
Mariusz zamiast coś odpowiedzieć mrugał oczami i co jakiś czas rzucał spojrzenia za siebie, jakby naprawdę mógł jeszcze dosięgnąć wzrokiem TARDIS, która, jak sam sobie teraz mechanicznie powtarzał, "przecież odleciała". Nagle przestał.
- Aha, podróżnik w czasie... - wyjaśnił sam sobie nieporadnie.
- Widzę, że przewidywanie faktów idących z niechronologicznego przemieszczania się w czasie nie jest twoją mocną stroną - odpowiedział Doktor bardzo powoli niecierpliwie splatając ręce na piersi. Nie wiedział jeszcze, czy potrafi być sarkastyczny, więc wolał z tym uważać, jednak coś mu mówiło, że zaraz się o tym przekona.
Mariusz od razu pojął aluzję i wpadł w jeszcze większe zakłopotanie.
- Masz rację - przyznał w końcu biegając wzrokiem po ścianach. - Ona miała zginąć. Chciałem, żebyś zmienił przeszłość, żeby to się nie stało, celowo cię okłamałem. Ale przecież to tylko jedna nic nieznacząca kobieta i jej dzieci, czy taka zmiana naprawdę może mieć wpływ na losy Wszechświata?
- Uhm - mruknął Doktor wymijająco, byleby tylko uniknąć prawienia mu szerszych kazań na temat praw podróży w czasie, na co w tej chwili bardzo miał ochotę. Tyle że to, że odwrócił uwagę Daleków swoją własną TARDIS z przeszłości, nie znaczyło, że zaraz nie zauważą swojego błędu i nie zaczną szukać jego z teraz, więc lepiej było nie marnować czasu.
- Ale postaw się na moim miejscu - Mariusz rzucił się do tłumaczeń co znaczyło, że miał zdecydowanie inne priorytety niż nadmierny pośpiech. - Może nie jesteś Ziemianinem, ale w twoim świecie ludzie pewnie też się kochają i gdybyś znalazł się w mojej sytuacji...
- Myślałem o twojej sytuacji! - uciął Doktor rozglądając się za wciąż gdzieś obecnymi gospodarzami, tak więc niezbyt głośno, oraz zastanawiając się, czy Mariusz będzie tak stał i próbował nadać sens swojej bzdurnej decyzji, czy może rozejrzy się za jakimś bezpieczniejszym miejscem. - I wiem, że gdybym był w twojej sytuacji, to zaryzykowałbym, że jednak stabilność Wszechświata jest ważniejsza niż moja rodzina!
Sam nie wiedział dlaczego, ale jego własne ostatnie słowa jakoś dziwnie go zmroziły. Powtórzył to jeszcze raz w myślach: tak, tym razem już na pewno postąpiłby właściwie, nie tak bezmyślnie jak parę dni temu, bez względu na poświęcenie.
 - To ci zazdroszczę, bo ja nie mogłem inaczej! - Mariusz nie zamierzał ściszać głosu, co Doktora wcale nie ucieszyło, w końcu to nie na Mariusza rzucą się Dalekowie. - Nie obchodziło mnie wtedy to, co się stanie z Wszechświatem, czasem, przestrzenią i całą resztą, to co mogę zniszczyć, tylko to, że straciłem jedyną osobę, którą kocham i chciałem zrobić wszystko, żeby temu zapobiec. I nadal chcę! Rozumiesz mnie? Ja widziałem jak moja żona leżała wtedy zamordowana przez jakichś kosmitów. I przestałem myśleć o czymkolwiek innym. I kiedy ciebie spotkałem, kiedy powiedziałeś, że masz...
Doktor planował powiedzieć mu coś o kruchości czasoprzestrzeni, myśleniu, poświęceniu, odpowiedzialności i powierzonym zaufaniu, ale zanim na dobre stracił cierpliwość, zaskoczył go jeden szczegół, pogubił się i postanowił przerwać:
- Dobrze, już, dobrze - poprosił najłagodniej, jak teraz umiał. - Nie będziemy się teraz kłócić. Jest tu jakieś miejsce, gdzie oni się nie dostaną?
- Zaprowadzę cię. - odpowiedział mężczyzna bez urazy w głosie i pociągnął go w wąskie przejście między ścianami.
- Zofia mówiła, że nie jest twoją żoną - stwierdził wreszcie Doktor ostrożnie.
- Bo nie jest - Mariusz odwrócił się do niego dziwiąc się po raz kolejny, choć tym razem wyjątkowo słabo. - Ale przecież jej tam nie było.
- Była - odpowiedział Doktor po namyśle. - Była Zofia i twoje dzieci, którymi się zajmowała. Nikogo innego. Chyba że... - w zamyśleniu położył rękę na czole. - Podaj mi jeszcze raz tę datę.
Mariusz aż potrząsnął głową, chwilę nie poruszał się oniemiały, podobnie zresztą jak idący za nim kosmita, ale w końcu wypełnił rozkaz bez żadnego problemu odtwarzając liczby z pamięci.
- No tak - bąknął Doktor. - Tam była dziewiątka, a nie jedynka. Kiedy lądowałem, to właśnie coś mi się wydawało, że TARDIS znowu coś pomieszała w liczniku, ale kiedy wyjrzałem...
- Kto pomieszał?
- TARDIS. Moja niebieska przyjaciółka. - wyjaśnił Doktor czując na chwilę, jak wraca mu humor. - Proszę. Pomyliłem miesiąc. Jak zwykle.
- Czyli styczeń? Ale w takim razie przed czym ty ją uratowałeś? Przecież wtedy nie było tam tych... jak im tam...
- Daleków.
- Dokładnie.
Co chwilę obaj pozwalali, żeby ich rozmowę przerywała dziwaczna sztuczna cisza monotonnego buczenia bezmyślnej elektroniki wbudowanej wszędzie dokoła. Teraz również Mariusz zaczął nasłuchiwać, jednak obaj słyszeli tylko zaskakująco dudniące uderzenia własnych kroków.
- Owszem, ale były Anioły - Doktor zdecydował się przekazać następną nowinę.
- Co było? - rzucił Mariusz machinalnie, ale w tej samej chwili zaczęła mu świtać odpowiedź. Zatrzymał się i pochylił głowę ciążącą od zamyślenia, a Doktor zauważył jak na jego twarzy pojawia się jakieś wstrząsające niezrozumienie znajomej już tajemnicy.
- Może ty mi powiesz? - zachęcił.
- Tamte posągi, tak? - wydusił z siebie. - Więc to było wtedy...
- O właśnie. Dlaczego mi o nich nie powiedziałeś?
Skręcili w najbliższy otwór niemalże wypełniony bardzo szeroką drabiną i z pewnym trudem wdrapali się po niej na górę. To nie zupełnie miało być to miejsce, ale Mariusz nie chciał już teraz iść dalej. Obaj usiedli na metalowej kratce uniesionej nad jakiejś powierzchnią.
- Bo nie wierzyłem w to, co... - otrząsnął się i spojrzał Doktorowi w oczy. Wiedział, że teraz czeka go bardzo skomplikowana dyskusja, przy czym niekoniecznie tylko dla niego samego. - W to, co pamiętam. Bo pamiętam te Anioły. I faktycznie, nianię, a nie żonę. Ale nie wiem, dlaczego. Wiem, jestem właściwie pewien, że kiedyś pamiętałem co innego, to przecież oczywiste! Kiedyś pamiętałem żonę z dziećmi atakowaną przez Daleków. A teraz ich nie pamiętam, wiem tylko to, że powinienem - co jakiś czas zerkał pytająco na kosmitę zastanawiając się tylko, kiedy przerwie mu zezłoszczony ogłaszając, że to absurd, jednak nic takiego się nie działo.
- Pamiętasz to, że kiedyś pamiętałeś co innego? - zapytał Doktor, co można było uznać za kpinę, jednak było jak najbardziej poważne i Mariusz dobrze to odebrał.
- No tak... jakby... - potaknął chwiejnie. - Ale o co tu chodzi? Kiedy wspominam tamten moment, nie pamiętam już żony, ale wiem, że to się wydarzyło! Czuję się jak jakiś wariat.
- Jesteś w stanie powiedzieć, kiedy... poczułeś tę zmianę?
- Znaczy... To jest tak, że ja mam teraz wrażenie, że zawsze pamiętałem Anioły. Jakby nic nigdy się nie zmieniło - opisywał próbując wejść w swoje myśli. - Ale wiem, że były momenty, kiedy myślałem tylko o tamtej przeszłości, która wiem, że była... E... Wiem, że to zakręcone, ale...
- Mów dalej.
- To się skończyło, kilka minut temu, znaczy... kiedy tutaj wylądowałeś - podsumował.
- Zmieniło ci się wyobrażenie przeszłości?
- Można to tak nazwać. Kiedy ci mówiłem, żebyś ją uratował, to mieszało mi się w głowie, co mam ci powiedzieć. Chciałem cię ostrzec przed Dalekami, bo wiedziałem, że powinny tam być, ale już nie było ich w moich wspomnieniach. A co do Aniołów, nie rozumiałem, skąd te wspomnienia się wzięły. Nie wiedziałem nawet, kiedy to się wydarzyło. Po co w ogóle miałbym ci mówić o tym? Przecież tam nie było mojej żony. W dodatku: tam nie było także mnie - spojrzał na rozmówcę niezbyt przytomnie i już właściwie nie interesowało go, czy to uczucie zainteresowania, czy nawet zrozumienia, naprawdę może być szczere czy nie. - Nie powinienem tego pamiętać, bo mnie tam wcale nie ma! Dlaczego miałaby to być moja przeszłość? To było bez sensu. Uznałem, że chyba prędzej coś mi się przyśniło. Ale jednak nie pamiętałem już Daleków, więc w końcu - westchnął - wolałem powiedzieć tylko "oni". Ale nadal nic nie rozumiem.
- Mówiłem, że nie umiesz przewidywać skutków mieszania w czasie - powiedział Doktor, ale już trudno powiedzieć, czy do niego czy do siebie. Miał do niego wielkie pretensje, jednak był świadomy, że ludzki egoizm czy głupota wcale go nie usprawiedliwia: to on reprezentuje rasę Władców Czasu i to go do czegoś zobowiązuje. Tymczasem wtedy nawet nie próbował się zatrzymać: najpierw niosło go poczucie wdzięczności dla nieznajomego i analogiczna nienawiść do jego największych wrogów, potem ciekawość, a zakończyła wszystko moc chwili, kiedy Zofia na niego wpadła. Wciąż pamiętał tamtą sekundę ciszy w TARDIS, kiedy podjął decyzję i już zdecydował się więcej nie myśleć, już nie było odwrotu.
Po co w ogóle tam leciał? Jak mógł? Czego tam szukał?
- Ale to nie wyjaśnia wszystkiego - powiedział sam do siebie wreszcie otrząsając się powoli. - Tego jest za dużo.
Mariusz odniósł wrażenie, że zgubił część rozmowy. Nie podobało mu się, że Władca Czasu o nim zapomniał i jak gdyby nigdy nic szedł dalej.
- A mógłbyś mi wytłumaczyć to, co da się wyjaśnić? - Przypomniał się. - Oczywiście, jeśli jest to możliwe.
- A, tak - Doktor obrzucił go niezbyt wyraźnym spojrzeniem. Postanowił, że już nie będzie go traktował aż tak ostro. - Masz pomieszane wspomnienia, bo ci je pozmieniałem. Widocznie kiedy tu przyleciałem, już było nieuniknione, że się zgodzę i polecę tam, zmienię twoją przeszłość, dlatego w tej samej chwili twoja pamięć się do tego dostosowała. Tylko że nie mogę pojąć sposobu, w jaki się dostosowała. Skąd wzięły się Anioły kilka miesięcy wcześniej? Powinno być tak, że nic tam nie znajdę. Dlaczego wydarzenie z Dalekami zniknęło? Nawet jeśli w jakiś sposób bym te kilka miesięcy wcześniej ostrzegł twoją rodzinę, żeby uważali, to powinieneś pamiętać jakieś normalne wydarzenie z tamtego okresu. A ty nie pamiętasz nic?
- Nic.
- No właśnie... I najgorsze: dlaczego do twoich wspomnień doszło coś, czego nie powinieneś pamiętać? To powinno wyglądać inaczej, powinno być bardziej zrównoważone.
- A dlaczego ciągle pamiętam, że wcześniej moja przeszłość była inna? Czy nie powinienem zapomnieć, że kiedykolwiek było inaczej?
- No właśnie to też jest nieco dziwne, ale tylko trochę. Czasami zdarza się, choć rzadko, że jeśli naprawdę intensywnie o czymś myślisz, jeśli to naprawdę wiele dla ciebie znaczy, to te wspomnienia mogą zapisać się w twojej pamięci w postaci trwałej wiedzy - znienacka zmierzył mężczyznę wzrokiem ze szczególnym rodzajem podziwu. - Ty rzeczywiście bardzo ją kochasz.
- A teraz jej nie ma. - szepnął Mariusz tak, że ledwo było go słychać poprzez szelest obwodów elektrycznych. - Nie ma żadnego momentu, kiedy ją zabili. Aleksa i Zuzię pamiętam, ale jej nie. Nie rozumiem, co się stało.
- A ja nie wiem, dlaczego - zgodził się Doktor i zaraz dodał. - Ale mam podejrzenia. Co miałeś na myśli mówiąc, że "musisz tu coś dokończyć"? I co to było za urządzenie, które mi wtedy pokazałeś?
- To taki... aparat telefoniczny - zebrał się Mariusz. Zrobiłem go tutaj z...
- Nie, nie, nie - przerwał Doktor zdecydowanie. - Teraz opowiesz mi wszystko dokładnie od samego początku. I to, co się wydarzyło i to, co się nie wydarzyło.
Ciężko byłoby to sobie wyobrazić, ale to co przez następne pół godziny relacjonował mężczyzna, naprawdę wyjaśniło cały pamięciowy bałagan. Koszmar zaczął się od tego, że pewnego zwykłego wieczora na ich podwórku wylądował statek Daleków. Po przeniknięciu drzwi kilku kosmitów rozpanoszyło się po mieszkaniu: dwóch poleciało do pokoju dziecięcego, a dwa pozostałe zajęły się stawiającymi opór rodzicami. Trudno powiedzieć, jakim cudem ojciec uszedł z życiem i, widząc, że nie ma szans czegokolwiek zrobić, zdążył się ukryć, w każdym razie widział, jak dwa roboty wylatują spokojnie z pokoju na górze. Nie wiedział, o co tu chodzi, ale po rozmiarze blaszanych kształtów trafnie domyślił się, że dziewczynka i chłopiec mogły zostać zamknięte w ich wnętrzu. Więc... zakradł się do ich statku i odleciał razem z nimi. Odtąd nie widział domu ponad dwa lata i, jak sądzi po galimatiasie zaistniałym w jego głowie, w stanie w jakim go zapamiętał, raczej już go nie zobaczy.
W miejscu przeznaczenia przekonał się, że Dalekowie już nie zwracają na niego uwagi, czego początkowo nie mógł sobie wyjaśnić, do czego długo nie mógł się przyzwyczaić i do czego tymczasowo wolał Doktora nie wprowadzać. Kiedy już oswoił się z myślą, że jest w jakimś cudacznym pozaziemskim miejscu na bakier z większością praw fizyki, postanowił poznać je od strony technicznej: cóż innego miał do roboty? Może znajdzie jakiś sposób na powrót? A może jakoś zapobiegnie temu, co się stało? Był mechanikiem z zawodu i kimś w rodzaju montera telekomunikacji z zamiłowania, więc od razu zaczął się interesować statkami, takimi jak ten, którym przyleciał, a z którego Dalekowie go wcale nie wyganiali. Zachwycało go, że podróż tutaj trwała mgnienie, a przecież żadnego takiego nie mogłoby być ani na Ziemi ani nawet w jej pobliżu. Nie udało mu się co prawda zmusić kosmicznego spodka do współpracy, ale bardzo zainteresowała go różnorodność elementów komunikacyjnych. Szczególnie te pozwalające nawiązywać łączność niezależnie od różnicy czasowej, w jakiej znajdował się nadawca...
Ponad półtora roku trwało znajdywanie odpowiednich części, o które Dalekowie nie będą mogli się martwić (ostrożność), które pozwolą przekonwertować wszechobecne tam urządzenia na aparat, który "dogada się" ze znanym Mariuszowi telefonem, oraz zmuszenie ich do pełnienia tej funkcji. Bo że telefon potrafi przemieszczać sygnały w czasie udało mu się udowodnić dość szybko: wystarczyło zadzwonić do siebie z przeszłości albo z przyszłości. Wydawało się to być nieodpowiedzialne, jednak nie dzwonił "daleko", a zresztą jego pamięć była zawsze od początku wypełniona odpowiednimi wspomnieniami. Dopiero teraz sobie o tym przypomniał i zapytał Doktora, dlaczego w tym przypadku zawartość jego pamięci nie zmieniała się na bieżąco, ale on tylko uśmiechnął się wyrozumiale i przypomniał, że w obu przypadkach się zmieniała, tyle że teraz zauważył moment zmian, a wtedy nie.
Kiedy już zapowiadało się, że wynalazek będzie potrafił się zachowywać jak klasyczny telefon i nawet udało się przypisać do niego konkretny numer, tęsknota kazała mu od razu zadzwonić do ukochanej. Oczywiście za pierwszym razem spudłował, bo trafił w lata, gdy jeszcze nie byli parą, ale za to Mariusz otrzymał niepodważalny dowód na to, że rozmowa faktycznie miała miejsce w czasie: jego małżonka nie raz wspominała ten telefon opowiadając, że "tak ją rozczulił", czego nigdy nie mógł rozumieć, bo żadnego telefonu nie wykonywał. Teraz wykonał.
Po drobnych poprawkach postawił sobie jeden cel: ostrzec rodzinę i nie pozwolić Dalekom dokonać tego, co zrobili. Dzwonił dziesiątki razy do żony, mówił, że wkrótce przylecą kosmici, żeby byli ostrożni i w razie czego jak najszybciej uciekali. Nie był człowiekiem słynącym z głupich żartów, tak więc żona wierzyła mu i obiecała mieć się na baczności. Za każdym razem. Nie mógł zrozumieć, dlaczego w którykolwiek czas by nie zadzwonił, dla jego żony zawsze był on pierwszym telefonem z taką wiadomością i za każdym razem musiał wyjaśniać wszystko od początku. I za każdym razem wszystko szło na darmo. Za każdym razem prosił ją, by oddzwoniła, kiedy już będzie po wszystkim i (choć wiedział, że taki telefon mógłby przyjść i za sto lat) jak dotąd nigdy nie otrzymał telefonu zwrotnego, na co również go zaprogramował. Mógł próbować od początku.
I właśnie po tym wszystkim spotkał Doktora. I wszystko się pozmieniało. Wizja ginącej rodziny znikła i została tylko niania uciekająca przed szarymi posągami. Widział nawet jak się poruszały, kiedy nie patrzyła, czemu Doktor szczególnie nie mógł się nadziwić, jednak wszystkie szczegóły zgadzały się.
- Nie mogłem wtedy zrozumieć, dlaczego nie poleciałeś ze mną ratować żonę - przypomniał sobie Doktor - Tylko jakieś "będę czekał na telefon". Uznałem, że chyba przez całą tę sytuację pomieszało ci się w głowie, ale już było za późno, żeby zostawiać drzwi otwarte.
- Ja nie mogę tego zrozumieć nadal - roześmiał się tamten, choć wciąż z nieukrywaną goryczą. - Masz rację, to musiały być jakieś nerwy, przecież nie musiałbym na nic czekać, sam bym wszystko zobaczył. Ale od tylu miesięcy byłem przyzwyczajony, że moją jedyną łącznością z tamtym światem jest właśnie ten telefon i że właśnie tu mam na niego czekać...
- Dalekowie wiedzą, że tu jesteś - powiedział Doktor wreszcie ponurym tonem uznając, że teraz kolej na jego wyjaśnienia. - Nic nie pozostaje niezauważone. Nie wiedzą, gdzie i kim jesteś, ale wiedzą, że zamierzasz pokrzyżować im plany. Nie wiem, dlaczego, ale bardzo zależy im na tym, co się wtedy wydarzyło i za każdym razem, kiedy to zmieniałeś, oni z powrotem układali serię zdarzeń po swojemu, usuwali i wstawiali to, co chcieli. Nie doceniasz ich.
- Można tak? - Mariusz oglądał mówiącego oczami wielkimi jak przysłowiowe pięciozłotówki i zwyczajnie nie wierzył w to, co od niego słyszy - Układać wydarzenia?
- Skoro można je zmienić, można je i układać zupełnie świadomie - stwierdził i natychmiast sam zaczął kręcić głową z niedowierzania. - Tylko że do tego potrzebna jest taka moc, tak niesamowita energia, że nigdy nie pomyślałbym, że to wykonalne. Ale jest wykonalne, nie ma innego wyjaśnienia - powiedział poważnie, a potem dokończył w napływie niepowtarzalnego pozytywnego podziwu dla znienawidzonych istot. - Jak im się to udało???
- Widziałem tutaj wiele rzeczy - Mariusz spróbował go naprowadzić - Maszyny, urządzenia...
- To są wszystko zabawki. Oni monitorują niekorzystne zmiany tam na Ziemi, zastępują niekorzystne elementy wydarzeniami z alternatywnych rzeczywistości, dostosowują je sobie, a jeśli ktoś jest na tyle uparty - tu spojrzał na towarzysza - żeby w kółko i w kółko wszystko im psuć, to wtedy przerzucają działania w całości do alternatywnej rzeczywistości, do której nie masz dostępu. Której nie pamiętasz.
- Alternatywna rzeczywistość?... - powtórzył Mariusz oszołomiony. Zaczynał tracić nadzieję, że cokolwiek zrozumie.
- Taki sam świat, osoby, rzeczy, tylko o jotę inny ciąg wydarzeń - przetłumaczył kosmita ogólnie. - Dla nich podobieństwo jest wystarczające, ale dla ciebie ta rzeczywistość jest zbyt odległa: ani jej sobie nie przypomnisz, ani się do niej nie dodzwonisz, pomimo że tam wydarzyło się to, co kiedyś pamiętałeś - Doktor mówił coraz wolniej, co siedzącemu obok mężczyźnie jasno powiedziało, że on właśnie teraz układa sobie to w głowie i jeżeli kolejny raz się mu przerwie, to już żaden z nich nie dojdzie, o co chodziło. - Naprawdę im to niszczyłeś, ale od pewnego momentu już byli uodpornieni. Ty wtedy nadal miałeś to wydarzenie w pamięci, choć było już nieważne. Mogli je czymś zastąpić, ale widocznie mieli ważniejsze rzeczy na głowie. I dopiero, kiedy ja się tam pojawiłem i miałem zmienić jeszcze coś, oni postanowili zniszczyć tę linię czasoprzestrzeni w całości. To właśnie to oznaczało "naprawiać czas". Usunąć go zupełnie czyszcząc ci pamięć i...
Kolejne roztrzepane spojrzenie Doktora zastało Mariusza z taką miną, że trudno ją było sobie wyobrazić. Miał tak wiele pytań, że nie był w stanie wybrać żadnego z nich i wyglądał tak, jakby zapomniał, jak się korzysta z języka.
- Hmm... - Władca Czasu zastanawiał się przez moment mając świadomość, że jak dotąd żaden Ziemianin nie odpuścił mu, dopóki wszystkiego nie pojął, co niekiedy było naprawdę niesamowitym wyzwaniem. - Wyobraź sobie, że jest ciąg zdarzeń. Taka, w wielkim uproszczeniu, linia prosta, nitka. O, ułożona w pewien konkretny sposób nitka - zerkał uważnie na słuchającego mając nadzieję na jakąkolwiek, niekoniecznie werbalną, reakcję.
- Taaak? - podjął Mariusz mając nadzieję, że jakoś z tego wybrnie.
- I ty ją widzisz. Pamiętasz ją, przykładowo masz gdzieś narysowaną.
- Aha?
- W pewnym momencie udaje ci się coś zmienić w pewnym miejscu tej nitki. Nić przesuwa się w prawo i...
- ...i zmienia się wszystko dookoła niej... - dokończył tamten niespodziewanie.
- Dokładnie! - Doktor ucieszył się szczerze. - Ale ktoś, kogo interesują niektóre miejsca tej nici, jest niezadowolony, że się przemieściła i jakby nigdy nic ustawia ją z powrotem.
- A ja jestem z tego niezadowolony...
- ...i zaczynasz jeszcze raz! - dopowiedzieli jeden przez drugiego, a Doktor wyjaśniał dalej. - Zmieniasz ułożenie tej nitki jeszcze raz, więc ten ktoś traci cierpliwość i odcina ten fragment. Po prostu przecina oba końce. Po czym zastępuje po cichu całkiem inną nicią, podobną, która jemu się podoba, a której ty zupełnie nie znasz, nie widzisz i nie możesz pamiętać. A że tamten znajomy kawałek nadal tam jest, ty wciąż pamiętasz, że tam leżał i wydaje ci się, że wszystko jest w porządku.
- To chyba... - jęknął Mariusz blado nie bardzo wiedząc, co powiedzieć. - Nie jest zbyt... normalne?
- Nie jest - potaknął Doktor, nie mogąc się jednak zdecydować, czy jest to powód do radości czy do płaczu. - To jest po prostu niespotykane... Ale jeszcze bardziej niespotykane jest to, co stało się później. Bo później pojawił się ktoś, kto może poruszać się po takiej nitce i na pewno zrobi z nią coś więcej, niż tylko ostrzeże przed atakiem Daleków. Może zniszczy cały plan, może rozprawi się także z nimi... Te Anioły, to była pułapka na mnie. Dalekowie tak daleko przewidywali nasze posunięcia, że zdecydowali zniszczyć całą tę nitkę wysyłając tam te niezniszczalne Anioły, które tak jak ja potrafią podróżować w czasie, a także przerzucać w nim innych. Jeden powiedział mi, że...
- Co zrobił??? - nie wytrzymał mężczyzna, który już coś niecoś zdążył się dowiedzieć na temat żywych posągów.
- Nie dosłownie, ale powiedział. Że oni "naprawiają czas". Mieli pousuwać wszystkie fragmenty, które Dalekom nie pasowały, w tym ten kawałeczek, który ty pamiętałeś, który już się nie liczył, ale który ciągle się tam gdzieś pałętał. Pousuwać wszystko, żeby potem dało się to wszystko ładnie zastąpić fragmentami z zupełnie innej nici, a przy okazji... - przerwał, upewnił się jeszcze raz i ściszył głos - pozbyć się też mnie. - Zanim Mariusz zdążył coś odpowiedzieć, zapytał z niespodziewaną, nieco makabryczną wesołością. - A wiesz, dlaczego im się nie udało?
- Bo... - Mariusz przez chwilę nie rozumiał, jak w ogóle można mu on zadawać pytania tego kalibru, jednak nagle skojarzył i aż oparł czoło na dłoni. - Bo twój statek pomylił daty...
Elektryczne buczenie tła stało się irytujące jak nigdy dotychczas. Doktor jednak pocieszał się, że woli to niż mechaniczne gadanie poruszających się puszek. Albo niż kompletną ciszę Aniołów.
- Ale... - odważył się odezwać Mariusz z poważnymi obawami, że naprawdę może otrzymać odpowiedź. - Czemu ja pamiętam Anioły? Nie pamiętam żony, bo... jak powiedziałeś, wyrzucili tamten fragment nici i wkleili jakiś inny, którego nie mogę pamiętać, ale dlaczego te Anioły?
- Bo jedyne, co zostało z tej nici to porozrzucane w czasoprzestrzeni fragmenty bez miejsca w czasie i sensu, bez ładu i składu.
- Ale... Nie, zaraz! - Mariusz potrząsnął głową. - Z tego, co mówisz, wynika, że teraz nie pamiętam nie tylko tego wydarzenia z Dalekami, ale i większości wydarzeń z tamtego okresu. Dobrze mówię?...
- Dobrze.
- Ale przecież ja to...
- Doprawdy?
Wrzesień, październik, listopad, grudzień... Aż do maja... Trochę wcześniej oraz trochę później. Wszędzie tylko Anioły, Anioły, Anioły...
Zmęczony Ziemianin poczuł z trudem, jak ktoś potrząsa jego ramieniem:
- Dobrze się czujesz?
Spojrzał ogłupiały przed siebie.
- No chyba żartujesz...
Miał tak bladą twarz, że Doktor zgodził się z nim w myślach, że pytanie faktycznie było idiotyczne. Ale o coś trzeba było zapytać, a "Czy wszystko w porządku?" też mu jakoś nie pasowało.
- Nic nie pamiętam... Nic nie mogę sobie przypomnieć... Dopiero jakieś bardzo odległe fakty. Jakie to dziwne - jednak coś jeszcze nie dawało mu spokoju. - Ale dlaczego ja to pamiętam? Przecież mnie nie było tam.
- A czy ja naprawdę muszę wszystko wiedzieć? - Doktor wzruszył niepoważnie ramionami zastanawiając się, czy to, co teraz mu dolega, jest właśnie tym opiewanym w przeróżnych historiach bólem głowy. - Tyle zachodu, żeby porywać ludzi. Tyle energii, machinacji... To się nie powinno wydarzyć!
- Skąd mogli wziąć tę energię? - zagaił Mariusz, ale to nie o to Doktorowi chodziło.
- Posłuchaj, we Wszechświecie, w czasoprzestrzeni, nie można tak sobie...
Wokół nich rozległ się jakiś dźwięk. Doktor rozejrzał się nie wiedząc, co się dzieje i zauważył, że głośny, regularny i niezbyt sympatyczny sygnał dochodzi z zawsze nieodłącznego plecaka Mariusza, który za chwilę wydobył z niego kuriozalne urządzenie, które kosmita już kiedyś widział na mgnienie. Telefon.
- Możesz... Oczywiście, że możesz... - mówił Mariusz do skonstruowanej przez siebie słuchawki przy okazji puszczając szczęśliwe spojrzenia do kolegi oraz z trudem ukrywając ekscytację i dziką radość, że system działa. - To dzieciom nie wolno oglądać telewizji, ty zawsze możesz sobie włączyć, jeśli chcesz.
Potem nastąpił nieco dłuższy monolog, podczas którego twarz mężczyzny nienaturalnie spoważniała i wypełniła się czymś, co nie podobało się Doktorowi. Zupełnie nie docierała do niego część rozmowy należąca do dzwoniącej, więc teraz nie mógł znieść, że musi zadowolić się obserwowaniem i prawdopodobnie najlepsze go omija. I miał rację.
Mariusz zaniemówił. Z trudem łapiąc oddech powiedział bardzo powoli i bardzo poważnie:
- Posłuchaj mnie. Zabierz dzieci i uciekajcie z domu. Wezwiemy policję. Nie mamy posągu anioła.
__________
« Ostatnia zmiana: Sierpień 15, 2011, 03:01:21 am wysłana przez Astroni »
Zapisane
DOKTOR

Elsen: Oh… Oh? Really? I… Bugger. Crap. I… Well, then uh… I believe that I’ll have to let you enter into the main gorges, then. But uhm… The regulations oppose it. Alright uh… I… I suppose this is a very special case, as stated in paragraph five.

The Judge: Sorry, but I fear I have to respond in the negative.

Yes, I am still OFF.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Sarus

  • Gość
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #21 dnia: Sierpień 10, 2011, 06:37:43 pm »

To jest świetne. Te wszystkie paradoksy, nici czasu i inne takie wibbly wobbly timey wimey są niezwykłe. Głowa mi nie pękła i nawet nie rozbolała, wszystko zrozumiałam. I chcę ciąg dalszy. To zbytnio wciąga. Naprawdę świetne. I świetnie napisane, opisane, wymyślone. Ogólnie wspaniałe.
Zapisane

Vampircia

  • Dziecko Czasu
  • *****
  • Co mi zrobisz? +22/-12
  • Wiadomości: 346
    • Zobacz profil
    • http://www.vampirciowo.pl
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #22 dnia: Sierpień 11, 2011, 04:18:16 pm »

Przypuszczam, że wiele osób omija tego fika szerokim łukiem, bo jest długi, a ludzie to lenie, i nie wiedzą nawet jak wiele tracą. Ten fanfik jest ciekawszy od niejednego odcinka. Do tego bardzo przemyślany i widzę, że masz talent do tworzenia historii s-f (chętnie bym przeczytała jakieś twoje autorskie opowiadanie). Nie zauważyłam też większych błędów. Właściwie to tylko w jednym zdaniu szyk mi nie pasował:
Cytuj
Przecież mnie nie było tam.

"Przecież mnie tam nie było" brzmiałoby lepiej. Przeczytałam jeszcze raz wszystko od początku, żeby się nie pogubić i zauważyłam spore postępy jeśli chodzi o język i styl.
Zapisane
http://www.vampirciowo.pl/images/sexysimm.jpg[/img]
I powiadam wam, nie ma takiego słowa jak "fanfick".

Time Lord

  • Zagubiony Ziemianin
  • *
  • Co mi zrobisz? +1/-1
  • Wiadomości: 19
    • Zobacz profil
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #23 dnia: Sierpień 11, 2011, 05:14:09 pm »

Opowiadanie całkiem dobre. Świetnie opisałaś te wszystkie paradoksy i ich "nature", chociaż przyznam się, że się trochę pogubiłem przy czytaniu 4 części;):tardis
Zapisane
Demons run, when a good man goes to war,
Night will fall and drown the sun,
When a good man goes to war.
Friendship dies and true love lies,
Night will fall and the dark will rise,
When a good man goes to war.
Demons run, but count the cost,
The battle's won, but the child is lost...

//grafia za duża, proszę zmnienić na mniejszą

Venus

  • Mieszkaniec Cardiff
  • **
  • Co mi zrobisz? +2/-4
  • Wiadomości: 34
    • Zobacz profil
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #24 dnia: Sierpień 11, 2011, 06:41:49 pm »

Zarypiaste opowiadanie!, jejku, ja bym tak nie potrafiła pisać, nie w taki sposup.;)
Zapisane
//obrazek w podpisie za duży, proszę go zmienić na mniejszy. Administracja //

Demons run, when a good man goes to war,
Night will fall and drown the sun,
When a good man goes to war.
Friendship dies and true love lies,
Night will fall and the dark will rise,
When a good man goes to war.
Demons run, but count the cost,
The battle's won, but the child is lost...

Time Lord

  • Zagubiony Ziemianin
  • *
  • Co mi zrobisz? +1/-1
  • Wiadomości: 19
    • Zobacz profil
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #25 dnia: Sierpień 11, 2011, 10:34:49 pm »

Doprawdy Venus inteligentny komentarz...:delete
Zapisane
Demons run, when a good man goes to war,
Night will fall and drown the sun,
When a good man goes to war.
Friendship dies and true love lies,
Night will fall and the dark will rise,
When a good man goes to war.
Demons run, but count the cost,
The battle's won, but the child is lost...

//grafia za duża, proszę zmnienić na mniejszą

Astroni

  • Ten Który Przegadał Stworzenie z Midnight
  • **
  • Co mi zrobisz? +293/-75
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 1810
  • Óśmiech Ósmego
    • Zobacz profil
    • Profil Astroni800 na YouTube
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #26 dnia: Sierpień 15, 2011, 04:54:43 am »

Być może niektórych ciekawi, dlaczego czasami jestem na forum, nawet coś napiszę, odpowiem na PW, a tutaj odpisuję tak raczej bez pośpiechu... Przeważnie wygląda to tak, że od dodania fragmentu zaglądam tu co kilka godzin (dla mnie to często), a jak już się pokażą jakieś odpowiedzi (bo przeważnie to lawinowo idzie), to ogarnia mnie taka radość, że się wszystkim podoba, taka dziecięca euforia, że przez pewien bliżej nieokreślony czas mój rozum nie jest w stanie odpowiedzieć niczego sensownego
Więc odpisuję dopiero teraz. Ale nadal z bananem na twarzy, dlatego powoli mi idzie XD

Cytuj
Sarus napisał(a):
To jest świetne. Te wszystkie paradoksy, nici czasu i inne takie wibbly wobbly timey wimey są niezwykłe. Głowa mi nie pękła i nawet nie rozbolała, wszystko zrozumiałam. I chcę ciąg dalszy. To zbytnio wciąga. Naprawdę świetne. I świetnie napisane, opisane, wymyślone. Ogólnie wspaniałe.

Nie pękła - a więc jednak :brilliant Bardzo mnie to cieszy, bo głupio by było stracić połowę wiernych czytelników w tak perfidny sposób.
Dziękuję za zachwyty!

Cytuj
Vampircia napisał(a):
Przypuszczam, że wiele osób omija tego fika szerokim łukiem, bo jest długi, a ludzie to lenie, i nie wiedzą nawet jak wiele tracą. Ten fanfik jest ciekawszy od niejednego odcinka. Do tego bardzo przemyślany i widzę, że masz talent do tworzenia historii s-f (chętnie bym przeczytała jakieś twoje autorskie opowiadanie). Nie zauważyłam też większych błędów. Właściwie to tylko w jednym zdaniu szyk mi nie pasował:
Cytuj
Przecież mnie nie było tam.

"Przecież mnie tam nie było" brzmiałoby lepiej. Przeczytałam jeszcze raz wszystko od początku, żeby się nie pogubić i zauważyłam spore postępy jeśli chodzi o język i styl.


Heh, tu mam ochotę się bardziej rozpisać ;)

Z tym omijaniem to prawdopodobne, też tak podejrzewam.

Dzięki za porównanie do odcinków - to spore wyróżnienie. Co prawda coś nie mogę sobie znaleźć ostatnio takiego, którym bym się mogła zachwycić jak Human Nature na przykład. Nawet mi się już w sumie Stolen Earth podobało, ale kiedy cała beznadziejna całkiem nieźle wypracowana akcja "zwija się" w dwie minuty? Strasznie czegoś takiego nie lubię - może to mi pomaga uczyć się na cudzych błędach?
Zastanawiałam się, czy może nie mam więcej czasu niż Moffat czy Davis, ale przecież nie - oni też mogą sobie z miesiąc poświęcić na fabułę. Doszłam teraz wkońcu, że oni poprostu boją się swoich własnych zabawek :D
I do tego, jak już raz wcześniej mówiłam, myślę, że to nie moje fragmenty są jakoś szczególnie dopracowane, tylko historie BBC są słabo ogarnięte, niestety. Ja o tym sporo myślałam, ale dla mnie to jest minimum, żeby się wszystko trzymało, inaczej bym nie pisała.

Jak się zastanowiłam, czy miałabym jakieś sensowny fragment opowiadania sci-fi, to się okazało, że żadnego. Jedyne, co mogłoby je przypominać, to opowiadania absurdalne, których pisanie kilka lat temu bardzo mi się podobało i aktualnie mam nawet dwa takie na Chomiku. Oba jednak krótkie, kilka stron (jak mówiłam, dłuższych nie umiem skończyć), w tym w dodatku jedno na wesoło. Później pisałam na wzór pewnego bloga coś, co nazywam sama informatical fiction (a co później koledzy nazwali fanfikiem, przedstawiając mi nowe słowo). Lubię też felietony, recenzje, napisałam kiedyś jeden pocieszny fikcyjny reportaż z planu Sędzi Wesołowskiej ()... Tak jak się zastanowić, to ja wszystko kieruję na tematy komediowe, właśnie teraz to odkryłam. Taką typowo kosmiczną, nieco straszną fantastykę naukową, to zdarzyło mi się pisać jak dotąd jedynie pod znakiem DW i nawet tutaj mam styl zdecydowanie na uśmiech, nie na straszenie.
Wygląda na to, że mam naturę Douglasa Adamsa, bo ani ze sci-fi, ani z żartami nie mam zamiaru się rozstać :D Tyle że - aż mnie to zdziwiło - nie mam żadnych takich opowiadań. Najwyżej takie jedno krótkie, Przeprowadzka, które około maja miałam w opisie - na konkurs, więc dużo łagodniejsze, ale jednak fantastyka naukowa. A do tego, które mam teraz, zaglądałaś? ;)

Łażą mi po głowie też pewne dwa opowiadania, oba dłuższe, więc automatycznie niedokończone, ale do natychmiastowego ukończenia jednego z nich namawiał mnie zachwycony nim kolega, więc będzie w kolejce zaraz po historii o Ósmym.
Drugie jest... dość cudaczne. Fragment jest również na moim chomiku, więc jeśli ktoś zacznie sie interesować i przypadkiem trafi, to może uciec z krzykiem.

A takie "błędy" jak ten, który wskazałaś, lubię robić, kiedy postać mówiąca jest zszokowana/podekscytowana/spieszy się... No rozumiesz, czasami poprostu nie patrzymy, co mówimy i mnie na takiej namiastce realizmu bardzo zależy.
Inna sprawa, że ja tym razem zrobiłam wyjątkowo dużo literówek i powtórzeń pojedynczych słów, które mnie strasznie irytują - tak to jest, jak się jedną rzecz poprawia po piętnaście razy i właściwie składa większość z łatek.
Zauważyłam więc postępy w robieniu subtelnych literówek, ale jeśli widzisz jakieś inne, to bardzo się cieszę :D

Dzięki ;)

Cytuj
Venus napisał(a):
Zarypiaste opowiadanie!, jejku, ja bym tak nie potrafiła pisać, nie w taki sposup.;)

Ja też bym nie potrafiła pisać, tak jak ty XD
Ale nic straconego :)

Cytuj
Time Lord napisał(a):
Opowiadanie całkiem dobre. Świetnie opisałaś te wszystkie paradoksy i ich "nature", chociaż przyznam się, że się trochę pogubiłem przy czytaniu 4 części;):tardis

I o to chodziło! Zawsze dążę do tego, żeby zakręcić czytelnika :thumb
Zapisane
DOKTOR

Elsen: Oh… Oh? Really? I… Bugger. Crap. I… Well, then uh… I believe that I’ll have to let you enter into the main gorges, then. But uhm… The regulations oppose it. Alright uh… I… I suppose this is a very special case, as stated in paragraph five.

The Judge: Sorry, but I fear I have to respond in the negative.

Yes, I am still OFF.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Venus

  • Mieszkaniec Cardiff
  • **
  • Co mi zrobisz? +2/-4
  • Wiadomości: 34
    • Zobacz profil
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #27 dnia: Sierpień 17, 2011, 02:18:19 pm »

Wiedzie, piszę swoją własną książkę w której policjantka ma dziwny sen który, jak się okazuję, przeniósł się do rzeczywistości i na dodatek nie wie  co to TORCHWOOD a jednak umie nazwać załogę tej organizacji, w kieszeni znajduje dziwny kluczyk, a potem spotyka grono dziwnych osób z tym Doktora. Najpierw w głowie słyszy dziwny głos potem zaczyna widzieć ducha, i w końcu, ma władzę nad czasem i nie umie jej do końca kontrolować, a i jeszcze ktoś próbuje ją zabić. A dałam tytuł "CIUT niedosłownej MAGII", tandeta, a więdz proszę, jeżeli macie jakiś pomysł na tytuł to piszcie na "TO DZIWNE UCZUCIE..."  :D    
Zapisane
//obrazek w podpisie za duży, proszę go zmienić na mniejszy. Administracja //

Demons run, when a good man goes to war,
Night will fall and drown the sun,
When a good man goes to war.
Friendship dies and true love lies,
Night will fall and the dark will rise,
When a good man goes to war.
Demons run, but count the cost,
The battle's won, but the child is lost...

TheDoctor2

  • Opiekun K-9
  • ***
  • Co mi zrobisz? +1/-0
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 125
    • Zobacz profil
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #28 dnia: Sierpień 17, 2011, 02:32:59 pm »

Cytuj
Vampircia napisał(a):
Przypuszczam, że wiele osób omija tego fika szerokim łukiem, bo jest długi, a ludzie to lenie, i nie wiedzą nawet jak wiele tracą. Ten fanfik jest ciekawszy od niejednego odcinka. Do tego bardzo przemyślany i widzę, że masz talent do tworzenia historii s-f (chętnie bym przeczytała jakieś twoje autorskie opowiadanie). Nie zauważyłam też większych błędów. Właściwie to tylko w jednym zdaniu szyk mi nie pasował:
Cytuj
Przecież mnie nie było tam.

"Przecież mnie tam nie było" brzmiałoby lepiej. Przeczytałam jeszcze raz wszystko od początku, żeby się nie pogubić i zauważyłam spore postępy jeśli chodzi o język i styl.

Ja wręcz przeciwnie nienawidzę krótkich opowiadań a wszystko przez to czekanie na następną część.
A tak poza tym super opowiadanie
Zapisane

Astroni

  • Ten Który Przegadał Stworzenie z Midnight
  • **
  • Co mi zrobisz? +293/-75
  • Płeć: Kobieta
  • Wiadomości: 1810
  • Óśmiech Ósmego
    • Zobacz profil
    • Profil Astroni800 na YouTube
To dziwne uczucie...
« Odpowiedź #29 dnia: Sierpień 18, 2011, 10:19:24 am »

Cytuj
Venus napisał(a):
A dałam tytuł "CIUT niedosłownej MAGII", tandeta, a więdz proszę, jeżeli macie jakiś pomysł na tytuł to piszcie na "TO DZIWNE UCZUCIE..."  :D    

Ja bym zostawiła - swoją pierwszą książkę (której oczywiście nie dokończyłam) nazwałam Na prawo albo na lewo od Syriusza - tak główna bohaterka sobie przypominała, gdzie leży wymyślona przez nią planeta, ale ostatecznie opowiadanie było bardziej przygodowe fantasy niż sci-fi (trochę czarów, walka Dobra ze Złem, przerażające maszynerie...). I nie miałam zamiaru tego tytułu nigdy zmieniać :D

Jeśli jednak chciałabyś zachęcić do szerszej dyskusji na ten temat, to zalecam temat FanFiction :)
Zapisane
DOKTOR

Elsen: Oh… Oh? Really? I… Bugger. Crap. I… Well, then uh… I believe that I’ll have to let you enter into the main gorges, then. But uhm… The regulations oppose it. Alright uh… I… I suppose this is a very special case, as stated in paragraph five.

The Judge: Sorry, but I fear I have to respond in the negative.

Yes, I am still OFF.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Strony: 1 [2] 3 4 ... 9   Do góry